Czy można obiektywnie zrecenzować/ocenić grę, która pielęgnowana w naszych sercach i umysłach urosła przez kilkanaście lat do miana ikony, symbolu, legendy?
Graliśmy w Duke Nukem - tak upadają legendy
Czy można obiektywnie zrecenzować/ocenić grę, która pielęgnowana w naszych sercach i umysłach urosła przez kilkanaście lat do miana ikony, symbolu, legendy? Nie można. Gdybym tak zrobił Duke padłby na kolana już w pierwszym akapicie, a ja poczułbym się tak, jakbym wyrzekł się wszystkiego za co pokochałem gry komputerowe. Dlatego umówmy się, że poniższy tekst nie jest recenzją, a raczej szeregiem luźnych, subiektywnych przemyśleń na temat tej produkcji.
|
Czy można obiektywnie zrecenzować/ocenić grę, która pielęgnowana w naszych sercach i umysłach urosła przez kilkanaście lat do miana ikony, symbolu, legendy? Nie można. Gdybym tak zrobił Duke padłby na kolana już w pierwszym akapicie, a ja poczułbym się tak, jakbym wyrzekł się wszystkiego za co pokochałem gry komputerowe. Dlatego umówmy się, że poniższy tekst nie jest recenzją, a raczej szeregiem luźnych, subiektywnych przemyśleń na temat tej produkcji.
Duke Nukem Forever rodził się w bólach.Przez trzynaście lat, najpierw z niecierpliwością wyczekiwany, później wyśmiewany i wyszydzany. Z symbolu gry idealnej stał się przykładem złego projektowania, błędnych decyzji i kiepskiego marketingu. Przykładem jak zmarnować dziesiątki milionów dolarów i stracić zaufanie milionów fanów na całym świecie. Po kilku zmianach silnika graficznego, przeprojektowywania poziomów, zmian koncepcji, wreszcie problemach finansowych, 3D Realms poddało się, złożyło broń i oddało Duke’a w inne ręce. Nowy właściciel, 2K Games, zastanawiając się co z tym podrzutkiem zrobić miał dwie opcje: albo wyrzucić wszystko do kosza i zrobić grę od nowa (co wiązałoby się wydatkiem kolejnych kilkudziesięciu milionów dolarów i przesunięciem premiery o kolejne 3 lata), albo dokończyć produkcję i wydać jak najszybciej i modlić się aby koszty się zwróciły. Zdecydowano się oczywiście na tą drugą opcję. Czy dobrze? Nie da się tego jednoznacznie określić. To nie jest gra dla młodych ludzi…Widać to co chwilę. Deweloping tej gry zatrzymał się jakieś 6 lat temu i tyczy się to wszystkich aspektów gry. Od oprawy audio-wizualnej, poprzez projekty poziomów, zagadek logiczno-platformowych, skrypty i SI przeciwników aż po samą mechanikę rozgrywki. Współczesne superprodukcje pokroju Modern Warfare, Killzone czy Gears of War przyzwyczaiły nas już do spektakularnych batalii, przepychu, wybuchów, efektów cząsteczkowych, filmowego charakteru, wrażenia, że jest się tylko niewielką częścią machiny wojennej… Duke tego nie ma. Jest solidnym kawałkiem FPS’a sprzed sześciu laty, idealnym jego przykładem zarówno w sferze wad jak i zalet. Jak może wyglądać gra po zbyt dużej liczbie zmian silnika graficznego? Dokładnie tak jak nieżyjący Król Popu po zbyt dużej liczbie operacji plastycznych… Duke Nukem Forever jest po prostu brzydki! Reprezentuje poziom mniej więcej pomiędzy Doom3 a Quake4. Wszystko jest szaro-bure. Gdzieś zniknął ten kolorowy i komiksowy klimat z pierwowzoru. Wszystko jest sterylne, pomieszczenia i ulice puste, tekstury marnej jakości nakładają się na naszych oczach. Poziomy są proste i mało zaskakujące. Skrypty mające ożywiać mapy i otoczenie są prymitywne i nie ma ich wiele. W wielu miejscach miałem ochotę, aby obok rozbił się jakiś przypadkowy pojazd, zawalił jakiś potężny budynek, przeleciała eskadra śmigłowców ostrzeliwująca odległe cele… W końcu to przecież inwazja Obcych… Przez cały czas miałem wrażenie, że cała armia najeźdźców to tylko kilka większych bossów i kilkanaście potworków przypadkowo biegających im pod nogami. Co gorsza, siły obrońców sprowadziły się do jednego generała i kilku marines pojawiających się od czasu do czasu, aby powiedzieć coś głupiego i po prostu zginąć. Częste i długie loadingi doprowadzają do szału. Zwłaszcza gdy po śmierci bohatera czekamy minutę(!) na załadowanie ostatniego save’a…
|


Kup Najtaniej
Czy aby na pewno? Gdzieś czytałem artykuł o nudnych i powtarzalnych schematach bohatera gry komputerowej. Który musi być naj- we wszystkich kategoriach. Jak żłopie piwo, to nie byle jakie, tylko Amsterdam Navigatora. Jak sika, to aż pisuar strumieniem rozstrzaskuje. Jak się przystawia do panienek, to do pięćdziesięciu naraz.
