AMD – historia upadku i powrotu

Wszystko zaczęło się dawno, dawno temu... Chociaż, może nie cofajmy się w czasie aż tak bardzo. Rozpocznijmy opowieść od chwili, kiedy AMD królowało na rynku, a Intel w pocie czoła pracował nad procesorami Conroe, które miały wszystko zmienić.

 

Czy pamiętacie, że około roku 2003 to właśnie AMD miało w ofercie najlepsze procesory do gier? Mowa oczywiście o Athlon 64 FX (nie mylić z modelami AMD FX dla podstawki AM3+). Intel w tamtym czasie męczył się z Pentium 4, windując ich zegary i wydłużając potok wykonawczy (Prescott), co przynosiło efekt odwrotny od oczekiwanego. Kolejnym pomysłem było dodanie drugiego rdzenia (modele X2), ale i to niewiele pomogło. W końcu jednak intensywne prace badawcze przyniosły owoce i Intel zaprezentował rewolucyjne procesory Core 2 Duo. Od teraz nic już dla AMD nie miało być takie, jak kiedyś.

Phenom (2007) – Wojna na rdzenie

Rozpoczęła się wojna na rdzenie: po konstrukcjach dwurdzeniowych, szybko przyszła pora na czterordzeniowe. AMD Phenom był pierwszym procesorem wyprodukowanym jako czterordzeniowy, w odróżnieniu od Core 2 Quad, który był po prostu „sklejką” dwóch procesorów Core 2 Duo. Los innowatora nie jest jednak łatwy, bo jak się okazało nie dość, że „sklejka” Intela była wydajniejsza, to dodatkowo pierwsze Phenomy borykały się z problemami produkcyjnymi (tzw. TLB bug).

AMD nie dało za wygraną i zaprezentowała ulepszoną rodzinę Phenom II – najpierw dla podstawki AM2+ (DDR2), a następnie dla AM3 (DDR3). Dobre ceny, w połączeniu z wysoką wydajnością i ulepszoną architekturą zrobiły swoje. W międzyczasie na horyzoncie pojawił się nowy produkt, czyli APU. Pod tą nazwą kryje się procesor ze zintegrowaną grafiką. Pierwsze modele, czyli Llano, były na tyle udane, że wiadomym się stało, że powstaną ich następcy.

Phenom II trzymał się nieźle. Firma AMD dobiła nawet do 6-rdzeniowego modelu (Phenom II X6), ale uznała, że pora na kolejną zmianę architektury. Niestety, tu pojawił się „drobny” zgrzyt.

AMD Bulldozer (2011) – najlepszy prezent dla Intela

Procesory oparte na mikroarchitekturze Bulldozer miały być przełomowe. AMD zastosowało w nich całkowicie nową budowę modułową (CMT), odchodząc od klasycznego łączenia w rdzeniu jednej jednostki stałoprzecinkowej (ALU) i zmiennoprzecinkowej (FPU). Miał to być rozwiązanie znacznie wydajniejsze niż HyperThreading (HT) stosowany w procesorach Intela (w tę technologię są wyposażone desktopowe modele Core i3 i Core i7 – w segmencie mobilnym sytuacja była znacznie bardziej skomplikowana).

W jednym module Bulldozera mieściły się dwie jednostki ALU i jedna FPU. Teoretycznie każdy moduł dysponował dwoma rdzeniami/wątkami, ale w praktyce nie były to pełne dwa rdzenie. Producent zdecydował się na reaktywowanie nazwy legendarnego modelu FX, która miała podkreślić moc nowych konstrukcji. Cóż… Była to wyjątkowo nietrafiona decyzja.

Pierwsze na rynku zadebiutowały modele Zambezi. Wydajność pojedynczego wątku okazała się znacznie poniżej oczekiwań, chociaż w scenariuszach wielordzeniowych procesory radziły sobie dobrze. Dodatkowo, nowa architektura miała bardzo wysokie zapotrzebowanie na energię elektryczną, co odbiło się na TDP i temperaturach.

Nienajlepsze wrażenie producent usiłował zatrzeć szybko wypuszczając kolejną, ulepszoną generację o nazwie kodowej Vishera (opartą na mikroarchitekturze Piledriver). Faktycznie, udało się poprawić najważniejsze bolączki Buldożerów i ulepszyć całą konstrukcję, ale pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz – procesorom AMD FX bez zintegrowanej grafiki to nie wyszło i dlatego tu zakończyła się ich historia.

AMD spróbowało wycisnąć coś jeszcze z tej mikroarchitektury prezentując modele AMD FX dla entuzjastów – fabrycznie podkręcone do granic możliwości, charakteryzujące się współczynnikiem TDP na poziomie 220W(!) Zegary modelu FX-9370 sięgały w trybie turbo 4,7 GHz, a w modelu FX-9590 aż 5 GHz. Szaleństwo? Niestety, bez ukrytej w nim metody. Chociaż tak ekstremalne podkręcenie pozwoliło dogonić mainstreamowe Core i7 w wielordzeniowych scenariuszach zastosowań, niewiele zdołało pomóc jeśli chodzi o wydajność w grach.

