Plemiona Internetu

Jesteś ziomkiem czy raczej domisiem? A może zależy ci na fejmie, tak jak klasycznemu lajfhakerowi? Przekonaj się, do jakiego internetowego plemienia należysz.

Kto i jak korzysta z Internetu? Czy częściej po Sieci buszują mężczyźni czy może kobiety? Robimy TO w domu czy raczej cyberbumelujemy w pracy? Korzystamy z Internetu stacjonarnego czy wolimy surfować dzięki mobilnemu dostępowi za pomocą własnego smartfonu? Gros internautów to tzw. młodzi dorośli, nieopierzona gimbaza czy słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku? Kochamy social media czy korzystamy z nich umiarkowanie? No i ostatnie pytanie – co sądzimy o internetowych zakupach? Pytanie o bezpieczeństwo tu nie pada, bo przecież dobrze wiemy, że wirusy, włamania i kradzieże danych zawsze zdarzają się innym. Znalezienie najlepszej odpowiedzi na te pytania to prawdziwa żyła złota dla psychologów, socjologów i speców od marketingu właściwie z każdej branży, szczególnie i z telekomów. Nic więc dziwnego, że w zasadzie każdy szanujący się instytut badania opinii społecznej przygotowuje raporty, które mają przynieść odpowiedź na zadane wcześniej pytania.

Regularnie takie badania przeprowadzają m.in. CBOS, Gemius, GUS. Zatem przyjrzyjmy się tym raportom i zastanówmy, jakimi internautami są Polacy? Gdzie są dzieci, tam są „internety” Nawet jeśli zdaniem niektórych polityków Polska jest w ruinie, to przeglądając liczby dotyczące dostępu do Internetu, trudno się oprzeć wrażeniu, że nędza ta nie dotyczy świata wirtualnego. Otóż według raportu CBOS „Internauci 2015” opracowanego w czerwcu 2015 r. z Internetu regularnie korzysta w Polsce 64 proc. dorosłych. Tempo, w jakim włączamy się do Sieci, jest imponujące – dziesięć lat temu raptem 25 proc. dorosłych swobodnie buszowało po Sieci.

Nic dziwnego, że surfujemy na potęgę, skoro do Internetu podłączonych jest prawie 76 polskich gospodarstw domowych – jak wynika z dużego badania przeprowadzonego przez GUS w latach 2011–2015. Uwaga, nawet w tym przypadku sprawdza się zasada, o której pamiętają wszyscy handlowcy świata – na wybory rodziców największy wpływ mają dzieci. Internet znajdziemy w 66,5 proc. bezdzietnych domów i w aż 95 proc. gospodarstw z dziećmi. Oto potęga bajek na YouTubie. Wiek ma znaczenie Wiek ma znaczenie. Nie, to nie „ejdżyzm”. Takie są fakty, że im Polak starszy, tym rzadziej korzysta z Sieci. W 2015 r. aż 97,1 proc. osób korzystających z Sieci miało od 16 do 24 lat, z grupy 35-latków tylko niespełna 8 proc. pozostaje offline. Znaczenie mają też miejsce zamieszkania oraz wykształcenie. Zdecydowanie bardziej aktywni są mieszkańcy dużych miast i ci z wyższym wykształceniem.

Wniosek z tego jest jeden: najbardziej pożądana przez handlowców grupa, czyli młodzi, dobrze zarabiający fachowcy, są mieszkańcami dużych miast z nosami w smartfonach, będący prawie zawsze online. Kołdry na wagę sprzedajemy więc emerytom podczas bezpośrednich spotkań w klubokawiarni, a koszmarnie drogie bilety na lot balonem wciskamy za pomocą banerów na WWW, których nie sposób ominąć inaczej niż za pomocą przycisku „Kup teraz”. Internetowe plemiona Skoro najczęściej korzystającą z Internetu grupą są ludzie młodzi, to czy są oni tacy sami? Czy jest to grupa homogeniczna? Co mają ze sobą wspólnego, zebrani w jedną statystyczną grupę 16–29 lat, biały kołnierzyk z warszawskiego Mordoru z licealistką z Polski Wschodniej.

