Cyberkryminalni: Wielki przekręt byłego posła

Spółka byłego posła Samoobrony Piotra Misztala dokonała przestępstwa gospodarczego, narażając budżet państwa na stratę prawie 1 500 000 zł. W artykule opisujemy mechanizm tworzenia lewych faktur VAT, na którym bazował cały przekręt.

Gdy aspirant Łebkowski kończył Wyższą Szkołę Policji w Szczytnie, nie tak wyobrażał sobie pracę w wydziale kryminalnym. Miały być zawiłe śledztwa, zasadzki, ostre pościgi i wszystko to, o czym marzył jeszcze jako mały chłopiec. W akademii codzienne biegał po 10 km, dużo strzelał z broni krótkiej i trenował krav magę. Tymczasem po szkole trafił do sekcji analiz i większość czasu spędzał przed komputerem, obsługując program KSIP – Komputerowy System Informacji Policyjnej.

Szczególnie dokuczliwe bywało to w dni takie jak dziś – za oknem słońce, na ulicach roześmiane dziewczyny, a on tkwił przed monitorem, próbując wytropić powiązania między nudnymi dokumentami z urzędów skarbowych. Kim ja jestem, do cholery – myślał w takich chwilach – gliniarzem czy księgowym?! Ale na spotkaniu, które miał godzinę wcześniej, jego szef twierdził, że ta sprawa ma absolutny priorytet.

– Skarbówka zrobiła kontrolę w Inter Cemencie – powiedział wtedy do niego. – To spółka Misztala. Kojarzysz gościa? – Aspirant przecząco pokręcił głową. – No, ten z Samoobrony. Ten, co jeździ maybachem. No więc znaleźli u niego faktury, ale twierdzą, że one są lewe – wydatki na usługi marketingowe. W praktyce to prosta droga do nielegalnych odliczeń VAT-u. Wszystkie dokumenty wystawiła firma W&W z Krakowa. Tyle że ona nie ma prawa wystawiać faktur VAT. Być może lewa jest i sama W&W. I być może ma to coś wspólnego z Misztalem. Ale wcale nie musi, a gość ma immunitet poselski. No więc ostrożnie, ale sprawdź.

Cyfrowy materiał dowodowy zdobywa się na etapie analizy wykonywanej przy użyciu licencjonowanych narzędzi takich jak program EnCase.

Cyfrowy materiał dowodowy zdobywa się na etapie analizy wykonywanej przy użyciu licencjonowanych narzędzi takich jak program EnCase.

KSIP miał siermiężny interfejs, a Łebkowskiego po 6 godzinach ciągłego wpatrywania się w kolumny cyferek bolały już oczy. Ale nie ustawał w pracy, ponieważ czuł, że wreszcie natknął się na coś grubszego – faktury W&W wielokrotnie wypływały podczas postępowań policyjnych na terenie całej Polski. Scenariusz był podobny jak w przypadku Inter Cementu: urząd skarbowy przeprowadza rutynową kontrolę w jakiejś firmie, nabiera podejrzeń co do dokumentów wystawionych przez W&W i zgłasza sprawę na policję. Ta wszczyna śledztwo, ale najczęściej je umarza, ponieważ kwoty wydają się zbyt drobne – jedna, dwie faktury na sumy rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. W porównaniu z wielomilionowymi przekrętami, które mają na tapecie wydziały do spraw walki z przestępczością gospodarczą, to drobnostki.

– Przynajmniej do czasu, gdy się ich nie zbierze do kupy – mruknął pod nosem Łebkowski i wybrał numer do szefa, żeby powiadomić go o skali zjawiska.

Zatrzymanie płotki

Po raz pierwszy w swojej 3-miesięcznej karierze w wydziale kryminalnym krakowskiej policji aspirant Łebkowski był naprawdę zadowolony. Szedł ulicą Żeromskiego w Nowej Hucie – w kieszeni komórka, pod pachą 9-milimetrowy glock, a przed nim zadanie: znaleźć i doprowadzić na komendę Eugeniusza J., nieuchwytnego właściciela firmy widmo W&W.

