iphone 8

iPhone 8/X nie będzie rewolucją. Ani żaden inny smartfon

Nadużyciem byłoby stwierdzenie, że oto oczy świata zwracają w stronę Cupertino, wypatrując nowego iPhone'a. Prawda jest jednak taka, że premiera tego telefonu wzbudza emocje. Fani Apple'a będą się nim zachwycać, niezależnie od tego, jaki w istocie będzie. A zapewne będzie to po prostu bardzo dobre urządzenie. I tyle. Żadna rewolucja. Na tę liczyć nie możemy, ani w przypadku najnowszego iPhone'a, ani w przypadku jakiegokolwiek innego telefonu.

To smutna teza, przyznaję. Ale im szybciej się do niej przekonacie, tym mniejsze rozczarowanie będziecie przeżywać z każdą następną premierą flagowca. Wiem, to bardzo trudne. W końcu apetyt zawsze rośnie w miarę jedzenia. Miliony dolarów inwestowane w nowe technologie pozwalają nam wierzyć, że każdy kolejny smartfon to innowacja, która odmieni nasze życie. Ale odpowiedzcie sobie szczerze na pytanie, czy tak rzeczywiście się dzieje? Nawet, jeśli nie kupujecie telefonu co roku, tylko wymieniacie go co dwa lata, przy przedłużeniu umowy u operatora, zmiana na urządzenie nowej generacji powinna być przynajmniej zauważalna. I wprawdzie pierwsze chwile z nowym modelem są zawsze przyjemne, to nie jest to rewolucyjna przesiadka i życia na lepsze nie zmienia.

iphone 8
Tak najpewniej będą wyglądały iPhone’y 8 (po bokach) i najbardziej wyczekiwany iPhone X (w centrum)

Czy duży ekran pozbawiony ramek, jaki spodziewamy się zobaczyć w iPhonie X wpłynie na cokolwiek? Wyświetli nieco większe okno aplikacji, zdjęcia będą prezentować się lepiej, ale to żadna rewolucja. Taki design możemy już nawet określić standardem, do którego odwołują się flagowce innych producentów. Pozbycie się Touch ID na korzyść skanowania twarzy, to również nic intrygującego. Podwójny aparat robiący „jeszcze lepsze” zdjęcia w trudnych warunkach oświetleniowych? Większy zoom? Szybszy autofokus? No cóż, to w dalszym ciągu żadna rewolucja. Na tę musimy zapewne poczekać, aż opracowana zostanie metoda tworzenia i wyświetlania realistycznych hologramów bez konieczności stosowania dodatkowych akcesoriów i optycznych sztuczek.

A może w takim razie rewolucją mogłaby być bardziej pojemna bateria? Nie obrazilibyśmy się na dłuższy czas pracy, ale jedna czy dwie godziny dłuższego czasu działania nikogo już nie zbawią. Podobnie jak możliwość bezprzewodowego ładowania na odległość, nad którą Apple swego czasu pracował. Choć na tę funkcję i tak nie powinniśmy liczyć, bo ostatnie przecieki sugerują, że iPhone’y otrzymają standard ładowania Qi. Czy jednak  rzeczywiście wielką różnicę robi nam to, czy położymy smartfon na ładowarce indukcyjnej czy podepniemy do niego kabel?

Nadzieją na nowe doznania może być rozszerzona rzeczywistość, w którą powoli wchodzi Apple. Jednak choćby wyglądała nie wiadomo jak genialnie na ekranie smartfona, to póki będzie ograniczona do tak niewielkiego pola widzenia, jakim jest wyświetlacz telefonu czy gogli, to trudno jej wróżyć sukces. Pozostanie ciekawostką, która po czasie i tak się znudzi, jak telewizory z technologią 3D.

Apple może zastosować wydajniejsze podzespoły, ale to w zasadzie naturalna kolej rzeczy. Specyfikacja musi się zmienić, by użytkownik miał wrażenie, że z sensem wydał pieniądze.

iphone
Każda kolejna generacja to zdecydowanie tylko ewolucja.

Gdy w 2007 roku pracowałam w salonie jednego z operatorów telekomunikacyjnych, a topowym urządzeniem była wówczas Nokia N95, poznałam klienta, który właśnie wrócił z USA i pochwalił się zdobytym tam iPhone’em. Kiedy wzięłam go do ręki, byłam oczarowana wielkim ekranem całkowicie pozbawionym klawiatury. To było coś odważnego, zupełnie innego, pięknego i – jak sądziłam wtenczas – szalenie niewygodnego. Jak można pisać na takim ekranie? Przecież to nieergonomiczne. Każdy wie, że najwygodniej pisze się na normalnej, fizycznej klawiaturze… Pierwszy iPhone był dla mnie fanaberią, która nie mogła konkurować z tradycyjnymi telefonami. I choć dzisiaj śmieję się sama z siebie, to pocieszam się myślą, że wielcy technologiczni tego świata myśleli wówczas podobnie.

– 500 dolarów? To chyba najdroższy telefon na świecie. I nie trafi do klientów biznesowych, ponieważ nie ma klawiatury. Nie jest to zbyt dobre urządzenie do pisania e-maili. Aktualnie sprzedajemy miliony telefonów rocznie. Apple zaś sprzedaje zero telefonów rocznie. A w ciągu sześciu miesięcy wypuszczą telefon, który będzie najdroższym telefonem, jaki kiedykolwiek trafił na rynek. – powiedział Steve Ballmer z Microsoftu po premierze iPhone’a w 2007 roku.

I choć iPhone nie był pierwszym smartfonem z dotykowym ekranem, to jednak jako pierwszy osiągnął tak olbrzymi sukces, trafił do masowego odbiorcy, nie stając się jednocześnie „masówką”, dając klientom poczucie przynależności utrzymując ich w przekonaniu, że są wybrańcami. I co najważniejsze, wpłynął na cały rynek smartfonów. Od tamtej pory nie mieliśmy rewolucji, tylko rozwój istniejących od lat rozwiązań.

W historii telefonii komórkowej mieliśmy tylko kilka naprawdę istotnych kamieni milowych. Pojawienie się w 1973 roku pierwszego telefonu komórkowego – Motoroli DynaTAC, wprowadzenie standardu SMS, możliwość łączenia się z internetem oraz opracowanie mobilnych systemów operacyjnych, które ze zwykłych telefonów uczyniły smartfony. Od chwili pojawienia się smartfonów nie wydarzyło się w tej dziedzinie nic spektakularnego.

Urządzenie do multisensorycznych podróży VR, kadr z serialu „Black Mirror”

Nie oznacza to oczywiście, że do końca świata będziemy korzystać ze smartfonów w takim kształcie, jakie już znamy. Jestem przekonana, że powstaną rozwiązania, o których mówią i piszą najwięksi wizjonerzy. Będziemy korzystać coraz bardziej z możliwości sztucznej inteligencji, big data, wirtualnej rzeczywistości, zaawansowanych soczewek, może nawet mikroczipów umożliwiających telepatię. Po prostu, by pokonać kolejny kamień milowy w dziedzinie komunikacji i wymiany informacji, będziemy musieli odłożyć smartfony do szuflady. Kolejna rewolucja odbędzie się już bez ich udziału. | CHIP

Źródło: opracowanie własne