Jak rozbudować komputer przenośny
Notebook w roli domowego superkomputera
Mój komputer ma ekran o przekątnej długości 24”, dwa dyski mieszczące 2 TB danych, ergonomiczną klawiaturę z częścią numeryczną i głośniki 5.1, a do tego 8 złączy USB i tuner TV. Nic dziwnego? To może dodam, że mój komputer to ważący 1,3 kg notebook.
|
Pewnego dnia postanawiasz kupić nowy komputer, najchętniej notebooka, ale takiego, który ma zastąpić twojego dotychczas używanego w domu peceta. Wychodzisz ze sklepu jako zadowolony właściciel typowego laptopa klasy desktop replacement. Niestety, zadowolenie rzecz ulotna. Już podczas pierwszej podróży okazuje się, że torba z ważącym ponad 4 kilogramy notebookiem i akcesoriami próbuje urwać ci ramię. 16- czy nawet 17-calowy ekran jest zbyt duży, byś mógł wygodnie pracować na stoliku w kawiarni czy samolocie, a kiedy już uda ci się gdzieś usadowić, to i tak prąd w bateriach kończy się tak szybko, że ledwo masz czas, żeby przeczytać pocztę. „Trudno, człowiek uczy się na błędach” – mruczysz pod nosem, a kiedy przychodzi dzień, żeby wybrać nowego notebooka, radosny wychodzisz ze sklepu z leciutkim jak piórko maluszkiem z 12-calowym ekranem. Niestety, radość nie trwa długo. Praca na tak małym wyświetlaczu to mordęga, a choć do miniklawiatury można się przyzwyczaić, palce i tak tęsknią do dużych, wygodnych klawiszy w normalnym układzie. Skończyło się słuchanie wysokiej jakości muzyki – w malutkiej obudowie zmieszczą się tylko malutkie głośniczki, o których powiedzieć, że grają, byłoby niezasłużonym komplementem. Drugi dysk twardy? Nie żartujmy. Tuner TV? Dobra kamera internetowa? W środku się nie zmieściły, a nie podepniemy wszystkiego na zewnątrz maluch ma zbyt mało złączy USB. Mija czas. Nieuchronnie zbliża się dzień, kiedy znów będziesz musiał wybrać nowego notebooka. A więc, co wybierzesz: mobilność czy możliwości? Podpowiem ci – wybierz i jedno, i drugie! Stacje dokujące: Wygoda rozszerzaniaDo komputera przenośnego, tak jak i do każdego peceta, można podłączyć liczne urządzenia peryferyjne – wystarczy zerknąć na specyfikację dowolnego notebooka, żeby zobaczyć listę złączy i portów, które w naszych uszach brzmią jak lista możliwości: wyjście obrazu D-Sub, trzy, cztery złącza USB 2.0, slot ExpressCard… Czy może być coś prostszego, niż potraktować laptopa jak desktopa i podczepić do niego zewnętrzny monitor, klawiaturę, myszkę i kilka innych rzeczy, a potem rozkoszować się wygodną pracą? Wyobraźmy sobie, że przychodzimy do pracy i podłączamy notebooka: kabel od monitora do złącza D-Sub, mysz do USB, klawiatura do drugiego, zewnętrzny dysk do trzeciego… Acha, trzeba jeszcze podłączyć zasilanie (piąty kabel) i oczywiście Ethernet (szósty)! Trwa to kilka minut, a nasz laptop i biurko wyglądają, jakby ktoś je wrzucił w wielkie, kolorowe spaghetti. Czy może być łatwiej i bardziej uporządkowanie? Tak, na szczęście może. Znacznie wygodniej i prościej jest skorzystać ze stacji dokującej – urządzenia, które pośredniczy w komunikacji między notebookiem a wszystkimi podłączanymi do niego peryferiami. Przeznaczone do konkretnych linii lub modeli notebooków stacje dokujące są najlepszym wyjściem, jeśli zależy nam na jak największej wygodzie i funkcjonalności. Tego rodzaju urządzenia umożliwiają bowiem podłączenie wszystkich dodatkowych portów bezpośrednio do szyny systemowej, zapewniając najwyższą szybkość połączenia, nie wymagają instalacji sterowników, a także pozwalają na zasilanie podłączonego notebooka prosto ze stacji. Najbardziej rozbudowane stacje dokujące Acera, Della, HP czy Lenovo to niemal miniaturowe komputery, wyposażone w dodatkowe napędy optyczne i standardowe złącza PCI Express umożliwiające montowanie dowolnych kart rozszerzeń. Niestety, takie stacje pasują do stosunkowo niewielkiej liczby notebooków, a ponadto są drogie. Czy można sobie jakoś poradzić bez nich? Alternatywą są stacje uniwersalne, podłączane za pomocą złączy, które znajdziemy w praktycznie każdym