Ciało w torbie z kodami i miernikiem w okolicy serca.

Teraz możesz żyć wiecznie

Fot. Piotr Sokołowski
“My body is a cage” - śpiewał Peter Gabriel w najbardziej transhumanistycznej piosence naszych czasów. Ludzkie ciało może i jest klatką dzisiaj, ale z tej klatki można się wydostać.

Każda religia ma własny mit o nieśmiertelności. Każda kultura – opowieść o eliksirze życia wiecznego. Demony, anioły, wampiry i superbohaterowie uważani byli za stojących wyżej od zwykłych zjadaczy chleba między innymi dlatego, że wymykali się śmierci. Ludzie marzą o nieśmiertelności, ale też boją się tych, którzy ją osiągnęli. Bo to śmiertelność była i jest wyznacznikiem człowieczeństwa. Wydawać się może, że tego rodzaju rozważania nie mają wiele wspólnego z technologiami. Żyjemy jednak w czasach, kiedy nieśmiertelność przestaje być domeną teologów, filozofów i bardów. Teraz zajęli się nią naukowcy i programiści, którzy podchodzą do zjawiska śmierci jak do kolejnego problemu do rozwiązania. I mają już kilka solidnych propozycji.

Jak możemy żyć wiecznie?

Technicznie rzecz biorąc – już teraz żyjemy ponad trzy razy dłużej, niż nasi przodkowie. Oczekiwana długość życia w neolicie wynosiła 20 lat. Oczekiwana średnia długość życia w 2015 roku wynosiła 71 lat. W Polsce mężczyźni dożywają średnio 71, a kobiety 79,7 lat. Niezły postęp w porównaniu do neolitu. A przecież to dopiero początek drogi.

Przekształcenie ludzi w bogów może odbyć się na jednej z trzech dróg: inżynierii biologicznej, stworzenia cyborgów albo stworzenia bytów nieorganicznych.

Tak w książce “Homo Deus: brief history of tomorrow” przewiduje prof. Yuval Noah Harari. Jest jednym z najlepszych historyków naszych czasów, poszukuje odpowiedzi na pytania makroekonomiczne, np. jaki jest związek między biologią a historią.

Każda z dróg opisywanych przez Harariego jest już teraz poważnie rozważana.

Zmień sobie DNA i żyj coraz dłużej

Wielki Google – ten, który już teraz zna nasze plany, marzenia, żądze i lęki – idzie pierwszą ścieżką. W 2013 roku przeznaczył 9 proc. zasobów swojego oddziału inwestycyjnego na firmy zajmujące się przedłużaniem życia i life sciences. Dwa lata później było to już 36 proc. budżetu.
Koncern inwestuje więc w firmy zajmujące się sekwencjonowaniem DNA, zaawansowanymi narzędziami diagnostycznymi, technologią edytowania genów.

Wizjoner Google’a – Raymond Kurzweil uważa, że każdy, kto w 2050 roku będzie zdrowy i będzie mieć pełne konto bankowe, ten będzie mieć szansę na nieśmiertelność. Oczywiście, nie wydarzy się to z dnia na dzień – Kurzweil zakłada, że w ciągu kolejnych lat, mniej więcej co dekadę, pojawiać się będą rozwiązania, dzięki któremu długość ludzkiego życia można będzie drastycznie przedłużać.

Bioinżynierowie (…) z premedytacją przepiszą kod genetyczny, zmienią obwody mózgowe, zmienią równowagę biochemiczną ciała, a nawet wyhodują zupełnie nowe kończyny – przewiduje Harari. Ten scenariusz zakłada, że ludzkie ciało będzie cały czas poprawiane, a życie będzie coraz dłuższe. Cały czas zostajemy jednak w obrębie tego ciała, w którym przyszło nam żyć od narodzin.

