Wiedźmin 3: Dziki Gon – recenzja gry

Gdy 8 lat temu po raz pierwszy zagrałam w Wiedźmina miałam wrażenie, że obcuję z arcydziełem. Mroczny, słowiański świat, dialogi pełne naturalnego języka, świetna grafika i do tego bohater, którego się nie tylko "kontroluje" - Geraltem chciało się być. Po latach mój stosunek do tej gry się nie zmienił i z wielkimi nadziejami spoglądałam w kierunku najnowszej części. Po ponad 40 godzinach gry - tyle zajęło mi ukończenie głównego wątku i wykonanie kilku zadań pobocznych - mogę bez cienia wątpliwości przyznać, że mamy do czynienia nie tylko z najlepszym RPG-iem ostatnich lat. Mamy do czynienia z najwyższej klasy produktem, którym świat jeszcze długo będzie się zachwycał.

Światy fantasy w grach RPG cierpią na jedną przypadłość – w większości nie silą się na oryginalność. I choć mogą zachwycać swoim ogromem i dawać przyjemność z eksploracji obracają się zawsze wokół nas – głównego bohatera, najczęściej bezimiennego, który z racji swojego urodzenia/posiadania niezwykłych mocy/znalezienia się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie staje się jedyną szansą ocalenia świata. Bycie protagonistą w grze jest fajne, ale strasznie iluzoryczne. Oczywiście w swoich założeniach gry fantasy mają właśnie takie być, mają pozwalać czuć się centrum wszechświata, ale spoglądając na nie pod kątem funkcjonowania uniwersum możemy odczuwać pewien niesmak (zwłaszcza, gdy po raz setny słyszymy, że losy królestwa zależą tylko od nas). CD Projekt Red zrobiło to inaczej.

W grze nie jesteśmy bowiem ani wygnanym królem, który pragnie odzyskać władzę, ani legendarnym dzieckiem obdarzonym tajemniczymi mocami, które mają przesądzić o losach świata. Jesteśmy Geraltem – wiedźminem, który pracuje na usługach ambitnego cesarza i którego zadaniem jest ochrona dziecka posiadającego mityczne umiejętności. Owszem, jesteśmy mistrzami w swoim fachu, potrafimy budzić zarówno respekt jak i odrazę u obcych, ale losy świata niekoniecznie nas interesują. Nasza motywacja do działania jest stricte osobista i choć przez całą grę przyjdzie nam gonić gościa zakutego w zbroję i siejącego postrach niczym tolkienowski Sauron, to scenariusz jest tak poprowadzony, by dać nam do zrozumienia, że nie jesteśmy tu pępkiem świata. I to jest rewelacyjne!

Wiedźmin 3 bowiem, choć jest grą z gatunku fantasy, to wykreowany został w sposób niezwykle realistyczny. Wjeżdżając na koniu do jakiejkolwiek wsi czy miasta czujemy się swojsko, a zarazem – jako Geralt – także obco. Z jednej strony widzimy bowiem architekturę tak bliską polskiemu średniowieczu, wieśniaków wykonujących swoje prace i naturalnie rozmawiających między sobą, a z drugiej mamy poczucie, że wiedźmin nigdzie nie jest miło widziany – czas napić się w karczmie, wysuszyć buty, zabić potwory, odebrać nagrodę i ruszyć w dalszą drogę. Wchodząc w skórę Geralta szybko dowiadujemy się, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. To widać zwłaszcza w kwestiach dialogowych – choć często przyjdzie nam podejmować decyzje, to niekoniecznie finał sprawy będzie taki, jakbyśmy sobie tego życzyli. Przykładowo prosząc postać, by się opamiętała i zaniechała danej czynności możemy ją rozgniewać przez co w efekcie i tak zrobi resztę po swojemu. Jak w życiu – ludzie reagują impulsywnie i nie lubią słuchać czyichś rad.

