Niebezpieczny software
Najbardziej niebezpieczne oprogramowanie na świecie
Błędy w programowaniu sprawiają, że zwykła aplikacja może stać się naprawdę niebezpieczna. Efekty błędów są różne: począwszy od banalnego zawieszenia systemu, kończąc na utracie danych. Jednak zazwyczaj można się przed tym obronić.
|
W żadnym wypadku nie odpowiadam za to, że użytkownik jest tak głupi, aby kliknąć odsyłacz w emailu – oświadczył Daniel Kerr, szef projektu OpenCart (pakietu do tworzenia e-sklepów). Niewielu programistów pozwala sobie na tak szczere wypowiedzi, ale większość tak właśnie myśli. W tym środowisku uważa się, że największym niebezpieczeństwem dla oprogramowania jest… użytkownik. To się nawet zgadza – wiele ataków nie miałoby miejsca bez aktywnej kooperacji obsługującego aplikację, ale nie zapominajmy, że to dopiero ostatnie ogniwo w łańcuchu – pierwszym jest zawsze błąd programisty. Potentaci tacy jak Microsoft, Oracle i Symantec oraz czterdzieści innych firm zajmujących się bezpieczeństwem komputerów, sporządzili zestawienie najgorszych błędów programistycznych (patrz tabela). Jeśli porówna się je z listą aktualnych luk w oprogramowaniu, okaże się że mnóstwo błędów czai się w znanych aplikacjach. Użytkownik może się przygotować na takie ukryte niespodzianki jedynie częściowo albo używać tych programów (patrz infografika obok) z rozsądkiem. Za każdym razem, gdy inteligencja programistów zawodzi, musi bowiem skorzystać z własnej. Zainfekowane witrynyNa czele rankingu największych luk znajduje się oprogramowanie, który nie pracuje lokalnie na komputerze użytkownika, lecz w Sieci. A to za sprawą dwóch hakerskich technik: cross-site scripting (XSS) oraz SQL Injection. Problem bierze się stąd, że użytkownik musi założyć prawidłowe działanie zdalnej aplikacji – przecież jej kod jest wykonywany w środowisku, które powinno go nadzorować. I tak się dzieje. Ale nie w obu wspomnianych scenariuszach. Przy SQL Injection złośliwym kodem jest wartość pola w bazie danych, w które za pomocą skryptu CGI zostaje wpisany wykonywalny rozkaz SQL. Z kolei w wypadku XSS zainfekowane odsyłacze wstawiają polecenia skryptowe w pola formularza atakowanej witryny. Tę sztuczkę odczuł na własnej skórze nawet Google – w czerwcu tego roku okazało się, że na XSS jest podatny Gmail. Google stosował jako wskaźnik pobierania filmik we fleszu »uploaderapi2.swf«, a sterować daje się nie tylko formularzami, ale również filmami. W tym przypadku Google zezwalał na wykonanie nieautoryzowanego skryptu do momentu, gdy użytkownik klikał zainfekowany odsyłacz. W czasie tej akcji użytkownik był zalogowany do swego konta Gmail – często zresztą po raz ostatni, ponieważ haker uzyskiwał wtedy dostęp nie tylko do emaili ofiary, ale także mógł wykraść wszystkie dane dostępowe, a więc w praktyce przejąć całe jego konto. Technologia XSS wykorzystująca flash to niedocenianie zagrożenie. Na początku roku haker MustLive zwrócił uwagę na podatność na ataki pliku »tagcloud.swf«, używanego w aplikacji blogowej WordPressa. Po wpisaniu nazwy zasobu w Google haker otrzymał dziesięć milionów trafień, a każde z nich to luka bezpieczeństwa. Ryzyko związane z XSS rośnie, gdy zawodzą mechanizmy ochronne przeglądarki. Tak się działo np. z Internet Explorerem, którego filtr XSS był podatny na ataki tego typu. Haker, który wykorzystał lukę w filtrze, mógł stosować XSS w bezpiecznych serwisach, takich jak Bing, Google czy Wikipedia. Obecnie trwa dyskusja ekspertów, czy nie lepiej w ogóle ten filtr wyłączyć. To możemy zrobić |


Kup Najtaniej
Ehh. Wszystko źle. Haker nie ma możliwości odczytania pliku cookie ani w kradzieży haseł.
Z wiki:
"Atak ma na celu skłonić użytkownika zalogowanego do serwisu internetowego do tego, aby uruchomił on odnośnik, którego otwarcie wykona w owym serwisie akcję, do której atakujący nie miałby w przeciwnym razie dostępu. Na przykład, użytkowniczka Małgosia, na stałe zalogowana do forum internetowego, może w pewnym momencie otworzyć spreparowany przez Jasia link, który zmieni jej dane kontaktowe albo usunie wątek dyskusji. "
A w skrócie polega to na tym że haker przekierowuje nas (np przez IFRAME) do akcji na stronie która wykonuje jakieś działanie. Można tak na przykład usunąć konto użytkownika.
Panie Jerzy. Google nie boli...
"Haker osiągał to przez ustawienie w nagłówku dokumentu HTML bardzo dużej liczby dla wartości »Content Length«.", "kopiowanie w inne miejsca dowolnych części zajętej przez nią pamięci operacyjnej" - czytam to ze smutkiem. Kilka lat temu uważałem Chipa za porządne pismo, a teraz w Waszych artykułach coraz częściej pokazują się przebłyski pseudoinformatycznego bełkotu, co niestety świadczy o niewystarczającej znajomości tematu przez autorów.