CHIP TOP 45: Monitoring i inwigilacja
45 najlepszych programów szpiegowskich i antyszpiegowskich!
Ogólnoświatowy trend do zbierania i przechowywania jak największej ilości danych, pozwalających na identyfikację osób i ich aktywności, nieco przyhamował. Ale nie łudźmy się, wszyscy jesteśmy podglądani, czy tego chcemy, czy nie.
|
Coraz więcej czasu spędzamy w Internecie: na portalach społecznościowych, forach dyskusyjnych czy bezpośrednio komunikując się z naszymi znajomymi. Online słuchamy muzyki i oglądamy filmy, robimy zakupy i obsługujemy w ten sposób konta bankowe. Nie tylko Web 2.0, ale i coraz szersza komercjalizacja Internetu – kupić online można przecież niemal wszystko i to po niezwykle atrakcyjnych cenach – powodują, że zostawiamy we wszechświatowej pajęczynie identyfikujące nas dane. Kuszeni promocjami lub możliwością uzyskania „gwarantowanych” wygranych udostępniamy nie tylko dane potrzebne do wystawienia faktury czy wysyłki towaru, ale też informacje o naszym hobby, sposobie spędzania wolnego czasu, rodzaju pracy itp. Nawet redagując emaile, które tak jak tradycyjna korespondencja powinny być okryte tajemnicą, godzimy się na to, aby obok ich treści pojawiały się reklamy dostosowane do słów-kluczy, które znajdują się w listach. Czy na pewno reklamy te generowane są wyłącznie za pomocą zautomatyzowanych algorytmów i nikt nie pozna treści naszych listów? Dysponując aparatem fotograficznym lub smartfonem z GPS, godzimy się z kolei na to, aby nasi znajomi znali miejsca naszych wędrówek albo wiedzieli, gdzie się aktualnie znajdujemy. Oczywiście, zdjęcie z wakacji na egzotycznej wyspie, umieszczone na Google Maps, robi wrażenie. Ale przecież równie dobrze z takich informacji może skorzystać ktoś, kto czujnie wypatruje momentu, gdy będziemy z dala od domu… Bez obaw ujawniamy coraz więcej danych o sobie. Bo przecież wkładając wiele pracy w pisanie np. eksperckiego bloga czy tworząc amatorskie produkcje wideo, chcemy być docenieni. Mamy nadzieję, że podanie prawdziwego imienia i nazwiska ułatwi odnalezienie nas i stanie się przepustką do kariery. „Modę” na opowiadanie niemal wszystkiego i wszystkim wykreowały portale społecznościowe, które obecnie przeżywają prawdziwy boom. Wielki Brat słuchaZ drugiej strony słyszy się od dawna o prowadzonych na wielką skalę projektach wywiadu elektronicznego, których zadaniem jest przechwytywanie wszelkich danych przesyłanych w sieciach telekomunikacyjnych. Choć kiedyś mogło się to wydawać jedynie teorią spiskową, dziś jest to jak najbardziej możliwe, biorąc przynajmniej pod uwagę moc obliczeniową i pojemność pamięci, która może być do tego wykorzystana. Najsławniejszym projektem tego typu jest Echelon, czyli największa na świecie sieć wywiadu elektronicznego. System ten ma gromadzić i analizować przekazy elektroniczne z całego świata – zarówno zwykłe rozmowy telefoniczne, emaile, faksy, jak i transfer plików. Specjalne oprogramowanie ma być wyczulone na pewne słowa kluczowe, sformułowania, a nawet cechy głosu rozmówców. Celem istnienia Echelona ma być odkrycie w zarodku i zapobieganie aktom terrorystycznym oraz namierzanie najgroźniejszych przestępców. Jak głosi plotka system jest nadzorowany przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego, ale wchodzące w jego skład urządzenia znajdują się podobno także m.in. w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii i Niemczech. Żeby zostać namierzonym przez Echelona, nie trzeba jednak wcale znajdować się w tych krajach, bo nad naszymi głowami krążą satelity szpiegowskie, nieustannie zbierające dla niego dane. Uśmiechnij się, jesteś w ukrytej kamerzeJeszcze niedawno zachwyt budziły dostępne dla każdego, wykonane przez satelity mapy każdego zakątka Ziemi, na których dojrzeć można wiele szczegółów architektonicznych czy rzeźbę terenu. Dziś wzruszamy ramionami na miejskie widoki w Google Street View, gdzie bez problemu rozpoznać możemy przechodniów, nawet jeśli rozmyto ich twarze. Po serii zamachów terrorystycznych z początku wieku specjalnością nie tylko lotnisk czy innych portów komunikacyjnych, ale także centrów większych