Google Wave
Czy Google Wave zje Gmaila?
Google twierdzi, że jego nowy produkt to przyszłość internetowej komunikacji. Biorąc pod uwagę, że ten gigant wywrócił już parę rynków do góry nogami, warto wziąć tę deklarację na poważnie i dokładniej przyjrzeć się jego najnowszemu dziecku.
|
„Zadaliśmy sobie pytanie: jak mógłby wyglądać e-mail, gdyby wynaleziono go dzisiaj. Naszą odpowiedzią jest Wave.” – rozpoczął pierwszą publiczną prezentację Wave'a Lars Rasmusen, szef tworzącego go zespołu. Kiedy czterdzieści lat temu wynaleziono e-mail świat wyglądał zupełnie inaczej. Co chyba najistotniejsze - nie istniał jeszcze wtedy Internet. Nie wspominając o tym wszystkim co z biegiem lat miało się w nim narodzić - komunikatorach, blogach, mikroblogach, sieciach społecznościowych, grupach dyskusyjnych i wielu, wielu innych fantastycznych narzędziach służących do komunikacji. Wynalazcy Wave'a inspirowali się nimi wszystkimi - ich aplikacja ma łączyć w sobie najlepsze elementy pozostałych narzędzi.
1,5 godzinna prezentacja Google Wave
Otwarta platformaGoogle ma świadomość, że sam wszystkiego nie wymyśli, dlatego każdy może napisać swoją wtyczkę. To jest zresztą jedna z głównych idei projektu i powód dla którego aplikacja została pokazana na tak wczesnym etapie (jest jeszcze mnóstwo bugów). Chodzi o to, by zachęcić developerów do pisania rozszerzenia do Wave. Efekty już są - w Sieci pojawiły się pierwsze niezależne aplikacje. Google ma nadzieję, że docelowo każdy użytkownik będzie wybierał jakie funkcjonalności są mu potrzebne i wedle tego instalował właściwe wtyczki. Jedną z koncepcji zarabiania na projekcie jest stworzenie dedykowanego sklepu z aplikacjami. Ten pomysł sprawdził się w przypadku aplikacji pisanych dla iPhone'a, a później także dla systemu Android, całkiem możliwe, że wypali i tym razem. To bardzo ciekawe rozwiązanie, bo z jednej strony tworzy skuteczny model finansowy, a z drugiej stanowi wartość dodaną dla użytkownika. Wave nie jest wyłącznie kolejnym narzędziem, to również otwarty protokół. Google nie chce wcale wyłączności na swój wynalazek. Wręcz zachęca inne firmy do udostępniania własnych klientów mając nadzieję, że Wave szybko upowszechni się jako standard, a wiadomości pomiędzy Google Wave będziemy swobodnie wymieniać na przykład z MSN Wave albo Tlen Wave. Dokładnie tak jak dzisiaj wymieniamy e-maile pomiędzy skrzynkami utrzymywanymi przez tych usługodawców. Obecnie trwają testy na grupie kilkuset tysięcy osób. Okazało się, że testerzy podzielili się niemal po równo na trzy typy. Pierwszy, to osoby, które założyły konto z ciekawości, by zobaczyć co to właściwie jest. Drugi typ korzysta z Wave głównie w kontaktach ze znajomymi. Trzeci używa go do pracy ze współpracownikami. Wszystko pięknie, tylko do czego w praktyce może przydać nam się ten produkt? |

Kup najtaniej
Kolaboracja (łac. ko - przedrostek oznaczający "razem, wspólnie" + łac. laborare - "pracować") - współpraca z nieprzyjacielem, okupantem;
Gratulacje dla autora - rzeczywiście MS to nieprzyjaciel i okupant...
a ktora niby czesc slowa kolaboracja wskazuje akurat na nieprzyjaciela, okupanta?
Swoją drogą kilka dni temu dostałem zaproszenie do Wave, ale z braku czasu jeszcze nie sprawdzałem co oferuje.
Oczywiście nie jestem zaślepiony i patrzę im z uwagą na ręce bo władza deprawuje a władza absolutna (monopol) deprawuje absolutnie! Dla kontrprzykładu MS to firma, której celem jest wydoić klientów do ostatniego centa. Według mnie to jest modelowy przykład absolutnej deprawacji.
Google ma także durne podejście do spraw informatyki - dla nich to komputer jest dodatkiem do internetu, a w rzeczywistości jest przecież odwrotnie - ich " rewolucyjny " system to najzwyczajniejsza dystrybucja Linuksa, w dodatku tak ułomna, że nie da się zapisać pliku na dysku - gdyż w ich przekonaniu, wszystko powinno być " w chmurach ", ogólnodostępne, strumieniowe - czekam tylko, aż im wreszcie serwery choć raz padną to będzie kupa śmiechu.
Google Wave jest kolejnym produktem tej durnej filozofii, któremu nie wróżę świetlanej przyszłości - kto rozsądny zrezygnuje z działających z przyzwoitą, dużą lub nawet ogromną ( pisanych w Assemblerze ) prędkością wygodnych i stabilnych programów na rzecz niestabilnego i powolnego ( to konsekwencje stosowania Javy i pochodnych jak AJAX, niewypału HTML 5 a także modelu wtyczkowego ), w dodatku strumieniowanych aplikacji, których dane można stracić w oka mgnieniu ?