A zaczęło się od raportu, który sporządził na podstawie analizy z KSIP-a. Wyglądało na to, że W&W hurtowo sprzedaje faktury, które umożliwiają przedsiębiorcom nielegalne odliczanie VAT-u. Przestępstwo było praktycznie nie do wykrycia:  po pierwsze małe kwoty, po drugie działali w całej Polsce, po trzecie podczas zwykłej kontroli skarbowej rzadko coś wychodziło – ot, firma konsultingowa wystawia rachunki za pomoc w sprzedaży, zorganizowanie hostess, kursy menedżerskie itp. Prawdziwa skala przekrętu uwidaczniała się dopiero po powiązaniu setek drobnych spraw w jedną całość – z wstępnych ustaleń Łebkowskiego wynikało, że straty budżetu państwa wynosiły około 7 milionów złotych. Potem poszło już gładko: jego szef zadzwonił do prokuratora i przedstawił mu materiały, a ten postanowił wszcząć dochodzenie. Nie było to jednak proste:  właściciel W&W, Eugeniusz J. nie przebywał w siedzibie firmy – kiedyś było to jego mieszkanie – ponieważ obecnie miał status bezdomnego. Prokurator zwrócił się więc do policji o doprowadzenie go na przesłuchanie.

Szybko przeprowadzono wywiad środowiskowy. Wynikało z niego, że Eugeniusz J. kręci się po Nowej Hucie, w okolicach swego dawnego mieszkania. Łebkowski, którego przydzielono do sprawy, wiedział, że mogą być kłopoty: poszukiwany odsiedział już dwa wyroki za brutalne pobicia w nowohuckich spelunach. Stąd glock pod pachą i dwaj kumple z wydziału, którzy patrolowali sąsiednie ulice.

Dostrzegł go przy stoliku przed barem przy Żeromskiego. Niezły koleś, pomyślał, bo mężczyzna miał prawie dwa metry wzrostu, byczy kark i tęskniące za inteligencją spojrzenie orangutana. Łebkowski spojrzał na zdjęcie, które wygrzebał w aktach, i upewniwszy się, że to on, ruszył w kierunku stolika na rogu. Wyciągnął legitymację, ale nim zdążył powiedzieć „policja”, mężczyzna chlusnął mu w twarz gorącą kawą, przewrócił stolik i zaczął uciekać. Łebkowski na moment stracił orientację, ale zaraz ruszył za nim.  Trening w szkole policyjnej zrobił swoje – biegł, ile sił w nogach. Zaraz po starcie trzy razy nacisnął klawisz głośności na swoim Samsungu, by komórka wysłała alarmowy SMS do jego partnerów. Tylko czy zdążą? Był coraz bliżej uciekiniera. Przy skrzyżowaniu z aleją Róż zaryzykował – odbił się mocniej i wylądował na jego plecach. Runęli na ziemię. Łebkowski wbił mu kolano w kręgosłup, złapał za włosy i docisnął twarz do chodnika. Mocno, tak, żeby poczuł. Drugą ręką błyskawicznie sięgnął po Glock’a, który po sekundzie mocno wbijał się w potężny kark mężczyzny. – Leżeć, ścierwo, bo ci łeb odstrzelę – krzyknął głośno i wyraźnie, tak jak go uczyli w szkole (z kryminalistami nie można się certolić).

Partnerem serii jest Mediarecovery – lider informatyki śledczej
www.mediarecovery.pl

Najważniejszy moduł programu EnCase tworzy wszystkie zapytania i filtry, za pomocą których prowadzi się szczegółową analizę materiału dowodowego.

Najważniejszy moduł programu EnCase tworzy wszystkie zapytania i filtry, za pomocą których prowadzi się szczegółową analizę materiału dowodowego.
Ślady prowadzą wyżej

– Może pan dostać 5 lat, nie licząc wybryku ze stawianiem oporu policji – oznajmił prokurator. – I dostanie pan przy takiej postawie. W każdym razie ja na pewno o to wystąpię, bo nie widzę żadnej woli współpracy. Ale to pana wybór.

– Co pan chce wiedzieć? – odezwał się Eugeniusz J. Po raz pierwszy od ponad dwóch godzin przesłuchania.

– Przede wszystkim, niech pan powie, komu sprzedawał pan faktury.

– Kierownikowi. – Prokurator na moment zaniemówił: spodziewał się całej listy umoczonych firm, a usłyszał jedno słowo. – Jakiemu kierownikowi? – zapytał.

– To gość, co tym kręci – odparł Eugeniusz J. i opisał, jak funkcjonował „biznes”.

Pół roku temu poznał mężczyznę, który zaproponował mu dobrze płatny interes: zarejestruje firmę w Urzędzie Miasta i w Urzędzie Skarbowym, w czym on mu pomoże, więc nie będzie kłopotu. Potem będzie tylko podpisywał dokumenty, które on, czyli kierownik mu dostarczy. Nie zna jego nazwiska, komórki ani nic. Spotykają się, jak zadzwoni. Najczęściej w McDonalds. Kierownik przynosi wtedy dokumenty, on je podpisuje i za każdy taki podpis dostaje 200 zł. To wszystko.

