Pentax K-1: jest, nareszcie, po latach wyczekiwania

Pierwsze informacje na temat tego aparatu pojawiły się już dobre kilka lat temu – co najmniej wtedy, gdy na rynek wszedł model K-3. Bo skoro w nazwie tego ostatniego była cyfra "3", to oznaczało, że Pentax szykuje jeszcze coś bardziej zaawansowanego, lepszego, więc... pełnoklatkowego.

Dodajmy, że Pentax K-3 zaprezentowany został w roku 2013. Później, w roku 2015, Pentax pokazał światu model K-3 II, zaś o informacje o lustrzance pełnoklatkowej nadal pojawiały jako coś między pogłoskami a marzeniami miłośników tego systemu. Pentax zaczął jednak stopniowo prezentować nowe konstrukcje obiektywów, przeznaczonych właśnie dla lustrzanek pełnoklatkowych, więc wiadomo było na pewno, że odpowiedni aparat jest już w drodze. Pytanie brzmiało tylko: kiedy się pojawi.

Pojawił się dzisiaj i od razu pod wieloma względami zaskoczył. Wiele funkcji, które oferuje Pentax K-1, będzie totalną abstrakcją dla użytkowników sprzętu Canona czy Nikona, choć spora część z nich znana jest już z modelu K-3 II. Nie zmienia to jednak faktu, że K-1 to niezwykle obiecujący, niezwykle oryginalny i bardzo dobrze zapowiadający się aparat.

Konkrety:

  • pełnoklatkowa matryca CMOS o rozdzielczości 36,1 mln pikseli, bez filtra dolnoprzepustowego
  • symulacja działania filtra AA poprzez mikroruchy matrycy
  • pięcioosiowa stabilizacja obrazu poprzez ruchy matrycy, oferująca skuteczność 5 EV (potwierdzona testami CIPA)
  • tryb zdjęć Multi-Shot Pixel Shift, wykorzystujący mikroprzesunięcia matrycy, dzięki któremu do każdego piksela trafia pełna informacja o kolorystyce każdego punktu obrazu
  • wizjer optyczny na bazie pryzmatu, oferujący powiększenie 0,7x i pokrycie 100 % kadru
  • RAW-y (DNG lub PEF) zapisywane z 14-bitową szczegółowością
  • wbudowany moduł GPS wraz z kompasem elektromagnetycznym i funkcją Astrotracer
  • wbudowane Wi-Fi, wraz z całą funkcjonalnością, która się z tym wiąże
  • solidny, uszczelniony korpus, odporny na zamoczenie
  • podwójny slot kart pamięci
  • niezwykły, nowatorski system ruchomego ekranu, pozwalający również na jego wychylenie kątowe

Odrębnie wymienię te elementy, które nie są – moim zdaniem – aż tak imponujące:

  • zapis filmów Full HD z częstotliwością 30 kl./s
  • tryb zdjęć seryjnych 4,4 kl./s (6,5 kl./s, jeśli aparat wykorzystuje jedynie część matrycy odpowiadającą formatowi APS-C)
  • 33-punktowy system ustawiania ostrości, w tym 25 czujników krzyżowych

Można zatem odnieść wrażenie, że elementem, który stanowi słabszy punkt aparatu, jest albo matryca, albo nie dość mocny procesor obrazowy, albo współpraca tego duetu. W dzisiejszych czasach standardem są dużo wyższe częstotliwości zdjęć seryjnych, a filmy wideo nagrywane są coraz częściej w 4K.

Co do systemu AF – obecnie nawet lustrzanki APS-C oferują często więcej czujników (w tym krzyżowych), a dodatkowo wzbogacone są często o przydatne podczas kadrowania z wykorzystaniem wyświetlacza (Live View) bajery typu czujniki detekcji fazy wbudowane bezpośrednio w matryce lub podwójne piksele. Ale zwróćcie mimo wszystko uwagę, o ile dłuższa jest lista pierwsza od listy drugiej…

Aparat wejdzie na rynek w kwietniu, a cena korpusu to 1800 dolarów.