Tu dodajcie sobie też kwestie wyborów natury moralnej, których konsekwencji nie sposób przewidzieć. Wielokrotnie w trakcie gry zmienicie zdanie co do napotkanych bohaterów. Będziecie zdobywać czyjeś zaufanie, gdy z drugiej strony ktoś wbije Wam przysłowiowy nóż w plecy. Będziecie cieszyli się z podjętej decyzji, by po pewnym czasie dowiedzieć się, że zamiast uratować wieśniaków tak naprawdę sprowadziliście na nich śmierć. Będziecie uwodzić kobiety, by na końcu zostać wykorzystanym. Smaku dodaje sam Geralt, który pomimo wyraźnych rysów charakterologicznych pozwala też graczowi nadać mu namiastki własnej osobowości. Możemy być cynikiem, któremu zależy tylko na pieniądzach (w grze można nawet targować się o zapłatę!), playboyem, który oczaruje każdą kobietę, spoko gościem, który nie tylko za darmo pozbędzie się problemu, ale jeszcze nakarmi głodne dzieci i każdym po trochu.

Mimo otoczki fantasy – obecności magii, potworów i zjawisk nadprzyrodzonych – Wiedźmin 3 to najbardziej realistyczna gra, w jaką przyjdzie Wam zagrać.

My Słowianie wiemy jak nasze na nas działa

Wyobraźcie sobie, że kroczycie w polu złotej pszenicy szukając śladów wiwerny, by po chwili wsiąść na konia i galopując przez sad jabłoni, wjechać do uroczej doliny skrytej w cieniu wielkiego młyna, gdzie stado dzikich koni spokojnie pasie się na łące. Albo przebijacie się przez zawieszone na gałęziach słodycze wzdłuż leśnej ścieżki prowadzącej do domostwa pewnych kobiet. A co powiecie na ubożę podśpiewujące sobie własną piosenkę na melodię „Na Wojtusia z popielnika”? Albo na opowieść o władcy, który zamknął się w wieży i został zagryziony przez szczury?

Słowiański folklor aż bije z ekranu, począwszy od charakterystycznej dla naszego regionu roślinności, poprzez język, w którym nie brakuje solidnych przekleństw, aż po projekt postaci znanych tylko naszej kulturze w rodzaju wodnych bab, morowych panien czy leśnego licha. Dla reszty świata to wszystko brzmi bardzo fantastycznie, ale w nas powinny odżyć wspomnienia legend opowiadanych przez babcie, czytania „Dziadów” czy szkolnej wycieczki do Biskupina.

Nie znajdziecie tu durnych questów w rodzaju „przynieś wątrobę 10 wilków, a dostaniesz miecz +5 do siły”. Każde zadanie poboczne (a tych jest caaaałe mnóstwo) to niewielka, fajna historia silnie osadzona w danym regionie. A to pomagamy krasnoludowi znaleźć podpalacza, który spalił jego cały majątek, a to na prośbę ojca chorej córki próbujemy rozwikłać zagadkę tajemniczego upiora broniącego dostępu do studni, a to udajemy się na pole bity poszukać zwłok brata pewnego wieśniaka. Misje te możemy podjąć na dwa sposoby – korzystając z lokalnej tablicy ogłoszeń znajdującej się w wioskach i miastach, lub po prostu napotykając na dane wydarzenie w czasie rzeczywistym np. przejeżdżając obok rozpaczającej grupy ludzi. Ten pierwszy sposób jest też o tyle interesujący, że pomiędzy właściwymi zadaniami znajdziemy też zabawne ogłoszenia, nakreślające nastroje panujące w danym miejscu. Przykładowo na jednej z karteczek mogłam przeczytać apel o… niejedzenie kotów („Jakem na naszym kocurze rosół dla dziatek ugotowała, to na drugi dzień w polu nogę sobie skręciłam. Prawdę mówią, że kot to zwierzę nieczyste co z zaświatów mścić się za krzywdy będzie!”) i ostrzeżenie pt. „Wara od moich jajów” w dosadny sposób informujące o tym, co stanie się ze złodziejem, który wynosi ciągle jajka z kurnika.

Choć Wiedźmin jest serią, która od zawsze poruszała trudne sprawy takie jak brak tolerancji dla odmiennych ras, przemoc wobec kobiet, próżniactwo bogatych warstw społecznych, alkoholizm i inne nałogi, to nie brakuje tu także humoru i bardziej przyziemnych scen. Możecie liczyć na bitwę na śnieżki, śledzenie miłosnego życia Jaskra, udział w przedstawieniu teatralnym…

Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała

Wiedźmin 3 to gra z otwartym światem, choć podzielonym na trzy duże regiony – Biały Sad, Ziemie Niczyje wraz z olbrzymim miastem Novigrad oraz archipelag wysp Skellige. Po samym Białym Sadzie można jeździć godzinami i odkrywać co rusz niezwykłe miejsca i zadania, ale dopiero wjazd do drugiego regionu spowoduje, że Wasza szczęka znajdzie się w okolicach podłogi. Tylko ten fragment mapy jest trzy i pół razy większy od świata Skyrim! Do tego dochodzi jeszcze wiedźmińska twierdza Kaer Morhen wraz z okolicznym lasem i zamek w Wyzimie. By zwiedzić każdy zakątek tego uniwersum i zaliczyć każde zadanie 100 godzin Wam na pewno nie wystarczy. Główny wątek fabularny można ukończyć po 35 godzinach, jeśli nie będziecie się za dużo rozglądać. Innymi słowy – tak, Wiedźmin 3 jest solidną, olbrzymią grą, która zrekompensuje wiele miesięcy oczekiwania. A przecież to jeszcze nie wszystko, gdyż twórcy zapowiedzieli już 16 bezpłatnych DLC!

Warto też wspomnieć o tym, jak zmienia się świat pod wpływem wydarzeń i naszych własnych wyborów. Mieszkańcy wsi mogą inaczej na nas reagować, gdy zabijemy dręczącą ich bestię i usłyszymy inne komentarze w regionie, gdy zmieni się sytuacja polityczna. Choć to w zasadzie detale to jednak budują odpowiedni klimat.

Baby, ach te baby…

Człek by je łyżkami jadł. Już pierwsza część Wiedźmina nie stroniła od kobiet i nie robiła z Geralta cnotliwego rycerza. W drugiej części pojawiły się smakowite sceny erotyczne, które podkreślały uczucia, jakie rodziły się między bohaterami. Koniec trylogii zaś tak naprawdę skupia się jeszcze mocniej na relacjach panujących między wiedźminem, a płcią przeciwną. I nie chodzi tu tylko o te słynne 16 godzin seksu w motion capture. Owszem, nie brakuje tu roznegliżowanych, przyjemnych dla oczu kobiecych ciał i filmowej, smakowitej erotyki w gustownym (czasem zabawnym) wydaniu. Ale scenariusz jest tak poprowadzony, byśmy mogli poznać wrażliwszą stronę natury Geralta. Czasem już po samym tylko spojrzeniu czy mimice widać co kryje w swojej duszy – tęsknotę za Yennefer, nieugaszone pożądanie do Triss, czy też strach o życie Ciri – swojej podopiecznej i przyszywanej córki. Każda z tych kobiet świetnie dopełnia obraz Geralta i ich obecność dodaje grze wiarygodności.

Główny wątek fabularny obraca się wokół poszukiwań Ciri, na którą poluje Dziki Gon – upiór z innego wymiaru pragnący wykorzystać jej unikalne właściwości do swoich niecnych celów. By poznać historię z jej perspektywy będziemy mogli przejąć nad nią kontrolę w określonych fragmentach gry. Dziewczyna nie korzysta z ekwipunku – możemy jedynie walczyć mieczem oraz używać jej zdolności przenoszenia się w przestrzeni, zarówno do stosowania uników jak i do atakowania znienacka. Pod względem mechaniki są to ograniczone terenem fragmenty skupione na walkach i eksploracji. Wyszło całkiem ciekawie i zamiast oglądać cutscenki z udziałem Ciri po prostu możemy się w nią wcielić.

Wiedźmiński arsenał

Wiedźmin 3 jest wspaniałym przykładem na to, jak powinno budować się otwarte światy. Gra nie zmuszała mnie do czegokolwiek. Mogłam obniżyć sobie poziom trudności, by zdrowie regenerowało się samoczynnie i skupić się po prostu na aspekcie fabularnym. Mogłam olać wątek główny i zająć się tropieniem większych potworów. Mogłam jeździć beztrosko na Płotce i odkrywać sekrety danego regionu, a nawet brać udział w wyścigach konnych. Mogłam jeździć od wioski do wioski i brać udział w rozgrywkach gwinta, zdobywając kolekcjonerskie karty i układać z nich własne talie. Ostatecznie mogłam ustawić najwyższy poziom trudności, by zyskać największą immersję z gry. Na normalnym poziomie trudności walki są proste, a do pokonania wrogów wystarczy kombinacja miecz + moc znaków. To bardziej nacisk na odpowiednie wyczucie czasu niż jakąkolwiek strategie. Nawet nie ma co przejmować się specjalnie system rozwoju postaci. Co innego w trybie „Droga ku zagładzie”.