Ciało bez ograniczeń, ale wciąż uzależnione od mózgu

Z okowów ciała uwalnia nas druga droga. To ta z “Modyfikowanego węgla” – książki Richarda Morgana, której ekranizacja od kilku dni dostępna jest na Netfliksie.

Biedna Śmierć, nie jest równym przeciwnikiem dla potężnych technologii przechowywania i odtwarzania danych w modyfikowanym węglu, a wszystko sprzysięgło się przeciwko niej – czytamy w książce. Kiedyś żyliśmy w strachu przed jej przybyciem. Teraz flirtujemy z jej mroczną godnością.

Ludzie nie muszą się już martwić odciętą kończyną, bo mogą zastąpić ją bioniczną. Nie muszą się też specjalnie przejmować śmiercią, bo między kręgami szyjnymi znajduje się urządzenie (stos korowy), w który wgrana jest świadomość danego człowieka – jego wspomnienia i charakter. W takim uniwersum ciało jest klatką, z której człowiekowi udało się wyrwać. Dlatego ciało jest nazywane tylko powłoką; powłoki można zmieniać, a wraz przenoszeniem świadomości z jednego ciała do drugiego – żyć wiecznie. Śmierć w “Modyfikowanym węglu” istnieje wtedy, gdy zniszczony zostanie stos korowy. Albo, gdy ktoś z przyczyn religijnych nie życzy sobie być na nowo w powłokę obleczony.

Taki scenariusz się nie wydarzy? Możliwe. Ale śmiałków, którzy chcą chociaż spróbować nie brakuje. Firma Humai zapowiada, że w ciągu 30 lat będzie w stanie przeprowadzić pierwsze “wskrzeszenie”. Stać ma się to tak: najpierw tworzony jest back-up wszystkich danych dotyczących charakteru, poglądów i świadomości człowieka. W momencie śmierci mózg przenoszony jest do komory kriogenicznej, a gdy będzie to już możliwe, mózg i zebrane informacje zostaną przeniesione do nowego ciała.

Krzem zamiast białka

Trzecia droga to przeniesienie (upload) umysłu do chmury. Dokładny scenariusz i konsekwencje takiego rozwiązania opisuje fizyk i ekonomista z Oxford’s Future of Humanity Institute, Robin Hanson w książce “The age of em: work, love and life when robots rule the earth”. Hanson podchodzi w niej do zagadnienia zupełnie serio i z podejściem ściśle naukowym stwierdzając:

Em (skrót od emulacja) powstaje, gdy ludzki mózg zostanie przeskanowany, połączenia w mózgu zachowane; na tej podstawie powstaje komputerowy model, który ma takie same cechy i przetwarza sygnały w ten sam sposób, co ludzki mózg. Wystarczająco dobry em ma niemal takie same ogólne zachowanie sygnału wejściowego i wyjściowego jak u człowieka, który był punktem wyjścia.

Em to forma nie białkowa, a krzemowa. Może funkcjonować w ciele – np. robota – albo w rzeczywistości wirtualnej. Być może przypomina wam się w tym momencie fatalny film “Transcendencja”, gdzie główny bohater także został zuploadowany do chmury. Podobieństwa może tu budzić wyłącznie sam proces przeniesienia świadomości do komputera. Hanson podchodzi do problemu zdroworozsądkowo – choć oczywiście teoretycznie – i zakłada, że każdy człowiek będzie mógł osiągnąć cyfrową nieśmiertelność. O ile ma na to pieniądze. W zależności od zasobności, emy mogą funkcjonować na szybszym lub wolniejszym sprzęcie, przyjąć fizyczne (robotyczne) ciało albo nie, pracować, wchodzić w związki itd. Emy nie łączą się z internetem w sposób, jaki robił to Johnny Depp w “Transcendencji”, nie są więc niezliczonymi superAI.

Być może pierwszym krokiem ku realizacji tego scenariusza są firmy, które teraz stawiają swoje pierwsze kroki. Interfejs mózg-komputer chce opracować Elon Musk w Neuralink.