O ciekawą analizę pokusił się Plus, przygotowując swoją najnowszą kampanię Plush na Kartę. Skorzystał przy tym z raportu „Świat młodych 4” komercyjnej firmy, dzięki któremu wiemy, że jedno internetowe plemię drugiemu nierówne. Czy mówią Wam coś, drodzy czytelnicy, nazwy „ziomki”, „domisie”, „hipsterzy” (to się pewnie obiło o uszy), „lajfhakerzy” oraz „regrety”? Nawet starający się być na czasie autor tekstu przyznaje, że przy regretach stracił rezon. Z raportu wynika jeden wniosek: młodzi są coraz dłużej młodzi i coraz bardziej różnorodni. A te oryginalne nazwy to krótka charakterystyka owych internetowych plemion. Każde z nich ma inne potrzeby: domisie są rodzinne, lajfhakerzy lubią sport, regrety cenią pieniądze, hipsterzy nad pieniądze przedkładają ray bany, a ziomki no cóż, ziomki są YOLO. Nie rozumiecie? YOLO – to akronim od You Only Live Once, czyli żyje się tylko raz.

Dla ludzi z plemienia ziomków nie ma sensu przygotowywać atrakcyjnych abonamentów, bowiem to domisie dbają o stałe zobowiązania. Ziomki wybiorą ofertę na kartę, i to taką, w której będzie jeszcze więcej Internetu i Facebook bez limitu. Skąd wziąć Sieć? W grudniu 2015 r. UKE opublikował raport „Rynek usług telekomunikacyjnych w Polsce”. Najważniejszym wnioskiem z niego płynącym było to, że jedynie 3 proc. Polaków nie korzysta z żadnej usługi telekomunikacyjnej. To niby tylko 3 proc., ale oznacza 1 mln 114 tys. wykluczonych cyfrowo ludzi! Duże miasto wyrzucone poza granice cyfrowego świata. Innym istotnym wnioskiem z tego raportu było to, że chętniej korzystamy z dostępu stacjonarnego niż mobilnego. Powody tej sytuacji są dwa: szybkość łącza i cena za nie.

Internet mobilny, mimo usilnych starań telekomów, nie jest w stanie zapewnić usługi porównywalnej jakości. A największym problemem wydaje się tzw. lejek, czyli ograniczenie prędkości tak bardzo, że w zasadzie niemożliwe staje się korzystanie z Sieci. To praktyka stosowana przez operatorów zapewniających skądinąd, że nie nakładają żadnego limitu na przesyłane dane. Nic więc dziwnego, że 71 proc. Polaków wybiera dostęp stacjonarny, a tylko 26 proc. decyduje się na Internet mobilny. Można podejrzewać tylko, że akurat ci użytkownicy nie tyle wybrali, co raczej są skazani na ten sposób, ze względu na brak naziemnej infrastruktury. Co robimy, gdy surfujemy? Powszechnie wiadomo, że nie samą pracą człowiek żyje. A Internet stał się znakomitym źródłem nie tylko wiedzy, ale też wymówek, które pozwalają nam choćby na chwilę odłożyć na bok ważne sprawy do załatwienia.

Według serwisu SMMeasure.eu Polacy spędzają przeciętnie 4,4 godz. w Sieci, korzystając ze stałego łącza i 1,3 godziny mobilnie. Aż 14 mln z nas aktywnie korzysta z mediów społecznościowych, poświęcając na to każdego dnia prawie półtorej godziny. Chętnie kupujemy przez Internet. Troszkę częściej robią to mężczyźni (40 proc. ogółu badanych) i ludzie w wieku 25–34 lat (64,3 proc.), choć młodsza grupa (16–24 lat), z której wywodzą się wspomniani wcześniej ziomkowie, hipsterzy i domisie również robi zakupy w Sieci – prawie 58 proc. z nich. Kupując, zachowujemy się jak łowcy okazji. Liczy się głównie cena. I nie ma czegoś takiego jak lojalność dla e-sklepu. Poza tym, gdy nie pracujemy, to najczęściej: odbieramy pocztę, szukamy informacji o towarach, czytamy online, korzystamy z e-bankowości i bardzo chętnie oglądamy pornograficzne filmy.

A na koniec… …krótki test, który pozwoli wam sprawdzić, czy jesteście uzależnieni od Internetu. Wystarczy dobrze się zastanowić i szczerze sobie odpowiedzieć – NIE. Tylko po prostu nie potraficie bez niego żyć.