Po skończeniu rozmowy prokurator zadzwonił do szefa krakowskiej policji, referując przesłuchanie. Na koniec zostawił najważniejsze:

– Gość poszedł na pełną współpracę. Jak zadzwoni do niego kierownik, żeby się umówić na spotkanie, da wam cynk, gdzie to będzie. Wtedy go zdejmiecie. Ale zgodziłem się na jeden warunek. Musicie poczekać, aż się rozejdą, i zatrzymać kierownika co najmniej parę godzin później, żeby to wyglądało na przypadek.

Nośniki z materiałem dowodowym są często celowo uszkadzane przez sprawców. Ale to nie oznacza, że danych nie uda się odzyskać.

Nośniki z materiałem dowodowym są często celowo uszkadzane przez sprawców. Ale to nie oznacza, że danych nie uda się odzyskać.
Po nitce do kłębka

Gdy jakiś czas później Łebkowski zakładał kierownikowi kajdanki w jednej z restauracji w centrum Krakowa, mężczyzna nie stawiał oporu. Nie za bardzo miał zresztą jak – około 50 lat, brzuszek i słyszalna zadyszka nawet w stanie spoczynku nie rokowały szybkiej ucieczki. W prokuraturze także nie było niespodzianek – powiedział znacznie więcej, niż się po nim spodziewano.

Najważniejsze okazało się to, że firma W&W była tylko jedną z pięciu, które wykorzystywał do produkcji lewych faktur. Cały biznes działał następująco: kierownik (Jaromir K.) wynajdywał w Krakowie osoby, które nie miały nic do stracenia ani stałego miejsca zamieszkania i proponował im interes dokładnie taki sam, jaki rozwinął Eugeniusz J. Za każdy dokument płacił 200 zł. Sprzedawał je później zainteresowanym biznesmenom za 10 do 20 proc. wartości podatku VAT. Jednym z jego klientów była spółka Piotra Misztala Inter Cement.

Już następnego dnia prokurator zarządził w niej kontrolę skarbową, która miała wyglądać na rutynową. W rzeczywistości urzędnicy szukali dokumentów od firm słupów, nadzorowanych przez kierownika. Znaleźli 102 faktury, które pozwoliły odliczyć spółce Inter Cement prawie półtora miliona złotych od podatku VAT.

– Mnie to wystarczy – powiedział prokurator na spotkaniu z szefem policji, które odbyło się następnego dnia w komendzie.

– Mogę sformułować akt oskarżenia przeciwko Misztalowi nawet jutro. Tylko co to da? Facet ma immunitet. Musimy wystąpić o jego uchylenie. A to potrwa z pół roku. Z drugiej strony za dwa tygodnie kończy się kadencja i immunitet Misztala wygasa. Może lepiej poczekać. Tylko czy on wie, że my już wiemy?

Niespodzianka w Inter Cemencie

–Chyba jednak wiedział. Albo co najmniej się domyślał. W każdym razie wyjechał do Stanów Zjednoczonych, zanim wygasł mu immunitet. Prokurator natychmiast zrobił trzy rzeczy: po pierwsze postawił go w stan oskarżenia, po drugie wysłał za nim list gończy, po trzecie zorganizował zabezpieczanie danych cyfrowych.

Wysłaną do spółki Misztala, katowicką firmę zajmującą się informatyką śledczą, Mediarecovery, czekała jednak niespodzianka: podczas kopiowania istotnych dla procesu danych, okazało się, że ktoś z personelu firmy w  tym samym czasie próbuje zdalnie je wymazać. Takiej sytuacji można było w zasadzie uniknąć, gdyby zabezpieczane komputery odłączono od sieci. Jednak prowadzący akcję uznał, że może to zaalarmować podejrzanych. Niestety, ta decyzja okazała się błędna – informacja o wizycie ekipy szybko rozniosła się w firmie, co spowodowało nerwową próbę usunięcia istotnych dowodów. To działanie podniosło co prawda śledczym poziom adrenaliny, ale nic poza tym – maszyny definitywnie odłączono od sieci, zanim cokolwiek, co miałoby znacznie dla procesu zostało nadpisane. W efekcie prokurator zdobył potwierdzenie, że wykorzystane do nielegalnych odliczeń VAT faktury firm słupów faktycznie znalazły się w bilansie firmy.

Partnerem serii jest Mediarecovery – lider informatyki śledczej
www.mediarecovery.pl

Sporządzona przez firmę Mediarecovery ekspertyza stanowiła jeden z dowodów sądowych.