I muszę przyznać, że w zupełności się z tym zgadzam. Umiar to nic złego.
Jako że nie mogę znaleźć teraz tego tekstu, posłużę się obrazem, wyrażającym, no... conajmniej kilkanaście słów:
http://borderhouseblog.com/?p=2521
PS. Lubię takie postacie jak Garret czy Gordon Freeman. Mięśniaków-przygłupów mam na codzień w okolicy, nie potrzebuje się dodatkowo z nimi identyfikować.
"Częste i długie loadingi ..."
Polecam nie silić się więcej na angielskie zwroty i w ich miejsce używać polskich, które redaktor czasopisma powinien znać.
--
Konio
jest koń, konie, koniowi, kania...
A tak na poważnie... Jeżeli jednym niepolskim, ale wszystkim dobrze znanym wyrazem, można określić coś co w języku polskim zajmuje całe zdanie, to nie widzę problemu...
Ta gra jest zalosna.
Pierwsza sprawa - "deweloping" jest kompletnie niepoprawnym słowem. Jeśli już to "development" (inna forma, 'w' zamiast 'v'). Polskie tłumaczenie to "rozwój", ale ja to wiem nie mając żadnego wykształcenia humanistycznego i nie wykonując zawodu, od którego oczekiwałoby się poprawnego używania języka, w przeciwieństwie do redaktora. "Loading" to pewnie "ekran ładowania" (mogę tylko się domyślać co miał autor na myśli). Istnieją poza tym słowniki zajmujące się przekładami słów technicznych (np. autorsta Z. Płoskiego), dla tych którzy znają lepiej angielski od polskiego i dla tych, którzy tylko to udają.
--
Konio
Czy zawsze się musi taki pseudo eurudyta-filolog trafić?
Poczekać na wydanie klasyki? Wydać teraz te 100 zł i kupić badziew... Czy może obrać kurs na zatokę piratów?
Częste doczytywanie gry to też tragedia. Człowiek pobiega po jednym pokoju i znowu ładowanie...
Poczekać na wydanie klasyki? Wydać teraz te 100 zł i kupić badziew... Czy może obrać kurs na zatokę piratów?"
Może lepiej zaatakuj jakąś babcię albo napadnij na bank.
Więcej adrenaliny zyskasz.
Nie cierpię takich złodziejaszków i tym podobnych bandytów.
Ciekawe jakbyś się czuł, gdyby pracodawca nie wypłacił Ci pensji albo ktoś ukradł Ci samochód, którego nie ubezpieczyłeś? Jakbyś się czuł, gdybyś nie miał co do garnka włożyć, bo tacy cwaniacy jak Ty by Cię okradli?
gra jest sper mimo swoim nie dociągnięć ale co można oczekiwać po 10 latach.
gra jest super.
Włączyłem grę od razu na najtrudniejszym poziomie, żeby nie tracić zabawy. Okazało się, że najpierw 30 minut muszę łazić, żeby cokolwiek było do zabicia ( pomijając "potwora" który był na początku, gdzie, gdyby się nie kończyła amunicja, można byłoby stać w jednym miejscu i by mnie nie zabił ). Doszedłem do latającego statku i strzelania do niego z działa i po tym wyłączyłem grę. Jeszcze nigdy nie widziałem takiego badziewia. A jak zobaczyłem w lustrze duke-a który porusza się tak jak poprzednim duke-u, to krew mnie zalała.