Retroblog - blog o komputerowym sprzęcie retro i demoscenie
32-letni milioner
Jeśli jedyne skojarzenia jakie przychodzą Wam na myśl o przełomie lat 70. i 80. to hippisi, trawka, peace i tandetna muzyka dyskotekowa – jesteście w błędzie. Właśnie wtedy rozkręcał się biznes związany z elektroniczną rozrywką.
Nikt już dziś nie pamięta pierwszej generacji stacjonarnych konsol do gier – urządzeń o dziwnych nazwach (Magnavox Odyssey, czy Coleco Telstar), jak i pierwszego Ponga firmy
Atari (zainteresowani leciwymi generacjami konsol klikają tu). Tak naprawdę dopiero druga generacja dała w kość kineskopom i zburzyła amerykański styl życia raz na zawsze. Koniec z rodzinnym oglądaniem TV, czas połamać kilka dżojstików.
30 milionów egzemplarzy – niezły wynik jak na urządzenie sprzedawane pod koniec lat 70., które przeżywało swoją drugą młodość dziesięć lat później w odmłodzonej obudowie. O jakiej konsoli mowa? Długowiecznej Atari 2600, znanej także pod nazwą Atari VCS (Video Computer System). Przez całe lata 80. słowo „Atari” było synonimem elektronicznej rozrywki. Prezentowany na zdjęciach model Atari 2600 Jr. to odświeżona wersja jednej z najpopularniejszych konsol do gier. Nawet dziś doskonale prezentuje się obok nowoczesnego telewizora. Problem może stanowić jedynie zakres obsługiwanych przez TV częstotliwości. Nie każdy nowoczesnych odbiornik ma kanały 2 i 3, na których nadaje obraz konsola (composite video w konsoli brak).
Atari VCS niestety nie należy ani do superergonomicznych, ani superwydajnych maszynek. Wyciskało toto ok. 100 kolorów w rozdzielczości 160×102 ze swojego 1,19-megachercowego procesora MOS 6507 (okrojony 6502, stosowany w komputerach 8-bitowych firm Atari i Commodore) i 128 bajtów RAM-u (dodatkowy 256 bajtów RAM-u tkwiło na kartridżu z grą). A wszystko dlatego, że pamięć w tamtych czasach była koszmarnie droga.
Z perspektywy nextgenowych konsol trudno uwierzyć, że da się na Atari VCS grać. A jednak. Na Atari VCS opracowano ok. 1000 gier. Wszystkie z gigantyczna pikselozą. Jest kilka gier o których nie sposób zapomnieć. Commando (tak, na podstawie filmu z mistrzuniem rozwałki lat 80.), Defender (kto bywał na automatach wie o co chodzi), Frogger (przeprowadź żabę, głupie ale jakże wciągające), niezapomniany Montezuma’s Revenge, wciągający Moon Patrol (nie ma to jak skoki samochodem w księżycowej grawitacji), Pitfall! (w tamtych czasach gwiazda jaśniejsza, niż Indiana Jones i Lara Croft razem wzięci), wyścigi z „realistyczną grafiką 3D”, czyli Pole Position oraz River Raid i Tapper.
Jeśli nie graliście – proponuję złapać Stellę, odpowiedni obraz ROM-u z AtariAge, albo zaryzykować zakup na aukcji sprawnego Atari 2600 Jr. Tylko w celach poglądowych. Bo choć VCS zyskał ogromną popularność, to Atari lepiej wychodziło zawsze robienie komputerów, a i późniejsze generacje konsol (5600, 7800, Lynx, Jaguar) miały zdecydowanie dłuższy pazur.
Demoscena, lubująca się w ograniczeniach zrobiła z Atari 2600 prawdziwą gwiazdę. Core, Doctor i 4k4u pokazują, jak wielkie moce drzemią w tym niepozornym kawałku krzemu, drewna i plastiku.

Kup najtaniej
i ktos tu zapomnial o wiecznym alley cat to byla grafika!
A dzisiaj to wygląda tak:
Mamy napisać edytor tekstu? To niech używa ślicznego interfejsu wykorzystującego DirectDraw. Do tego dorzucimy standardowe biblioteki i wszystkie zainicjalizujemy. Musi być pasek przycisków - oczywiście śliczny. A do wszystkiego wykorzystamy C# tworząc jedną gigantyczną nieoptymalną klasę hardkodując wszystkie możliwe stringi we wszelkich znanych nam językach. I tak "notatnik" uzyska rozmiar płyty CD. Dorzucimy marketing i sprzedamy użytkownikom jako usługę on-line z abonamentem. Jeszcze gratis dodamy dostęp do aktualizacji (w końcu obrazki na przyciskach trzeba co jakiś czas zmienić).
Jaki odsetek programistów w dzisiejszych czasach używa C#? Ilu z nich _próbuje_ pisać optymalny i elastyczny kod? Ilu z nich potrafi napisać coś w assemblerze lub chociaż wie jak "działa komputer"?
I czy istnieją firmy płacące więcej programiście niż handlowcowi?
Ech... tye zasobów się marnuje....