Naukowcy skonstruowali sonar zakładany na rękę

Pod wodą, jak jest, każdy widzi. Przynajmniej wtedy, gdy ma zdrowe oczy, a woda odpowiednią przejrzystość. A właśnie z tym czasami bywa różnie.

Na co komu naręczny sonar, jeśli pod wodą możemy – tak samo jak nad nią – posługiwać się wzrokiem? Odpowiedź jest bardzo prosta i udzielić jej może każdy, kto kiedykolwiek próbował nurkowania w polskich jeziorach – często bywa tak, że przejrzystość wody spada niemal do zera, zwłaszcza jeśli nieopatrznie poruszymy warstwę mułu zalegającego na dnie. Podobnie bywa też podczas powodzi – woda, która przelewa się po zatopionych terenach, jest zwykle wyjątkowo mętna i nieprzejrzysta, a jednak bywa tak, że ratownicy muszą coś w tej wodzie odnaleźć.

Właśnie to zainspirowało dwóch doktorantów Uniwersytetu w Tsakuba (Japonia) do skonstruowania niezwykłego, zakładanego na rękę sonaru w kształcie rękawiczki. Aisen Carolina Chacin i Takeshi Ozu nazwali swoje dzieło Iruka Tack, na podobieństwo japońskiego słowa określającego delfina. Bo delfiny, jak wiemy, również posługują się sonarem.

Konstrukcja urządzenia jest naprawdę niezwykła i wykorzystuje elementy wydrukowane na drukarce 3D. Po pierwsze, na każdym z czterech palców (oprócz kciuka) umieszczone są maleńkie wodne silniczki, które wyrzucają wodę z prędkością zależną od odległości, w jakiej rejestrowany przez sonar obiekt znajduje się od ręki. Im bliżej obiektu, tym ciśnienie wody wytwarzane przez silniczki jest większe. Oprócz tego urządzenie wykorzystuje sensor sonarowy MaxBotix MB7066 i… Adruino Pro Mini, które steruje całością.

Całość zaprojektowana została w taki sposób, by urządzenie łatwo było kopiować i wytwarzać samodzielnie. Obaj twórcy mają nadzieję, że ich sonar rzeczywiście przyda się ratownikom podczas powodzi, często nawiedzających tereny, na których położony jest uniwersytet.