Katalonia tworzy tajne państwo w sieci

Fot. Ivan McClellan
Katalońscy politycy przygotowują się na delegalizację ich rządu. Jeśli tak by się stało, zamierzają przejść do podziemia i przenieść swoje struktury do internetu. Obawy Katalończyków są uzasadnione. 13 września hiszpański sąd wydał zgodę na zablokowanie stron internetowych, nawołujących do wzięcia udziału w referendum. Władze zablokowały ponad 140 stron. Wymogły też na Google usunięcie aplikacji, które służyły do liczenia głosów.

Rząd w Madrycie nie chcąc dopuścić do referendum w sprawie niepodległości Katalonii, starał się doprowadzić m.in. do blokady informacji w internecie. Z tego powodu 20 września Gwardia Narodowa wkroczyła do siedziby rejestratora domeny .cat. Domena została zablokowana, serwery zabezpieczono, a głównego administratora aresztowano wraz z wieloma innymi pracownikami organizacji puntCAT. Pep Masoliver został skazany za działalność wywrotową. Mimowolnie stał się twarzą i symbolem protestów, które przeniosły się także do sieci.

Wiele organizacji zajmujących się prawami człowieka oraz neutralnością internetu zarzuca hiszpańskim władzom stosowanie cenzury i represji. puntCAT wydała oświadczenie, z którego wynika, że jedynym celem działalności operatora jest zachowanie języka i kultury katalońskiej. W komunikacie organizacja potępiła hiszpański rząd i oskarżyła o stosowanie praktyk niedemokratycznych.

Hiszpański rząd sukcesywnie usuwa z internetu informacje na temat katalońskiego referendum (fot. CHIP)

Kryzys kataloński pokazał jednocześnie, że obecnie w Europie nie da się całkowicie zablokować przepływu informacji. Bardzo szybko zaczęły powstawać kopie zablokowanych stron internetowych i serwisów organizacji niepodległościowych. Z cenzurą pomaga walczyć serwis GitHub, w którym znalazły się linki do klonów blokowanych stron. Z kolei serwis Tor monitoruje na swoich stronach poczynania hiszpańskich służb w internecie. Można tam prześledzić całą historię, która ma potwierdzać oskarżenia organizacji zajmujących się prawami człowieka.

Użytkownicy serwisu GitHub publikują strony zakazane przez rząd w Madrycie (fot. CHIP)

Referendum w Katalonii było pierwszym na taką skalę zorganizowanym liczeniem głosów w internecie za pomocą sieci p2p. Wykorzystano protokół Inter Planetary File System (ipfs) do przechowywania wyników referendum. Nie jest to pierwszy kraj, który wykorzystuje nowe technologie do umacniania własnej podmiotowości. Estonia, która obawia się agresji ze strony Rosji także bardzo mocno inwestuje w infrastrukturę sieciową i tworzy wirtualne kopie swoich urzędów, aby w razie inwazji wroga, zorganizować państwo podziemne działające w internecie. | CHIP

Źródło: WIRED