Tu musimy zarówno myśleć o alchemii – a zatem zbierać zioła, zdobywać schematy mikstur, kupować alkohole i ważyć eliksiry, jak i o dodatkowym arsenale. Miecze i pancerze możemy wykuć u kowali i płatnerzy – najpierw jednak musimy mieć także odpowiedni schemat (im trudniejszy do zdobycia tym bardziej efektowny), składniki i garść monet. Polując na bestie warto poczytać o nich w bestiariuszu – tam znajdziemy ich słabe strony, których znajomość ułatwi walkę.
W bitwie wspomagamy się:

  • olejami przeciwko konkretnej grupie potworów- nakładamy je na miecze PRZED bitwą (w trakcie nie jest to już możliwe). Ich efekty zużywają się w trakcie walki.
  • eliksirami – działają na Geralta i mają krótki efekt czasowy np. regenerują żywotność, zwiększają siłę. Używamy je w trakcie walki (maksymalna liczba eliksiru danego typu wynosi 5) jednak każde użycie zwiększa też toksyczność Geralta. Gdy przekroczymy poziom 100% wiedźmin zacznie tracić zdrowie.
  • odwarami – działają na Geralta i mają długotrwały efekt czasowy, lecz wymagają unikalnych składników
  • petardami – oślepiają wrogów, działają obszarowo
  • znakami – każdy z pięciu znaków ma działanie podstawowe i dodatkowe, które odblokowujemy na drzewie rozwoju postaci. Ich moc można rozwijać runami lub punktami umiejętności, a także znajdując miejsca mocy. Regenerują się automatycznie co parę sekund
  • kuszą – skuteczna na latające potwory
  • pożywieniem – wszelkiej maści trunki, mięsa i owoce regenerują żywotność. Poza nimi i eliksirami zdrowie odzyskamy tylko w drodze medytacji.

Świat gry nie dostosowuje się do naszego poziomu doświadczenia. Jeśli zapędzimy się w niebezpieczne miejsca zbyt wcześnie srogo tego pożałujemy. Na szczęście nad głowami przeciwników pojawiają się informacje sugerujące nasze szanse w bezpośrednim starciu. Wrogowie rzadko kiedy atakują w pojedynkę. Zazwyczaj walczymy z całą grupą i musimy dbać o to, by ciągle pozostawać w ruchu – stosować uniki i kontry. Walki są przy tym krwawe i brutalne – nie brakuje odcinanych kończyn i rozpołowionych ciał.

Oprawa audio-wizualna

Soundtrack z gry od kilku dni towarzyszy mi przy pracy. Wiedźmin 3 posiada jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych, jakie dane mi było słyszeć w grach wideo. Zaangażowanie do pracy zespół Percival było strzałem w dziesiątkę. Piszczałki, skrzypce, bębny w połączeniu z sekcjami chóralnymi pasują do świata Wiedźmina idealnie. Podczas eksploracji przygrywają delikatne motywy właściwe stylistyce fantasy, by w trakcie bitwy mocno się ożywić i zburzyć krew słuchacza. Dubbing z kolei wypada mieszanie. Oczywiście pan Jacek Rozenek w roli Geralta to czyste mistrzostwo – podobnie miło słucha się gwary wieśniaków czy przekleństw Zoltana. Ale już kobiece role brzmią jednakowo płytko i odczuwa się pod tym względem niedosyt.

Oprawa wizualna także nie jest równa choć mnie zdecydowanie urzekła. Wiecie już, że nie ma co liczyć na spektakularne widoki z trailerów, ale uwierzcie mi – te drobne braki w roślinności, czy mniej szczegółowe tekstury nie krzywdzą gry. Od samego początku jest pięknie. Świat Wiedźmina posiada zmienne warunki pogodowe i inaczej prezentuje się o świcie, inaczej w południe, a jeszcze inaczej nocą podczas burzy. Drzewa nie stoją nieruchomo tylko kołyszą się na wietrze – podobnie jak włosy postaci. Broda Geralta rośnie w trakcie rozgrywki i można ją skrócić u balwierza. Zachodząc słońce nadaje takich barw otoczeniu, że chce się tylko stać i robić screenshoty. Same kostiumy mogłyby zawstydzić niejeden film historyczny. Praca kamery podczas dialogów powinna być wzorem dla innych gier RPG. Tak filmowych ujęć jeszcze nie pokazano w żadnej grze. Wszystkie cutscenki stworzone są na silniku gry – brakowało mi bardziej spektakularnych filmów rodem z trailerów Bagińskiego. Zawiódł mnie także wygląd wody – o ile ta w strumieniach i kałużach wygląda dobrze, tak ta na otwartej przestrzeni – morzu czy jeziorze wygląda nierealistycznie i archaicznie.

