Li-Fi: bezprzewodowa łączność jak Wi-Fi, ale poprzez żarówki LED

Sam pomysł nie jest bardzo świeży, bo mówi się o nim już od kilku lat. Ale pojawiły się nowe informacje z Chin.

Jak twierdzi Chi Nan, profesor uniwersytetu Fudan w Szanghaju, specjalnie „oczipowane” żarówki LED oferują bezprzewodowy transfer danych na poziomie 150 megabitów na sekundę. Taka żarówka, o mocy zaledwie 1-wata, ma wystarczyć do wygodnego łączenia z internetem nawet czterech komputerów. Wygląda więc na to, że byłoby to rozwiązanie szybsze i tańsze od przeciętnego poziomu obecnie stosowanych technologii łączności bezprzewodowej w Chinach.

Nazwa technologii – Li-Fi (Light Fidelity) – pochodzi jednak nie z Chin, ale ze Szkocji, bo już w 2011 roku zaprezentował ją profesor Harald Haas z uniwersytetu w Edynburgu, przesyłając z pomocą specjalnie przygotowanej żarówki LED sygnał wideo w wysokiej rozdzielczości bezpośrednio do komputera. Założył też firmę PureVLC, która zajmuje się rozwojem tej technologii. Inny pracownik tej firmy, Nikola Serafimovski, dość sceptycznie odniósł się do wieści dochodzących z Chin.

Prof. Harald Haas z uniwersytetu w Edynburgu.
Prof. Harald Haas z uniwersytetu w Edynburgu.

Z drugiej strony również w tym roku instytut

Fraunhofer Heinrich Hertz chwalił się osiągnięciem transferu za pomocą żarówek LED na poziomie 1 gigabita na sekundę, przy czym obiecywano nawet 3 Gb/s po zastosowaniu żarówki trójkolorowej. Wygląda więc na to, że ta technologia naprawdę oferuje ogromny potencjał rozwojowy. Tym bardziej, że w zakresie fal świetlnych można przesłać około 10 000 razy więcej informacji, niż w paśmie radiowym.

Jest tylko jeden kłopot – wystarczy zablokować światło, by zablokować sygnał. Przeszkodą będzie zatem nie tylko ściana, ale i materiałowa zasłona czy grubsza kartka papieru. Ma to swoje korzyści, bo dzięki temu łatwiej kontrolować sygnał bezprzewodowy i zapewnić większe bezpieczeństwo transmisji, niemniej niedogodności związanych z tym faktem też jest sporo.

Zdjęcie świecących światłowodów pochodzi z serwisu Shutterstock.

Źródło: bbc.co.uk