SteelSeries Arctis 5 – świetne słuchawki za rozsądną cenę

SteelSeries udało się coś, czego nie dokonał jeszcze chyba żaden producent słuchawek dla graczy - stworzył headset gamingowy, w którym nie wstyd wyjść na ulicę.
W krótkim liście dołączonym do pudełka Steelseries Arctis 5 czytam: „Zakwestionujemy wszystko, co do tej pory powstało, bo spojrzeliśmy na rynek z zupełnie innej perspektywy. Nie stworzyliśmy słuchawek do gier. Zbudowaliśmy słuchawki dla graczy”. Brakuje tylko unoszących się w powietrzu serduszek, zapachu róż (albo napalmu o poranku, co dany gracz woli) i medalu za wybór marki.
Tak przynajmniej pomyślałam z przekąsem czytając to powitanie i próbując zachować subiektywny chłód emocjonalny podczas otwierania designerskiego pudełka. Ale gdy tylko ponownie (pierwszy raz miałam okazję podziwiać Arctisy na tegorocznym PGA) wzięłam je w dłonie, przejechałam palcami po czarnej, matowej obudowie nauszników i w końcu – gdy założyłam je na głowę z uczuciem idealnego dopasowania, wiedziałam już, że to nie był czysty marketing. Po trzech tygodniach testów jestem gotowa, by z czystym sumieniem móc je Wam polecić.

Design

Jeśli miałabym jednym słowem określić wygląd Arctisów powiedziałabym, że są „surowe”. Ale w tym najbardziej pozytywnym znaczeniu, który przynosi na myśl jakąkolwiek elektronikę z półki premium. Zewnętrzna strona nauszników jest zupełnie płaska, a do tego matowa. Jedynym urozmaiceniem jest tu logo producenta oraz delikatna ramka wokół nauszników – w tym modelu słuchawek elementy te są podświetlane.

Zauważcie, że nie zastosowano tu żadnych błyszczących ani skórzanych materiałów. Nawet poduszki wykonane są z miękkiej, oddychającej tkaniny. Przy pierwszym spotkaniu Arctisów zdziwiło mnie odejście od regulowanego automatycznie pałąka na rzecz amortyzującej opaski przypominającej tę wykorzystywaną w goglach narciarskich. Z czasem stwierdziłam jednak, że była to świetna decyzja. Po pierwsze dlatego, że taki chropowaty, rozciągliwy materiał lepiej utrzymuje headset na głowie, a po drugie – to w zasadzie świetna stylówa. Zwłaszcza, że producent oferuje opaski w różnych wzorach i kolorach, więc teoretycznie możemy w szybki sposób nadać słuchawkom indywidualny wygląd. Inna kwestia, że opaski nie należą do tanich akcesoriów (90 zł to 1/5 ceny całego headsetu). Konkludując – są to moim zdaniem pierwsze nauszne słuchawki dla graczy, w których bez cienia wstydu można wyjść na ulicę.

Konstrukcja

Z tyłu lewego nausznika znajdziemy kółko do regulacji głośności, przycisk wyciszenia mikrofonu, gniazdo minijack, do którego podłączymy bez problemu drugą parę słuchawek, wysuwany mikrofon i wyjście na micro USB. Zarówno model Arctis 3 jak i testowana przeze mnie piątka pracują wyłącznie na kablu, dopiero model Arctis 7 jest bezprzewodowy. Oprócz tego jedynymi różnicami w konstrukcji jest podświetlenie – najtańszy model jest go pozbawiony.

Wszędzie znajdziemy jednak te same 40-mm neodymowe przetworniki S1. Oznacza to, że bez względu na to, czy zdecydujecie się przeznaczyć na Arctisy $79, $99 czy $149, słuchawki będą Wam grały tak samo. A grać będą nie byle jak, bo SteelSeries zdecydowało się zaimplementować w nich ten sam rodzaj przetworników, co w swoich słuchawkach za 300 dolarów.

To co ucieszyło mnie najbardziej to uniwersalność tego zestawu. Mogę używać ich do pracy przy komputerze, grania na konsoli i słuchania muzyki na smartfonie. Między słuchawkami, a końcówką USB znajduje się specjalne pokrętło (ChatMix), które pozwala szybko wyregulować dźwięk pomiędzy odgłosami z gry, a czatem głosowym. Dzięki dołączonemu adapterowi słuchawki podłączymy do jakiegokolwiek urządzenia z gniazdem minijack (wówczas nie mamy już jednak dostępu do ChatMixa).
Jedyną rzeczą, która nie odpowiada mi w konstrukcji Arctisów jest długość kabla. Nie mam pojęcia komu może się przydać niemal trzymetrowy przewód w słuchawkach. Jeśli nie macie dużo miejsca na biurku, kabel będzie Wam ciągle przeszkadzał i lądował na podłodze. Jasne, możemy podłączyć słuchawki przez adapter minijack, co odpowiednio skraca długość, ale wtedy tracimy dostęp do oprogramowania. A wystarczyłoby dołączyć do zestawu adapter USB z krótszym przewodem.

