Robot do golfa zdobył dołek za jednym uderzeniem

Coraz więcej mówi się o zagrożeniach, jakie rozwój robotów i sztucznej inteligencji niesie dla różnych grup zawodowych. Czyżby teraz powinni zacząć się obawiać zawodowi golfiści?

Hole-in-one to marzenie każdego gracza w golfa – wymagające wiele szczęścia, ale także i dużych umiejętności uderzenie, które rozpoczyna walkę o zdobycie kolejnego dołka i… od razu ją kończy. Uderzenie z tak zwanego „tee”, czyli miejsca startu każdego z kolejnych odcinków, mającego wygląd niedużej podstawi w kształcie litery T, prowadzi od razu do umieszczenia niedużej piłeczki w niewiele większym dołku, oddalonym nieraz o dobre kilkaset metrów.

Takie rzeczy naprawdę się zdarzają, choć – jak łatwo się domyślić – niezwykle rzadko. Jeśli chodzi o wydarzenia tego typu, które zostały oficjalnie zarejestrowane, bo miały miejsce na zawodach, warto wspomnieć chociażby o 1997 roku, kiedy dokonał tego, będący wtedy w szczytowej formie, sam Tiger Woods. W zeszłym miesiącu natomiast podobna sztuczka udała się włoskiemu graczowi Francesco Molinariemu.

Nas interesuje jednak oczywiście inny „gracz” w golfa, czyli LDRIC (Launch Directional Robot Intelligent Circuitry). Jest to opracowany przez profesjonalnego gracza w golfa, Gary’ego McCorda i wybudowany przez Golf Laboratories robot, który w założeniu służyć ma do ćwiczenia różnego typu uderzeń. LDRIC jest przy tym w stanie uderzyć piłkę do golfa tak mocno, że osiąga ona prędkość 130 km/godz – szybciej, niż piłeczki, które posyłał w swoich najlepszych czasach Tiger Woods. Natomiast w ostatnią środę robot wsławił się jeszcze czymś innym – podczas zawodów PGA zdobył dołek jednym uderzeniem.