CHIP Winter Challenge: mobilny ruter Netgear Nighthawk M1

Fot. Konstanty Młynarczyk
Zabranie ze sobą mobilnego internetu na wakacje, w podróż służbową czy CHIP Winter Challenge, nie stanowi problemu – wybór ruterów jest ogromny. Jeśli jednak ma to być ten najlepszy, z pewnością będzie to Netgear Nighthawk M1.

W skrócie

  • bardzo szybkie interfejsy,
  • wiele kombinacji połączeń,
  • bardzo pojemny akumulator,
  • funkcje serwera plików oraz mediów,
  • czytelny ekran z danymi o połączeniach,
  • konfiguracja przez przeglądarkę lub aplikację mobilną.
  • duża waga jak na urządzenie przenośne,
  • bardzo wysoka cena.

Nighthawk M1 jest mobilnym ruterem z zawrotnie szybkim interfejsem LTE o przepustowości aż 1 Gb/s, a także Wi-Fi w standardzie 802.11ac. Jednak w praktyce jego największą zaletą okazuje się pojemny akumulator, który może wystarczyć nawet na dobę pracy, a dodatkowo daje funkcję banku energii. Zestaw interfejsów sieciowych i USB umożliwia bardzo różne kombinacje połączeń – do internetu można się podłączyć nie tylko przez LTE, a udostępniać go nie tylko przez Wi-Fi.

Trzeba przyznać, że pierwsze wrażenie po wzięciu tego rutera do ręki jest dziwne. Nie przypomina on kieszonkowych modeli ZTE czy Huawei, ważących około 70 gramów. Jest też inny niż znane mi modele Netgear AirCard 790 czy 810. Jest wręcz ich przeciwieństwem. Ma wymiary ponad 10 x 10 cm i waży niemal ćwierć kilograma! Czy to krok wstecz w miniaturyzacji urządzeń?

Takie, a nie inne, gabaryty to zamierzone działanie producenta. Wymiary i waga wynikają z zastosowania dużego akumulatora, o pojemności aż 20 Wh. Ma on wystarczyć na dobę ciągłej pracy, choć oczywiście ten czas jest zależny od wielu czynników – głównie obciążenia sprzętu. Podczas testów nie udało nam się zapewnić ciągłej pracy przez taki czas, ale z szacunków wynika, że może pracować prze 17 godzin. Ruter pełni również rolę powerbanku – ma pojemność większą niż akumulator jakiegokolwiek smartfona, więc powinna wystarczyć do jego pełnego naładowania.

Na pierwszy rzut oka na ekranie LCD rutera widać podstawowe parametry połączeń, a po naciśnięciu przycisku u góry obudowy wyświetlają się klucze dane dostępowe do sieci Wi-Fi.

Duże gabaryty urządzenia to także możliwość zastosowania dodatkowych złączy oraz dużego ekranu. Port USB-A, służący do ładowania urządzeń mobilnych, może również służyć do podłączania pamięci USB i udostępniania plików lub multimediów. Obok znajduje się USB-C, który pełni taką samą rolę, a także służy do ładowania rutera oraz tetheringu.

Dwa złącza USB oraz port LAN pozwalają połączyć router z internetem w niemal dowolny sposób, a także udostępnić to łącze na kilka sposobów.

Kolejny port to RJ-45 – można do niego podłączyć dowolne urządzenie sieciowe (laptop, kamerę, konsolę), a także alternatywne łącze internetowe, gdyby łączność 4G okazała się zbyt słaba. Zresztą podobną funkcję może również pełnić jedno z pasm Wi-Fi (2,4 lub 5 GHz). Zatem te trzy fizyczne złącza rutera dają mnóstwo dostępnych kombinacji połączeń.

Na obudowie znajdują się także dwa gniazda antenowe TS-9, a w górnej części włącznik, który zarazem służy do zmiany danych wyświetlanych na ekranie LCD. Domyślnie ekran wyświetla jakość połączenia LTE, liczbę podłączonych urządzeń Wi-Fi oraz wykorzystanie ewentualnego limitu danych. Obok znajdują się wskaźniki zasilania i wykorzystania danych. Kolejne naciśnięcia przycisku pozwalają wyświetlić parametry sieci Wi-Fi (SSID i hasła) oraz inne informacje, np. o wiadomościach przychodzących na kartę SIM.

Co kryje się pod obudową

Sprzęt ma wyjątkowo wysokie parametry komunikacyjne. Po stronie WAN wykorzystuje procesor Qualcomm z serii MDM9x50, zgodny ze standardem 4GX. Wciąż jest to technologia LTE-A z agregacją połączeń (kategoria 16), jednak o nominalnej przepustowości aż 1 Gb/s w kierunku użytkownika, a także 150 Mb/s w kierunku operatora.

Niestety, w praktyce zawrotna przepustowość rutera na nic się nie przyda, mimo że operatorzy w całej Europie planują wprowadzenie gigabitowej sieci LTE. Chodzi o to, że sprzęt (zresztą nie tylko ten) wielokrotnie wyprzedza realne możliwości sieci. W Polsce średnia szybkość LTE-A (300 Mb/s) wynosi około 20 Mb/s, a w najlepszym przypadku (według moich pomiarów) sięga 35 Mb/s. Nawet w „najszybszych” krajach jest to nie więcej niż 50 Mb/s.

Na razie gigabitowa sieć LTE działa tylko w Australii. Z dostępnych testów wynika, że da się osiągnąć szybkość transmisji danych do 300 Mb/s, zatem nadal jest to ułamek nominalnej przepustowości, chociaż… miło by było mieć LTE o takich parametrach.

Producent też zapewnił szybką łączność Wi-Fi. Sprzęt wykorzystuje prawdopodobnie układ sieciowy Qualcomm QCA6174A i obsługuje 802.11ac w standardzie 2×2 MIMO, czyli o teoretycznej szybkości do 867 Mb/s. Jest też oczywiście zgodny ze wszystkimi starszymi standardami 802.11a/b/g/n. Można podłączyć do niego 20 urządzeń Wi-Fi, co dorównuje możliwościom routerów stacjonarnych. W przyszłości sprzęt ma być zgodny z kamerami Arlo – będzie stanowić stację bazową dla nich, co uprości monitoring i obniży jego koszty.