Android Oreo ma mniej niż 1% udziału w rynku

Fot. Google
Google kontynuuje niechlubną tradycję wolnej adaptacji najnowszej wersji swojego systemu operacyjnego. Android 8.0 wraz z Androidem 8.1 są zainstalowane jedynie na 0,5% urządzeń mobilnych przystosowanych do działania pod kontrolą Androida.

Zaledwie półprocentowy udział w rynku mobilnym Androida Oreo to wynik wręcz fatalny, zwłaszcza gdy porównamy go z dynamiką migracji do najnowszych wersji systemu mobilnego w urządzeniach Apple. Niestety, Oreo jest wersją Androida dostępną jedynie dla wybranych użytkowników korzystających z m.in. ze smartfonów Google’a (seria Nexus i Pixel/Pixel 2), Nokii 8 czy HTC U11. Nic zatem dziwnego, że udział rynkowy tej wersji rośnie tak wolno.

Pod kątem udziałów w rynku wciąż króluje Android Marshmallow (29,7%) z 2015 roku. Na drugim miejscu ulokował się jeszcze starszy system – Android 5.0 Lollipop (26,3%). Ubiegłoroczny Nougat zajmuje dopiero trzecią pozycję (23,3%). Całkiem sporo, bo 13,4% udziałów ma Android KitKat. Nawet przestarzały już dziś Android JellyBean z 2012 roku jest zainstalowany na większej ilości urządzeń niż Android Oreo.

android oreo
Wykres dystrybucji wersji Androida na dzień 11.12.2017. (fot. developer.android.com)

Liczby mogą jednak nieco fałszować przekaz. Stopień fragmentacji systemu Android nie jest większy niż wcześniej. Wręcz przeciwnie. Oreo i tak radzi sobie nieznacznie lepiej niż jego poprzednik przed rokiem (0,4% urządzeń po 3,5 miesiącach od premiery). Pamiętajmy, że istotny jest nie tylko minimalnie wyższy wskaźnik procentowy (0,5% w przypadku Oreo i 0,4% w przypadku Nougat), ale też fakt, że i sama liczba urządzeń z Androidem wzrosła, więc miara względna (procenty) nie oddaje w pełni zmian.

Znacznie ważniejsze jest jednak to, że Android Oreo będzie ostatnią wersją Androida, która tak wolno przyjmuje się na rynku. Wszystko to za sprawą projektu Treble, który ułatwi tworzenie nowych wersji oprogramowania dla urządzeń, na których zainstalowany jest Android Oreo. Modularyzacja systemu operacyjnego niekoniecznie będzie oznaczała szybszą aktualizację – najwięcej do powiedzenia w tej kwestii wciąż będą mieli producenci smartfonów, dla których regularne odświeżanie oprogramowania jest nie tylko kosztowne, ale też niezgodne z interesem. Aktualizacje wydłużają bowiem życie urządzeń, a to odbija się na sprzedaży nowych modeli. Z drugiej strony jednak taką praktykę od zawsze stosuje Apple, które nie narzeka na brak zainteresowania klientów kolejnymi iPhone’ami. | CHIP