Mikrofon

W Arctisach znajdziemy dwukierunkowy, wysuwany mikrofon z nową technologią ClearCast, która według producenta charakteryzuje się świetną redukcją hałasów z otoczenia i która zapewniać ma krystaliczną jakość głosu. Mikrofon w komunikacji w grach sieciowych to ważna kwestia, nikt nie lubi grać z towarzyszem, który trzeszczy i buczy nam do słuchawek. Ale różnice w mikrofonach między headsetami z najniższej półki, a tymi ze średniej są najczęściej marginalne. Jak zatem na tle innych headsetów wypadają Arctisy?
Szczerze mówiąc, dziwnie. Z jednej strony nasz głos brzmi rzeczywiście czyściej, a funkcja redukcji hałasów istotnie działa. Z drugiej jednak technologia ClearCast ma tendencję do zmiany barwy głosu, brzmi się tak, jakby mówiło się przez nos, z lekkim katarem. To jednak dałoby się przeżyć. Gorzej, że występują zaburzenia w poziomie głośności. Nagrałam dla Was specjalnie krótki test, który obrazuje do zjawisko. Przy okazji możecie usłyszeć, jak zbierają dźwięk słuchawki z tej samej półki cenowej, wydane w roku ubiegłym (Siberia V3). Teoretycznie starszy model przekazuje głos gorzej – brzmi się jakby mówiło się ze studni – ale problem ze zmieniającą się co chwila głośnością dźwięku nie występuje lub występuje marginalnie. Ocenę tego podzespołu słuchawek pozostawiam Wam (nagranie najlepiej odsłuchać w słuchawkach, wyłapiecie wtedy lepiej opisane niuanse). Niezaprzeczalnie SteelSeries poczyniło postępy w rozwoju mikrofonu, ale moim zdaniem nie jest to jeszcze rzucająca na kolana jakość.

Użytkowanie

W trakcie tych trzech tygodni bywały dni, kiedy Arctisów nie zdejmowałam przez kilka godzin. Konstrukcja i zastosowane materiały (przede wszystkim termoaktywne poduszki) sprawiły, że słuchawki nie ciążą na głowie, nigdzie nie uciskają i nie zwiększają temperatury małżowin usznych. Co prawda nie testowałam ich podczas upałów, a w okresie zimowym, ale jestem w stanie uwierzyć, że trudno będzie się w nich spocić.

Oprogramowanie pozwala dostosować słuchawki do własnych preferencji. Znajdziemy tu opcję włączenia dźwięku przestrzennego DTS 7.1, equalizer z wbudowanymi presetami (muzyka, immersja, głos, rozrywka, płaski) regulację DRC (Dynamic Range Compression), regulację czułości mikrofonu i natężenie efektu redukcji hałasu z otoczenia.

Fajną sprawą jest zmiana kolorów podświetlenia słuchawek – również nadania innej barwy każdej z muszli. Wspierane są także funkcje multibreath i colorshift.

A jak z jakością dźwięku? Wszystko zależy od Waszych preferencji. Nie jestem audiofilem, ale myślę, że nikt nie powinien być zawiedziony słuchając na Arctisach muzyki. Wokale są bardzo wyraźne, grupy instrumentów nie zbijają się w papkę. Osobiście brakowało mi jedynie ciut mocniejszego basu. Rewelacyjnie Arctisy brzmią w przypadku filmów z systemem 7.1. – wszelkie eksplozje, efekty dźwiękowe czy epickie ścieżki dźwiękowe w takich tytułach jak Avatar czy Tron dodają widowisku większego smaku.

Oczywiście mamy do czynienia z headsetem dla graczy i w przypadku gier rzeczywiście sprawdza się on najlepiej. System dźwięku przestrzennego przydaje się zwłaszcza w strzelankach, gdyż możemy wówczas wyraźnie usłyszeć skąd dochodzą dźwięki ostrzału czy kroki przeciwników. Nawet jeśli nie będziecie zmieniać predefiniowanych ustawień jakość dźwięku w grach zdecydowanie Was zadowoli. Podobnie jak w przypadku innych słuchawek SteelSeries tak i tutaj mamy możliwość ustawienia profili ładowanych automatycznie przy starcie danej gry czy aplikacji. Dzięki temu możemy np. cieszyć się podkręconym mikrofonem odpalając Skype’a lub funkcją DTS przy Overwatch.

Podsumowanie

Arctisy w Polsce zaczynają się od ceny 399 zł (za model Arctis 3) i 499 zł (za model 5). Jeśli nie gustujecie w kolorowym podświetleniu i skusicie się na tańszy wariant nie będziecie niczego żałować – otrzymacie dokładnie te same podzespoły co w droższej wersji headsetu. SteelSeries udało się zrobić słuchawki uniwersalne, które nie tylko dobrze brzmią i pasują do wielu platform, ale też świetnie wyglądają i są szalenie wygodne. Szukając headsetu do 500 zł, będziecie musieli mocno się natrudzić by znaleźć równie udane rozwiązanie.

Ocena: 85/100

Plusy:

+ wygoda użytkowania

+ design

+ dobre brzmienie

+ kompatybilność z wieloma urządzeniami (USB/minijack)

+ podświetlenie RGB

+ technologia ClearCast mikrofonu

Minusy:

– zbyt długi kabel

– mikrofon nierówno zbiera dźwięk

Specyfikacja sprzętowe
Przetworniki

Neodymowe 40 mm

Pasmo przenoszenia20-22000 Hz
Czułość słuchawek98db
Impedancja32 Ohm
PodświetlenieRGB
Pasmo przenoszenia mikrofonu100Hz – 10000Hz
Czułość mikrofonu-48 db
Redukcja hałasu z otoczeniaTak
Impedancja mikrofonu
2200 Ohm
Długość kabla3m
KompatybilnośćPC, PS4, Xbox One, smartfony, tablety