Żeby mieć Lamborghini nie wystarczą pieniądze - potrzeba jeszcze wielkiego ego
Test: Asus Lamborghini VX7, czyli rycząca manifestacja ego
Żeby stać się właścicielem Lamborghi VX7 trzeba czegoś więcej, niż tylko 8 tysięcy złotych. Trzeba ego, wielkiego i ryczącego, jak 500 konny silnik. Co dostaje się w zamian?
|
Jeśli nocami w Internecie z wypiekami na twarzy podziwiasz - zamiast pięknych kobiet - lśniące lakierem krzywizny sportowych samochodów, a twoje sny wypełnia zapach spalin i rozgrzanego smaru oraz głęboki, wibrujący w kościach ryk silnika, jeśli w dodatku nie tylko wiesz, co mieści się w zabitej dechami dziurze zwanej Santa Agata Bolognese, ale też w każdej chwili potrafiłbyś wymienić nazwy wszystkich modeli aut ze znakiem szarżującego byka, lepiej idź po chusteczki. Mam dla ciebie komputer marzeń.
Wygląd
Asus Lamborghini VX7 zdecydowanie nie jest notebookiem dla każdego i nie mam tu na myśli ceny. Choć 8000 zł to dużo, jest znacznie ważniejszy warunek, który trzeba spełnić, żeby stać się właścicielem tego sprzętu. Otóż Lambo to nie komputer czy samochód - to stan umysłu. Co mam na myśli? Bentley czy Macbook Pro dyskretnie podkreślają status swojego właściciela. Lamborghini nie bawi się w takie gierki - zarówno w swoim samochodowym jak i komputerowym wcieleniu bije po oczach i ryczy prosto w uszy jasny komunikat: jestem naj i mam w tyle wasze zdanie! Agresywna linia i charakterystyczna stylistyka notebooka Asusa balansują na granicy kiczu: choć ostre, kanciaste linie bardzo przypominają kształty przepięknego giercowego Asusa G73HJ, zamiast matowej czerni Lambo ma wielkie powierzchnie lśniącego lakieru, ogromne atrapy tylnych świateł, skórę, aluminum i jeszcze więcej lakieru... Ten sprzęt nikogo nie zostawi obojętnym, nie pozwoli się zignorować - gdziekolwiek się pojawi będzie przyciągał spojrzenia, stanie się centrum zainteresowania, wywoła falę komentarzy. Jeśli o to ci chodziło, jesteś typem Lambo. Jeśli jednak przejmowałbyś się tym, czy będą pełne zazdrości, zachwytu czy niesmaku, to wybacz, ale nie nadajesz się na właściciela Lamborghini. WyposażenieJeśli na chwilę zapomnieć o całej magii byczego logo i spojrzeć na VX7 jak na każdy inny laptop, zobaczymy świetnie wykonany, dopracowany pod względem szczegółów komputer przenośny. Jego mierzący 15,6" po przekątnej, podświetlany diodami LED ekran ma rozdzielczość 1980x1080 pikseli, a o to, żeby wyświetlany na nim obraz robił odpowiednie wrażenie dba imponujący duet składający się z czterordzeniowego procesora Core i7-2630QM i karty graficznej GeForce GTX 460M z własną pamięcią 3 GB GDDR5. Do tego dochodzi 16 (!) GB pamięci operacyjnej, dwa dyski twarde po 750 GB każdy i nagrywarka Blu-ray. Komputer wyposażony jest we wszystko (no, prawie - ale o tym za chwilę), czego można by chcieć od sprzętu z najwyższej półki: cztery porty USB, w tym jeden standardu 3.0, złącza D-Sub i HDMI, port RJ45 pozwalający na podpięcie się do sieci LAN za pośrednictwem karty Gigabit Ethernet, multiformatowy czytnik kart flash, obsługujący wszystkie te martwe rodzaje nośników, których nikt już nie używa... Na pokładzie jest też karta sieci Wi-Fi oraz Bluetooth no i oczywiście kamera internetowa, o rozdzielczości 2 Mpix. Dokładną specyfikację znajdziecie tutaj. No dobra, więc czego brak, skoro wszystko jest? Może to już czepianie się szczegółów, ale przydałoby się, żeby standard 3.0 obsługiwało więcej, niż tylko jedno złącze USB, a wymarzoną sytuacją byłoby (w końcu Lamborghini to sprzęt marzeń, prawda?), gdyby na pokładzie znalazło się złącze Thunderbold. Nie wiem, jak wy, ale ja z przyjemnością zamieniłbym jeden z zainstalowanych dysków twardych 750 GB na napęd SSD - choćby i całkiem malutki, rzędu 80-128 GB. Umieszczenie systemu na dysku flash zdecydowanie przyspieszyłoby niektóre operacje. |



Kup Najtaniej
Ten laptop reprezentuje nurt antydesign. Badziew na miarę krasnali ogrodowych. Osiągi ok, ale wygląd... zamiast w Lambo powinni iść w stronę BMW (Bolidów Młodzieży Wiejskiej). I jeszcze dupnąć mały spoiler z tektury. Byłby ukoronowaniem tego bezguścia.
latwo mozesz zmiejszyc dpi a z małego to nawet salomon nie naleje
Ale mnie się na prawdę podoba :]
Nie można mnie za to winić...
Do tych których nie stać: możecie sobie biadolić, że po co taki laptop - nie zrozumiecie tego bo to styl życia.
Do tych których stać: dobry wybór Panowie, to jest przedstawienie własnego JA!!.
Pozdr.
Podróbka Alienware (tył prawie taki sam)