Kierowca oszukał autopilota Tesli… pomarańczą

Autopilot nie reaguje, jeśli wyczuwa nacisk na kierownicę. Pewien Amerykanin wykorzystał ten fakt i, używając pomarańczy, zablokował w swoim Modelu S denerwujące go powiadomienia.

Auta elektryczne Tesli nie są w pełni autonomiczne. Oznacza to, że pomimo udogodnień i częściowej automatyzacji, samochód musi być kontrolowany przez kierowcę. Z tego powodu, jeśli kierowca zdejmie ręce z kierownicy, po kilku minutach uruchamia się alarm. Jeśli kierowca mimo to nie przejmie sterowania, samochód po pewnym czasie zatrzyma się. Jednak według pewnego użytkownika Tesli, taki alarm brzmi „nieprzyjemnie” i jest „agresywny”.

Autor filmu przez 25 min. jechał amerykańską autostradą z pomarańczą wciśniętą w kierownicę. Instruując przy okazji, że wystarczy coś, co po prostu oszuka umieszczony w kierownicy czujnik. Takie zachowanie jest oczywiście bardzo niebezpieczne. W maju 2016 roku doszło do pierwszego śmiertelnego wypadku samochodu z włączonym autopilotem. Śledztwo, które zakończyło się we wrześniu 2017 roku wykazało, że 40-letni Joshua Brown kierujący półautomatycznym samochodem nie stosował się do zaleceń producenta i nie obserwował uważnie otoczenia. Autopilot nie rozpoznał wjeżdżającej z bocznej drogi ciężarówki, co skończyło się tragicznym wypadkiem.

W maju 2016 roku półautonomiczny samochód Tesla Model S wjechał w naczepę skręcającej ciężarówki (fot. NTSB)

Tesla nie planuje tworzyć „pomarańczoodpornych” wersji autopilota. Przedstawiciele firmy podkreślają, że kierowca zawsze powinien trzymać ręce na kierownicy, nawet jeśli wspomaganie jest włączone. Autopilot nie został zaprojektowany po to, by zastępować rozsądek. Niestety, najwyraźniej dla niektórych kierowców ich życie jest mniej warte niż wygoda. Zupełnie jakby kandydowali do Nagrody Darwina. | CHIP