Googlofon G1: Czy androidy marzą o elektrycznych hipopotamach?

"Widziałem rzeczy, o których Wam, ludziom, nawet się nie śniło" mówi niezapomniany Rutger Hauer w strugach deszczu. W tej scenie pokazując zwisającemu rozpaczliwie z dachu Harrisonowi Fordowi, że android może być równie ludzki, co człowiek. Ale czy Android, nowy OS do palmofonów, może mierzyć się z iPhonem, WM i Symbianem?
HTC G1 Dream - Android śni o dominacji nad światem? Przebudzenie może być bolesne...

HTC G1 Dream – Android śni o dominacji nad światem? Przebudzenie może być bolesne…

Widziałem rzeczy, o których… No dobra, dość tego Blade Runnera. Nie widziałem, a używałem i nie „attack ships on fire”, ale oczekiwany z dawna googlofon, czyli G1. Chociaż naczytałem się o nim i naoglądałem sporo, Android zdołał mnie zaskoczyć i to nie jeden raz.

Po pierwsze, jest naprawdę solidny i dobrze zrobiony – nic dziwnego, jeśli weźmie się pod uwagę, że został wyprodukowany przez HTC, które jest znane z tego, że przykłada się do swojej roboty. Po drugie, na wygląda znacznie lepiej, niż na zdjęciach. To znaczy – na zdjęciach wygląda na tanią, tandetną zabawkę, a na żywo na dobrze wykonanego, nudnego hipopotama… Dawno nie miałem w rekach tak wielkiego palmofonu i zaznaczam, że nie jest to komplement. G1 nie da się nosić wygodnie i bezpiecznie nie tylko w kieszeni spodni, ale też w kieszeniach niektórych kurtek. Schowany do wewnętrznej kieszeni marynarki ściągnie na nas spojrzenia ludzi przekonanych, że mamy tam dużego kalibru spluwę. Może to i sposób na budowanie wizerunku?

Interfejs jest prosty i łatwy w obsłudze, ale niekonsekwentny. Co mam na myśli? iPhone i

Ten patent jest naprawdę fajny - graficzne

Ten patent jest naprawdę fajny – graficzne „hasło” odblokowujące urządzenie.

Palm Pre potrzebują do obsługi jednego przycisku. Windows Mobile obeszłoby się bez żadnego. Góglofon nie da się używać bez trzech i całej klawiatury QWERTY na dodatek. Ale o ile każdy niemal palmofon z Windows Mobile da się obsłużyć również bez jednego choćby dotknięcia ekranu, to z G1 ta sztuka się nie uda – został skonstruowany w taki sposób, że część akcji można wykonać tylko poprzez dotknięcie ikonek, a część wyłącznie za pomocą przycisków. Trzeba przyznać, że dzięki rozdzieleniu zadań możliwe stało się ograniczenie wyświetlanych na ekranie kontrolek do minimum, a przez to  mamy więcej miejsca na to, co potrzeba, czyli treść. Niestety, konieczność „przełączania się” z dotyku na klawisze i z powrotem bywa dokuczliwa – do najmniejszej nawet porcji tekstu, takiej jak login czy hasło trzeba otwierać klawiaturę (na szczęście wirtualna, dotykowa klawiatura będzie w Androidzie niedługo dostępna), nie można też przejść do wcześniejszej strony WWW, zakończyć aplikacji czy przejść do ekranu startowego bez klikania w klawisze.

Wygodnie wyciągany

Wygodnie wyciągany „launcher” z ikonkami aplikacji. Ależ tu bałagan!

Właśnie, ekran. Jest bardzo ładny, ostry, jasny i dobrze odwzorowujący kolory. Dotyk działa na tej samej zasadzie, co w iPhone, albo w touchpadzie, co oznacza, że nie będzie działał z rysikiem – Android do życia potrzebuje ludzkiego dotknięcia. Pech polega na tym, że nie chodzi tu o delikatne muśnięcie czy lekkie dotknięcie opuszkiem,  ale o całkiem mocne pacnięcie. G1 jest nieczuły na nasze starania i czasem reaguje na co trzecie stuknięcie palcem. To naprawdę potrafi doprowadzić do furii.