Sporządzona przez firmę Mediarecovery ekspertyza stanowiła jeden z dowodów sądowych.
Epilog

Misztal wiedział już, że nie odeprze postawionych mu zarzutów – zabezpieczone w Inter Cemencie dokumenty księgowe oraz materiały cyfrowe, w tym jego korespondencja elektroniczna, nie dawały na to żadnych szans. Zdecydował się więc na powrót do kraju. Ale postawił warunek – chce listu żelaznego, czyli gwarancji, że po stawieniu się na przesłuchanie nie trafi do aresztu. Prokurator się zgodził, ale też postawił warunek – milion złotych kaucji. Porozumienie zawarto i Misztal stawił się w prokuraturze w roli oskarżonego.

Na trzecim przesłuchaniu przyznał się, że kupował faktury od kierownika i odliczał je od podatku VAT. Wiedział, że wyrok skazujący jest nieunikniony. Za radą swego adwokata zobowiązał się, że w całości pokryje straty, jakie poniósł skarb państwa – w sumie prawie półtora miliona złotych – i wystąpił o samoukaranie: zaproponował dla siebie karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu na pięć oraz grzywnę w wysokości pół miliona złotych. Wymiar sprawiedliwości przystał na taką karę, zatwierdzając ją wyrokiem, który zapadł przed Sądem Okręgowym w Krakowie 14 kwietnia tego roku. Zmieniło to życie Piotra Misztala – już nigdy nie zostanie posłem.

Zmiany zaszły także w życiu aspiranta Łebkowskiego – po pościgu i związanej z nim adrenalinie stwierdził, że zwyczajnie nie nadaje się na policjanta-księgowego. Poprosił szefa o skierowanie na kurs dla policjantów z oddziałów antyterrorystycznych i otrzymał je. Czy była to dobra decyzja, pokaże czas, być może już ten najbliższy.

* Nazwy firm słupów i spółek nabywców zostały zmienione, ponieważ w sprawie wielu z nich prowadzone są obecnie odrębne postępowania.

* Nazwy firm słupów i spółek nabywców zostały zmienione, ponieważ w sprawie wielu z nich prowadzone są obecnie odrębne postępowania.
Na czym polegał przekręt w spółce Misztala

Kierownik wyszukiwał bezdomnych i pomagał im zakładać firmy słupy, które wystawiały faktury VAT na duże kwoty. Za każdą taką fakturę płacił po 200 zł. Następnie sprzedawał je za 10 do 20 proc. wartości VAT spółkom docelowym. A te ich podstawie odliczały sobie pełną kwotę VAT-u od podatku należnego urzędom skarbowym.

Przemysław Krejza, dyrektor ds. badań i rozwoju Mediarecovery

Przemysław Krejza, dyrektor ds. badań i rozwoju Mediarecovery
Zabezpieczanie danych to precyzyjny proces

Zabezpieczanie danych w firmie odbywa się z zaskoczenia, aby zminimalizować ryzyko skasowania przez podejrzanych istotnych dla śledztwa informacji. Z tego powodu o wizycie policji i informatyków śledczych informuje się tylko wąskie grono kierownictwa, które jest poza wszelkimi podejrzeniami. Po wejściu do firmy dane zabezpiecza się według następujących reguł (po to, aby sąd nie kwestionował wagi zdobytych dowodów):

Izolacja – Po rozpoczęciu działań ekipy informatyków śledczych żaden z pracowników firmy nie może zbliżać się do komputerów.
Status quo – Jeśli komputer jest wyłączony, nie można go włączyć; jeśli włączony, należy zapisać ustawione w nim daty i godziny.
Kolejność – Wszystkie dane należy zabezpieczać w odpowiedniej kolejności: od najbardziej (pamięć RAM) do najmniej ulotnych (dyski twarde i streamery).
Bloker – Działania na oryginalnym materiale dowodowym należy przeprowadzać z użyciem blokera, według zasady: widzę wszystko, nie zmieniam nic.
Kopia – Działania analityczne prowadzi się wyłącznie na kopii oryginalnego nośnika, wykonanej za pomocą kopiarki binarnej.
Cyfrowa pieczęć – Wszystkie kopie binarne są opatrzone sumą kontrolą, która stanowi gwarancję, że ich zawartość jest identyczna jak oryginału.
Narzędzia – Analizy danych dokonuje się wyłącznie z użyciem licencjonowanych programów informatyki śledczej takich jak EnCase.
Przejrzystość – Przygotowana ekspertyza powinna być jasna i czytelna nawet dla osób niemających wykształcenia informatycznego.

Partnerem serii jest Mediarecovery – lider informatyki śledczej
www.mediarecovery.pl