komputerze przenośnym: USB 2.0 i ExpressCard. Chociaż A szkoda, bo stacje używające ExpressCard mają zdecydowanie większe możliwości od tych, które podłączamy przez USB, a to ze względu na wyższą przepustowość interfejsu, z jakiego korzystają. Najlepszą dostępną w tej chwili uniwersalną stacją dokującą jest High-Speed Docking Station firmy Belkin, która oferuje 5 złączy USB, wyjścia audio (optyczne i 5.1), interfejs Ethernet oraz dwa wyjścia wideo: D-Sub i DVI. Za pomocą tego jednego urządzenia jesteśmy w stanie podpiąć wszystkie peryferia, które podłączamy za pośrednictwem wyspecjalizowanej stacji dokującej, z wyjątkiem zasilania. To naprawdę dobry wynik! Jeśli nasz notebook nie ma złącza ExpressCard, pozostają nam stacje dokujące podłączane przez USB, takie jak Kensington SD100 oraz Notebook Expansion Dock with Video. Zapewniają one funkcjonalność huba USB oraz oferują wyjście audio (jednak nie w standardzie 5.1), a także połączenie z siecią Ethernet. Druga z wymienionych – podobnie jak urządzenie Belkina – umożliwia też podłączenie zewnętrznego monitora, jednak wyświetlany za jej pośrednictwem obraz może mieć maksymalnie 1280×1024 piksele, a to, jak na dzisiejsze czasy, zdecydowanie za mało (stacja High-Speed Docking Station wyświetla obraz do 1600×1200 pikseli). Klawiatura: Pełny wymiarCo sądzicie o klawiaturach notebooków? Niewielkich, o specyficznym układzie znaków, z płaskimi klawiszami z krótkim skokiem i bez bloku numerycznego? Ja je kocham. Na żadnych innych nie pisze mi się tak dobrze... Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że należę do mniejszości – większość użytkowników nie lubi laptopowych klawiszy, ich dziwnego układu i małego rozstawu przycisków, szczególnie w przypadku superprzenośnych maluszków. Dla tych użytkowników podłączenie zewnętrznej klawiatury jest absolutną koniecznością, a kryteria wyboru są jasne: pełnowymiarowe klawisze, blok numeryczny, do tego najlepiej jeszcze ergonomiczne kształty. W tym przypadku rozwiązanie jest proste – wystarczy wypróbować jeden z przedstawionych wyżej sposobów na rozmnożenie portów i złączy Surfowanie po stronach WWW albo praca z aplikacją graficzną przy użyciu notebookowego touchpada są niewygodne. Oczywiście, można się przyzwyczaić, ale nie da się ukryć, że prawdziwa, solidna mysz okazuje się nieporównanie lepsza. Pracując na notebooku stacjonarnie, przy biurku, podłączamy więc taką myszkę, jaką uznamy za najwygodniejszą – i już po kłopocie. Czy jednak rzeczywiście? Kiedy pracujesz nad tekstem w Wordzie lub tabelą w Excelu, to jeśli nie pamiętasz wszystkich skrótów klawiszowych do wszelkich możliwych funkcji, co chwilę musisz odrywać ręce od klawiatury, sięgać po myszkę, klikać różne opcje i menu, a potem znów kłaść dłonie na klawisze... To strasznie męczące. A tymczasem zupełnie nie znają tego użytkownicy notebooków z trackpointami (biznesowe modele firm Acer, Dell, HP i Lenovo, po kilka modeli firm Fujitsu-Siemnes i Toshiba), a pozostałych, którzy używają touchpadów, dotyka to w mniejszym stopniu niż pecetowców. Po prostu trackpoint obsługuje się bez zdejmowania rąk z klawiatury, a touchpad wymaga tylko lekkiego przesunięcia jednej dłoni. |



Kup Najtaniej
obudzcie sie, jest wiele osob np. ja, student, ktory potrzebuje w domu dobrego sprzetu, czegos przenosnego na uczelnie, i do podlaczenia w pracy, bardzo dobry artykul, informuje jak rozwiazac takie problemy jak przenosnosc i wydajnosc a przyklad dam wam taki (z zycia)
... ja osobiście używam dwóch stacjonarek i 2 laptopów, każdy ma swoje przeznaczenie, ale nie pogniewałbym się, gdyby ktoś mi połączył funkcjonalności jednego z lapów z jedną stacjonarką ...
A dlaczego?? Przecież to proste, można kupić sprzęt za około 3,5 tysiąca ZŁ i cieszyć się multimedialnym kombajnem jak i doskonałym sprzętem przenośnym.
Co do gadżetów, wydaje mi się że dla zwykłego śmiertelnika są one zbędne, wg mnie wystarczy klawiatura, myszka i większy monitor, za resztę dziękuję.