Spóźnisz się do Ubera – zapłacisz więcej

Pasażer zostanie obciążony za odwołanie zamówienia w ostatniej chwili. Wyższych opłat należy spodziewać się też za dojazd do klienta, jeśli kierowca będzie miał daleko. W Krakowie i Wrocławiu Uber już testuje podwyżki.

Poza zwykłą opłatą za kurs, algorytm Ubera doliczał będzie także dodatkową stawkę za dojazd. Gdy pasażer spóźni się, czyli nie wsiądzie do samochodu w ciągu 2 minut od otrzymania powiadomienia, także zapłaci więcej. Na anulowanie kursu klienci dostaną mniej czasu: zamiast dotychczasowych 5 minut – 2.

Sprawdzamy w polskim oddziale Ubera, czy zmiany wejdą w życie także u nas. Z odpowiedzi Magdaleny Szulc wynika, że może tak być, a nawet, że dwie z ekstra opłat są już w Polsce testowane:

– Będziemy na bieżąco informować o zmianach wprowadzanych w aplikacji, których celem jest poprawa komfortu wszystkich użytkowników, zarówno pasażerów, jak i kierowców. Przykładowo od lipca testujemy w Krakowie i Wrocławiu opłatę za czekanie na pasażera oraz zmniejszoną do 2 minut możliwość bezpłatnego anulowania przejazdu. Decyzje podejmiemy na podstawie testów z różnych rynków – wyjaśnia przedstawicielka Ubera.

Kierowcy zarobią więcej, ale czy zmiany nie zniechęcą pasażerów do Ubera? (fot. The Verge)

Z moich rozmów z kierowcami Ubera wynika, że zarobki pozostawiają wiele do życzenia. Tego typu sygnały pojawiły się też w USA. Czasem do klienta trzeba dojechać bardzo daleko, a sam kurs jest krótki, więc kierowca traci, zamiast zarobić. Zdarza się też, że pasażer odwołuje kurs w ostatniej chwili. Czyli pracujący w Uberze doświadczyli tego samego, co jest tradycyjnym kłopotem zwykłych taksówkarzy.

W Europie firma ma 11 milionów użytkowników miesięcznie. W Warszawie, wśród osób w wieku od 25 do 34 lat, z tej platformy korzysta 38% pasażerów. Zobaczymy, czy wyższe opłaty i konkurencja w rodzaju myTaxi nie zaszkodzą popularności Ubera. | CHIP