Ogromne brawa należą się inżynierom HTC za zainstalowany w G1 trackball. Bez niego obsługa tego urządzenia byłaby możliwa, ale o ileż łatwiej jest do niektórych rzeczy użyć tej malutkiej kulki! Wbrew pierwszemu wrażeniu, trackball działa bardzo precyzyjnie, umożliwiając znacznie szybsze i dokładniejsze nawigowanie po stronach WWW, mapach czy interfejsie. Czasem, kiedy daje o sobie niska czułość na dotyk ekranu  okazuje się wręcz jedynym ratunkiem…  Pomysłodawcy klawiatury należą się natomiast tęgie baty. Po rozłożeniu G1 trzyma się niewygodnie – z jednej strony lekki – z drugiej ciężki, z jednej cienki – z drugiej gruby. Z powodu nie-centralnego usytuowania klawiatury w obudowie i wystającej dolnej, grubszej części, niektóre przyciski okazują się trudnodostępne, wymagając dalekiego wyciągania kciuka. Zdecydowanie, TyTN II, Kaiser czy Touch Pro zostawiają G1 daleeeeko w tyle.

Klawiatura jest duża, ale niewygodna, a otwarty G1 bardzo źle leży w dłoniach.

Klawiatura jest duża, ale niewygodna, a otwarty G1 bardzo źle leży w dłoniach.

A skoro już o klawiaturze – otwarcie klawiatury powoduje zmianę orientacji ekranu na poziomą, zamknięcie – na pionową. I koniec. Koniec!? Nigdy nie sądziłem, że brak obracania za pomocą czujnika położenia aż tak da mi się we znaki… W przeglądarce internetowej można obrócić ekran „na życzenie”, ale wymaga to trzech kliknięć i przescrollowania dość długiego menu – to nie jest to, co nazywam przyjaznym interfejsem.

Przeglądarka internetowa, jedna z najważniejszych aplikacji w dzisiejszych smartfonach, stoi w G1 na wysokim poziomie. Wygodnie możemy powiększać lub zmniejszać widok strony,  tekst jest automatycznie przełamywany, żeby pasował do szerokości wyświetlacza a stuknięcie w ekran powoduje ustawienie kolumny centralnie w polu widzenia. Możemy otworzyć jednocześnie wiele stron na oddzielnych kartach i łatwo nimi zarządzać (ale dla mnie zamknięcie karty bez użycia kulki okazało się prawdziwym wyzwaniem). Strony ładują się szybko, testy ACID przechodzi nie gorzej, niż Safari, umożliwia uruchomienie (choć już nie używanie, niestety) sieciowych aplikacji takich jak ZOHO, oferuje zapamiętywanie haseł. Wszystko pięknie. Czemu więc nie czuję się zadowolony ze współpracy? Przede wszystkim – brak możliwości zaznaczania i kopiowania tekstu ze stron lub zapisywania całych stron. Funkcja kopiuj-wklej jest, ale nie dość, że została ograniczona wyłącznie do pól tekstowych, to jeszcze nie mamy możliwości wyboru,

Przeglądarka to najmocniejszy punkt G1. Jest szybka i jest w stanie otworzyć (prawie) wszystko.

Przeglądarka to najmocniejszy punkt G1. Jest szybka i jest w stanie otworzyć (prawie) wszystko.

co zostanie skopiowane! To znaczy, mamy: możemy skopiować CAŁY tekst, jaki jest w oknie, albo nic. Wyobrażacie sobie, jak to „pomaga” np. w pisaniu maila przez interfejs WWW? Kolejna skucha to brak wyszukiwania na stronie. Znów, jak w iPhone, nie mamy szansy znaleźć konkretnego słowa czy frazy w liczącej dziesiątki tysięcy znaków witrynie. Obydwia te mankamenty dyskwalifikują przeglądarkę G1 do poważnych zastosowań. Siedząc z dziewczyną w restauracji sprawdzić repertuar kina? Nie ma sprawy. Sprawdzić, co nowego na ulubionym forum czy w portalu – bez problemu. Popracować? Oj, nie za bardzo…

Kolejnym elementem, na który zaraz będę narzekał jest obsługa poczty. Szybko, łatwo i przyjemnie (zresztą, czegóż innego spodziewać się po googlofonie!) uzyskujemy dostęp do konta Gmail, a każdy nowy mail jest anonsowany sygnałem dźwiękowym i miganiem diody, a jeśli chcemy odbierać i wysyłać pocztę również z innych kont, to możemy je skonfigurować w aplikacji »Email«, która potrafi samodzielnie ustawić konto na przykład z portalu WP.pl!  Ekhem, no tak, miałem narzekać. Już zaczynam. Po pierwsze, nie ma możliwości sortowania poczty wg. nadawcy czy tematu, brak różnych drobnych, a przydatnych opcji, takich jak zaznaczanie wszystkich wiadomości i wreszcie najważniejsze:  znów, jak w iPhonie, nie ma możliwości wysłania mailem innego załącznika, niż plik graficzny! Dlaczego, pytam się dlaczego nie mogę wysłać pliku tekstowego? Albo arkusza kalkulacyjnego? Albo muzyki? Albo… Dowolnego pliku, jaki mi przyjdzie do głowy? Bo nie.