Przy okazji mikroarchitektury Piledriver pojawiają się kolejne modele APU – Trinity i Richland. Moduły procesora nie imponują wydajnością na tle Llano, ale zintegrowana grafika sukcesywnie zwiększa swoją moc. W końcu przychodzi Kaveri i jego usprawniony brat, czyli Godavari (dalsze rozwinięcie modułowej budowy o nazwie Steamroller). Te modele mogą się już pochwalić zintegrowaną grafiką opartą na architekturze GCN. Ostatnie generacja „Buldożerów” czyli Excavator pojawia się głównie w segmencie mobilnym i nielicznych, tańszych modelach Athlon. AMD wykorzystuje ją jeszcze do APU Bristol Ridge (już dla podstawki AM4), ale APU te jak na razie dostępne są jedynie w zestawach OEM.

Intel oczywiście nie przespał tego czasu, ale… przestał się śpieszyć. Po co tworzyć kolejne rewolucyjne konstrukcje, jeśli praktycznie nie ma się konkurencji? Zamiast tego sukcesywnie, powoli acz skutecznie ulepszał swoje procesory i zwiększał ich moc realizując swoją politykę Tick-Tock.

I w tym właśnie momencie, kiedy wydawać by się mogło, że AMD nie ma już żadnych atutów do zagrania, firma okazując całkowity spokój decyduje się na osiągnięcie… Zen. Tak właśnie zostaje nazwana całkowicie nowa architektura, która ma odwrócić złą passę i przynieść wreszcie upragniony sukces. Co było dalej?

AMD Zen (2017) – medytacja przynosi spokój

No i doczekaliśmy się. AMD pokazało mikroarchitekturę Zen, podstawkę AM4 (DDR4) i wykorzystującą te technologie rodzinę procesorów Ryzen. Jak na razie na sklepowych półkach pojawiły się dwie serie tych CPU, czyli Ryzen 7 (8 rdzeni/16 wątków) oraz Ryzen 5 (4 rdzenie / 8 wątków oraz 6 rdzeni / 12 wątków). Na swoją kolej czekają jeszcze modele Ryzen 3, które to – jak łatwo się domyśleć – mają być konkurentami Core i3.

Już na starcie okazało się, że topowy model Ryzen 7 1800X (cena około 2500 zł) może z powodzeniem rywalizować w zastosowaniach wielowątkowych z Core i7 6900K (również 8 rdzeni i 16 wątków), który jednak kosztuje – bagatela – znacznie powyżej 4500 zł. Dodatkowo najtańszy ośmiordzeniowiec w ofercie AMD (czyli Ryzen 7 1700) kosztuje zaledwie 1500 zł – a można go podkręcić praktycznie do poziomu 1800X. To świetna wiadomość dla osób, które zajmują się pracami wymagającymi większego zapasu mocy i do tej pory były skazane na świetne, ale bardzo drogie procesory Intel z wysokiego segmentu.

Tańsza linia Ryzen 5 również imponuje możliwościami w bardziej poważnych zastosowaniach. Ale… chociaż Ryzeny są w grach znacznie wydajniejsze od swoich poprzedników, czyli AMD FX, wciąż ustępują najnowszym konstrukcjom Intela, czyli procesorom Kaby Lake. Różnica nie jest aż tak widoczna jak w przypadku poprzedniej generacji, ale jest. Mówi się o potrzebie optymalizacji gier pod nowe chipy i faktycznie niektóre nowe produkcje potrafią lepiej wykorzystać moc ukrytą w AMD Ryzen. Czy jednak stanie się to regułą? Czas pokaże.

Czy modele Ryzen 3 zmienią tę sytuację? Musiałyby charakteryzować się zegarami o znacznie wyższym taktowaniu, a jak pokazało doświadczenie, procesory Ryzen podkręcają się świetnie, ale… chłodzone ciekłym azotem. W przypadku standardowego chłodzenia powietrzem lub wodą ich możliwości OC są zaledwie poprawne.

Sytuacja z nowymi modelami APU jest już jasna, bowiem następcami Kaveri/Godavari mają być Bristol Ridge (podstawka AM4, ale rdzenie procesora wciąż oparte na starych rdzeniach Excavator) i Raven Ridge (nowa mikroarchitektura Zen). Aktualnie czekamy na konsumenckie wersje Bristol Ridge, a termin premiery Raven Ridge wciąż owiany jest mgłą tajemnicy.

Powrót AMD do walki na procesorowym ringu należy uznać za udany. Procesory Ryzen w końcu nawiązują walkę z Intelem – w niektórych segmentach wręcz deklasując rywala cenowo przy zbliżonej wydajności. Jasne, że do pełni szczęścia fani obozu „Czerwonych” chcieliby jeszcze, by nowe procesory AMD były wydajniejsze od Intel Core 7-mej generacji w grach, ale… i tak nie ma co narzekać.

Na pełną ocenę rodziny Ryzen poczekajmy do premiery najtańszych modeli Ryzen 3. A AMD już zapowiada kolejną generację CPU, czyli Zen+. Czy Intel ma się czego obawiać, czy też nic już nie może zagrozić przewadze niebieskiego giganta?