Rosjanie chcą umieścić na orbicie satelitę-zwierciadło

Nie jest to na szczęście projekt kierowany przez armię, ale dzieło grupki niezależnych inżynierów i entuzjastów. Prezentuje się naprawdę ciekawie.

Projekt o nazwie „Majak” (latarnia morska) został szczęśliwie sfinansowany za pośrednictwem rosyjskiego portalu Boomstarter, „zaskakująco” podobnego do popularnego Kicstartera. Zamiast oczekiwanego 1,5 mln rubli zebrano nieco więcej – 1,72 mln rubli, co w przeliczeniu daje sumę ok. 93 tysięcy zł.

Do czego służyć będzie do zwierciadło? Jeśli stanęły Wam przed oczami sceny z filmu „Śmierć nadejdzie jutro”, w którym – jak to zwykle bywa – James Bond po raz kolejny ocalił świat, to jest to niewątpliwie dobre skojarzenie: tam też występował satelita, który kumulował energię słoneczną i wysyłał ją na Ziemię. Różnica polega jednak na tym, że o ile na filmie satelita Ikarus używany był do spalania wszystkiego, co nie spodobało się głównemu czarnemu charakterowi filmu, o tyle Majak ma po prostu świecić. Świecić światłem odbitym oczywiście, lecz mimo wszystko świecić bardzo jasno – znacznie jaśniej, niż otaczające go gwiazdy. Wszystko za sprawą refleksyjnej czaszy o powierzchni 16 metrów kwadratowych, która rozwinie się, gdy Majak znajdzie się już w przestrzeni kosmicznej.

Jak twierdzą pomysłodawcy projektu, Majak ma już potwierdzone przez koncern Roskosmos miejsce w rakiecie Sojuz-2, która startować będzie w połowie 2016 roku.

Jak zwykle w przypadku finansowania społecznościowego pojawia się jeszcze jedno pytanie: a co z tego wszystkiego będą mieli fundatorzy projektu? W tym przypadku nic szczególnie konkretnego: satysfakcję wspomaganą przez aplikację mobilną, która w dowolnym momencie pomoże odnaleźć „ich” sztuczną gwiazdę na niebie. Jest w tym sporo takiego słowiańskiego, rosyjskiego romantyzmu, zgodzicie się?