Mówiąc o plikach graficznych, aparat fotograficzny jest. I tyle. Zdjęcia robi średnie, mimo autofokusa, a filmy, geolokacja, jakiekolwiek ustawienia? Zapomnijcie.

Przyrodni bracia - jeden z nich jest lekki, poręczny i łatwo wchodzi do kieszeni.

Przyrodni bracia – jeden z nich jest lekki, poręczny i łatwo wchodzi do kieszeni.

W ogóle hardware tego urządzenia jest ubożuchny (nie ma czujnika przyspieszeń, czujnika oświetlenia, czujnika zbliżenia) a jeśli już coś jest, jak na przykład GPS czy Bluetooth, to jego funkcjonalność jest tak okrojona, że niemal równie dobrze mogłoby tego nie być. Znów – syndrom iPhone’a? Panowie z Google, nie wiem, czy zauważyliście, ale nie macie takiej rzeszy wyznawców jak Apple, a wasza marka ma się do Kultu Jabłuszka jak KIAdo BMW – waszych produktów po prostu nie będzie się kupowało dla prestiżu i szpanu, więc czemu uważacie, że stać was na to, żeby olać funkcjonalność?

Wszyscy podkreślają, że niewielki zestaw aplikacji zawartych w systemie rekompensuje bogactwo softu dostępnego poprzez Android Market, dzięki czemu można samemu skomponować własny zestaw potrzebnych programów. Niestety, to bzdura.

Większość współczesnych „głupich” komórek, nie aspirujących do miana smarftonu czy palmofonu oferuje na starcie tyle samo możliwości co G1 z Androidem na pokładzie. Wymieńmy: budzik, przeglądarka, kalkulator, kalendarz, lista kontaktów, klient email, komunikator IM, klient Google maps, odtwarzacz muzyki i przeglądarka obrazków, odtwarzacz Youtube… Koniec. Wystarczy? Zależy do czego. Do rozmów i prostej komunikacji – tak. Do tego, żeby zastąpić kieszonkowe centrum rozrywki już nie za bardzo (brak odtwarzacza filmów, żadnych, nawet najprostszych gier), a do pracy całkowicie nie. Przy czym, o ile ściągnięcie Pasjansa czy odtwarzacza filmów z Android Market nie będzie problemem, o tyle nie znalazłem ani jednej aplikacji, która pozawalałaby edytować pliki Office. Nie ma też żadnego oprogramowania do nawigacji, ani czytnika e-booków obsługującego formaty inne niż TXT. Tak to jest, jak się zostawi tworzenie oprogramowania w rękach userów – casus iPhone’a: milion bezużytecznych programików wyświetlających migającą choinkę, albo napis „I’m rich!”, ale żadnej aplikacji do nawigacji prowadzącej zakręt po zakręcie czy zamiennika Office’a. Miejmy nadzieję, że to się zmieni.

Czym w tej chwili jest G1 i Android? Cóż, przykro to mówić, ale nieco nieudolną podróbką iPhone’a. Nie tak szybki, ładny i łatwy jak jabłkofon, nie dorastający możliwościami do pięt Windows Mobile, wisi gdzieś w środku – nie mam wątpliwości, że snobi pozostaną przy swoich jabłkach a pałerjuzerzy i biznesmani – przy Okienkach lub Symbianie. Teraz wiele zależy od tego, w jakiej cenie będzie sprzedawany przez Erę (i czy będzie do niego dodawana specjalna taryfa z dużą ilością taniego dostępu do Sieci, bo G1 niemal cały czas wymienia dane z Internetem!). Przedstawiciel PTC powiedział mi, że nie może jeszcze nic powiedzieć na temat cennika, ale że „raczej będzie” specjalna taryfa dla googlofona. Jeśli rzeczywiście G1 będzie niedrogi, może okazać się atrakcyjnym palmofonem dla każdego, takim volks-palmofonem, ale najprawdopodobniej będzie musiał stoczyć tu ciężką walkę z Nokią Xpress Music 5800. I wiecie co? Nie chcę krakać, ale moim zdaniem tą walkę przegra z kretesem.

Więcej obrazków G1 z Androidem znajdziecie tutaj, czyli w galerii.