Windows Live składa się z zestawu aplikacji instalowanych na komputerze użytkownika – Windows Live Essentials – oraz usług webowych dostępnych w chmurze.
Poczta elektroniczna czy udostępnianie fotografii w serwisach webowych to usługi, które znamy praktycznie od zarania Internetu. Do korzystania z nich nie potrzebujemy żadnej infrastruktury prócz peceta i łącza do Sieci. Takie rozwiązanie to nic innego jak przetwarzanie w chmurze, choć w czasach, gdy Sieć dopiero raczkowała, nie nazywało się tego w ten sposób.
W tego typu usługi idealnie wstrzeliła się wiele lat temu firma Google. Zaczęło się skromnie: od wyszukiwarki, którą znają dziś praktycznie wszyscy użytkownicy Internetu. Z czasem pojawiały się kolejne usługi: webowa poczta Gmail, Google Dokumenty czy Tłumacz oraz darmowe programy takie jak Google Earth, Google SketchUp czy przeglądarka Chrome.
Jednak usługi Google, mimo że bardzo popularne, nie dają mu monopolu. Jego największy konkurent, firma Microsoft, od lat również oferuje swoje produkty w tym segmencie rynku. Od 2005 roku funkcjonują one pod wspólną marką Windows Live. Obecnie korzysta z tych narzędzi pół miliarda ludzi na całym świecie.
Na następnej stronie tego artykułu, znajdziecie listę aplikacji Windows Live, wraz z ich opisami.
Farma serwerowa: Ukryte serce chmury
Chmura to w rzeczywistości dziesiątki lub nawet setki tysięcy serwerów pracujących w jednym miejscu: na farmie serwerowej. Prócz wydajności bardzo ważna jest fizyczna ochrona pracujących na niej maszyn przed nieautoryzowanym dostępem, pożarem i wodą. Równie istotne są kopie bezpieczeństwa danych, a także zabezpieczenie ośrodka na wypadek zaniku zasilania.
Nie do sforsowania. Farma serwerowa firmy 1&1 zlokalizowana jest w bunkrze.
Lokalizacja. Fizyczna ochrona danych jest niezwykle istotna. Dlatego farmy serwerowe często zakłada się w egzotycznych miejscach takich jak bunkry przeciwatomowe czy nieużywane silosy balistycznych rakiet międzykontynentalnych. Wejście na teren ośrodka prowadzi niejednokrotnie przez jednoosobową śluzę, którą można przejść tylko, gdy system zweryfikuje naszą tożsamość.
Maskę włóż. Aby nie dopuścić do pożaru, w serwerowniach obniża się poziom tlenu.
Gazowi strażnicy. Poziom tlenu w pomieszczeniach z pracującymi serwerami jest sztucznie obniżony do poziomu tak niskiego, że nie uda się tam zapalić papierosa. Gdy w pomieszczeniu mimo to wybuchnie pożar, system wykrywa go dzięki rozmieszczonym co kilka metrów czujnikom i uruchamia wtedy detonatory zbiorników z argonem, który skutecznie tłumi płomienie.
5 sekund. Tylko tyle potrzebuje potężny silnik Diesla, aby wejść na pełne obroty.
Diesel power. Farmę serwerową najczęściej stawia się blisko przecięcia linii energetycznych dwóch niezależnych operatorów. Jeśli pada jedna, prądu dostarcza druga. Gdy i ta się odłącza, zasilanie zapewniają akumulatory, które starczają na kilkanaście minut pracy ośrodka. To z reguły nie jest potrzebne, bo najpóźniej po kilku sekundach startują silniki Diesla napędzające prądnice.
A "stoi" to na nix-ie.
Kłoni się
T.
Wow, co za technika! Mogę przeglądać swoje zasoby bez połączenia z internetem. To dopiero przełom
I wkurza mnie to ciągłe pierdzielenie o rozproszeniu chmury. I tak owe rozproszone serwery znajdują się w serwerowniach które można zmieść z powierzchni ziemi za pomocą jednej rakietki powietrze-ziemia.