miast stał się nieustanny monitoring za pomocą kamer wideo. Przykładem jest Warszawa, gdzie w ramach systemu monitoringu wizyjnego rejestrowany jest obraz z ponad 700 kamer rozmieszczonych w różnych miejscach miasta. Szesnaście tzw. centrów oglądowych, zlokalizowanych w komisariatach policji, obejmuje zasięgiem obraz z kamer w danej dzielnicy. Centrum dowodzenia zlokalizowane w Komendzie Stołecznej Policji ma możliwość podglądu obrazu ze wszystkich kamer systemu i przejęcia nad nimi kontroli. Dzięki systemowi rejestrowanych jest nawet kilkadziesiąt zdarzeń dziennie, na które głównie składają się akty wandalizmu i kradzieży. „Najpierw siedzieli pijani pod wiatą na przystanku, chwilę później kopali i uderzali w drzwi nocnego autobusu. Całą sytuację zauważył operator kamery monitoringu miejskiego. Dzięki temu policjanci zadziałali błyskawicznie i po kilku minutach 38-letni Rafał P. i 32-letni Robert P. byli już zatrzymani” – to, jak można przeczytać na stronach KSP, chleb powszedni stołecznych stróżów prawa mających wsparcie kamer monitoringu. System pozwala zdobyć nie tylko niezbędny materiał dowodowy, ale także ująć sprawców na gorącym uczynku lub nawet zapobiec dokonaniu przestępstwa. Choć nie jest to jeszcze rzeczywistość przedstawiona w „Raporcie mniejszości”, gdzie policja była w stanie poznać zamiary niedoszłych przestępców, to efekt podobny. Bezpieczeństwo i prywatnośćGoogle, Facebook i wiele innych firm posiadających popularne serwisy internetowe monitoruje swoich użytkowników. Jednak podczas gdy np. do Twittera czy innych sieci społecznościowych nie mamy na ogół w tym kontekście żadnych zastrzeżeń, to instytucje państwowe traktuje się z wielką podejrzliwością. W Internecie brakuje odpowiedniej wrażliwości na tematy związane z prywatnością. Rzadko kto zauważa skumulowany efekt naszej wirtualnej aktywności – to co w „realu” umyka, traci na aktualności lub znaczeniu, w wirtualnej rzeczywistości może być gromadzone przez lata w niezmienionej postaci. Z drugiej strony brak zaufania do instytucji państwowych jest przesadzony. Odpowiednie służby są ciekawe i coraz więcej numerów telefonów znajduje się na podsłuchu. Zbieranie danych o aktywności użytkowników w Sieci można porównać do billingów telefonicznych – np. kto, do kogo i kiedy pisze emaile dają te same informacje co billingi. Jednak tylko kilkanaście takich sprawdzeń jest dokonywanych na 100 000 obywateli. Chaos Computer Club, stowarzyszenie hakerów, pokazało ile można się dowiedzieć na bazie dostępnych do monitorowania informacji. I to wyłącznie na podstawie faktu nawiązania łączności, bez znajomości treści rozmowy telefonicznej czy emaila. Aby dało się utworzyć profile i powiązania komunikujących się osób, niezbędne jest oczywiście dysponowanie odpowiednimi danymi, pozostającymi w gestii operatorów telekomunikacyjnych i usługodawców internetowych. Dyrektywa Unii Europejskiej z 2006 roku o tzw. retencji danych wymaga od wszystkich państw członkowskich wprowadzenia uregulowań odnośnie do zbierania i udostępniania uprawnionym organom danych dotyczących szeroko pojętej komunikacji elektronicznej. Zakres danych jakie mają być gromadzone obejmuje m.in. numery abonentów sieci telefonicznych, numery IP i identyfikatory użytkowników Internetu, czasy otwarcia i zamknięcia sesji sieciowych, numery IMEI, IMSI (identyfikujące aparaty telefoniczne i karty SIM) oraz Cell ID (identyfikujące miejsce, skąd wykonuje się połączenie). Dokument nakłada także obowiązek przechowywania takich informacji przez odpowiednio długi okres – od sześciu miesięcy do dwóch lat.
|

Kup najtaniej
A swoją drogą czas zapomnieć o internetowej anonimowości. Każda, podkreślam, każda nowa usługa ma swoje Lawful Intercept czyli jak to mówimy w slangu 'gumowe ucho' i czy zainstalujemy sobie cokolwiek na PC, fonie, padzie... czy nie, to jeśli będzie trzeba, to wszystko się wyda.
Nie ma nic do phishingu, nasłuchu wifi, oprogramowania do kamer CCTV, łamania sieci GSM, nawet zapisu danych z klawiatury... jestem zawiedziony
Ciekawe jak TO uzyskał Webmaster.
pomaga, zwłaszcza w firmie, przy dużej liczbie pracowników.