Pod kątem technicznym też nie jest zbyt różowo, choć jak na grę z otwartym światem jest i tak dobrze. Zdarzają się spadki animacji (zwłaszcza w dużych miastach czy podczas walk z kilkoma przeciwnikami), doczytywania tekstur, irytująco długie ładowania ekranów (w przypadku śmierci sięgające nawet 40-50 sekund) czy problemy ze wspinaniem się (stojąc przy krawędzi czasami Geralt skacze zamiast chwycić się wyższej płaszczyzny). Fatalnie rozwiązano też kwestię sterowania pod wodą. Wielokrotnie miałam też problemy z dokonaniem interakcji – nad obiektem nie wyświetlał się znacznik – pomagało odejście od niego i pokręcenie kamerą. Zdarzało się, że koń Geralta klinował się między budynkami, a w modelach postaci błyskało tło w okolicach szyi. Większość z tych błędów ma jednak zostać naprawiona w raz z aktualizacją dostępną w dniu premiery. Gdy będę już miała możliwość zweryfikowania prawdziwości tych informacji zaktualizuję recenzję.

Va’esse deireádh aep eigean

Nie ma produkcji idealnych (i dobrze, bo dzięki temu mam pracę!). Osobiście skróciłabym główny wątek, bo miejscami trącił mi backtrackingiem i podwyższyłabym poziom trudności w pierwszej połowie gry, bo grało się zdecydowanie za łatwo. Zaangażowałabym inne aktorki do głównych ról kobiecych. Preferowałabym też bardziej rozwinięte zakończenie. Czytelnicy prozy Sapkowskiego będą mogli także przyczepić się do paru detali. Ale tak naprawdę liczy się to, co dostajemy w finale.

Dziki Gon zapamiętam jako produkcję, której filarem jest rewelacyjna narracja, liczne nawiązania do słowiańskiej kultury, zachwycające widoki, klimatyczna muzyka i możliwość bycia wiedźminem, który musi wybierać między większym, a mniejszym złem i liczyć się z konsekwencjami tychże wyborów. Do teraz pamiętam uczucie zaskoczenia, gdy w jednym z początkowych fragmentów gry wybiłam bandytów rozrabiających w karczmie i zostałam zrugana przez karczmarkę za swój czyn. Cóż z tego bowiem, że dziś nikt już nie wywoła burdy. Gdy ja pojadę w siną dal, ona zostanie znów sama – być może jeszcze bardziej narażona na problemy niż wcześniej. Nadal nie mogę się pozbyć wyrzutów sumienia związanych z pewnymi wyborami. Nade wszystko jednak ubolewam nad tym, że to już koniec trylogii o Geralcie. Będzie mi brakowało Białego Wilka, chyba jak żadnego innego bohatera wcześniej.
Coś się kończy, coś się zaczyna. Świat zyskał dzisiaj grę, która krzewi nie tylko polską kulturę, ale też wyznacza nową jakość rozgrywki w gatunku RPG. Jeśli takie studia jak Bethesda czy BioWare będą podążać śladem CD Projekt Red o przyszłość ambitnych, fantastycznych gier wideo możemy być spokojni.

Ocena: 95/100

Plusy:

+ Dojrzały scenariusz

+ Słowiański klimat

+ Realizm w funkcjonowaniu świata (wybory moralne, zachowania NPC)

+ Oprawa audio-wizualna

+ Bohater, którym chce się naprawdę być

+ Filmowe kadry w sekcjach dialogowych

Minusy:

– Niedoróbki techniczne

– Nierówny poziom dubbingu

– Brzydko wyglądająca woda

– Walki mogłyby być bardziej wymagające

Gra testowana była na konsoli PS4. Wszystkie obrazki w tym tekście i gameplaye pochodzą z tej platformy.