Naszym Zdaniem
Naszym Zdaniem: Google+
Najnowszy projekt Google to ostatnio jeden z najpopularniejszych tematów w sieci. Oto co myślimy o tym nowym portalu społecznościowym:
Konstanty Młynarczyk:
Szczerze? Google+ jest mi po nic. Owszem, jest ładny, jest czysty i szybki. Owszem, tak samo jak Facebook ma wszystko to, czego potrzeba do kontaktowania się ze znajomymi - z jednym wszakże wyjątkiem. Nie ma tam owych znajomych właśnie. Ma kilka funkcji, których "fejs" nie ma, albo które działają na nim gorzej i kilka takich, które są zdecydowanie gorzej przemyślane i dopracowane, więc bilans wychodzi na zero, ze wskazaniem na FB. Nie widzę powodu, żeby przenosić się z Facebooka.
Moim zdaniem: świetny, niepotrzebny mi produkt.
Maciej Gajewski:
Ciężko ocenić potencjał tej usługi. Z jednej strony, niektóre elementy rozwiązane są wręcz genialnie. Dla przykładu: grupowy wideoczat. Nie trzeba nic instalować, konfigurować, to po prostu działa! Z drugiej jednak strony wciąż tu jest dużo do zrobienia. Dla przykładu: nie działa wyszukiwarka wiadomości (a raczej nie istnieje). Rozumiem jednak, że Google póki co testuje usługę i nie należy jej traktować jako końcowy produkt.
Piotr Lisowski:
Pierwszy poważny konkurent Facebooka w końcu wystartował i zwie się Google+. Obecnie dostępny jest tylko dla wybrańców z zaproszeniami, a to oznacza że póki co "ściana" aktualności będzie świeciła pustkami i nie należy się temu dziwić. Gdy przymkniemy na to oko, okazuje się, że Google+ to Facebook pozbawiony najbardziej irytujących wad. Podstawową zaletą Google są kręgi, które w łatwy sposób umożliwiają sortowanie znajomych. "Te osoby zostaną powiadomione i będą mogły dodać Cię do swoich kręgów, ale nigdy nie zobaczą nazw kręgów, do których je dodałeś", co o nowym społecznościowym portalu mówi wszystko. Oznacza to, że pośród znajomych możesz mieć nawet rodziców, którzy nigdy nie dowiedzą się o imprezach, czy czymkolwiek co mogłoby ich zaniepokoić. Ponadto Google ma olbrzymią bazę użytkowników Gmail, więc zdobycie popularności raczej nie będzie większym problemem. Warto wspomnieć o tym, że + pełnymi garściami korzysta z możliwości najnowszych przeglądarek (HTML5), więc zarządzanie kontem nie przypomina statycznej strony internetowej, a wygodną aplikację, gdzie wiele operacji wykonujemy poprzez przeciąganie.
Marcin Chmielewski
Z Google+ jest jak z operatorem komórkowym. Kiedy jesteś związany z jedynym słusznym, to nawet jeśli dostrzegasz zalety nowej konkurencji, nawet jeśli są one przekonywujące, to i tak do niej nie przejdziesz, bo z kim będziesz rozmawiał za darmo, skoro wszyscy znajomi, rodzina czy szef korzystają z usług dotychczasowego?! Ok., szef to może zły przykład. Fakt, faktem – główny konkurent Google+ zalicza coraz więcej wpadek, a to z ustawieniami prywatności, a to ze zmianami interfejsu (niekoniecznie na dobre) czy też z przeciążeniami serwerów. Dlatego uważam, że czas do wprowadzenia potężnej konkurencji na rynku portali społecznościowych właśnie nadszedł, ale Google’owi wróżę sukces co najwyżej umiarkowany z powodu lenistwa internautów i niechęci do wszystkiego co nowe, do czego na nowo trzeba się przyzwyczajać. Wygląda jednak na to, że panowie z Mountain View wyciągnęli wnioski z nieudanego eksperymentu pod tytułem Buzz.
Tomasz Domański:
Sieć zmienia się od zawsze, bo taka jest jej natura. Jednak nie wiem, czy Google+ okaże się być dla Facebooka tym samym, czym okazał się portal Zuckerberga dla Myspace. Po tygodniu korzystania z G+ nie odnotowałem tam niczego, co możnaby określić mianem nowości, czy innowacyjnej usługi. Kręgi znajomych to bardzo fajny pomysł, tak samo jak rozmowy wideo, ale nie jest to nic, co nie byłoby wcześniej dostępne w sieci.
To tyle, jeśli chodzi o narzekanie, a co mi się podoba? Integracja z innymi usługami Google. Do komunikowania się na Google+, użytkownicy korzystają z gTalka, za przechowywanie zdjęć użytkowników odpowiada Picasa, notatki tworzy się w Dokumentach Google, a wraz z pojawieniem się odpowiednika facebookowych wydarzeń, Google+ zostanie połączony z Kalendarzem Google. Jeśli ktoś jest użytkownikiem Androida, lub od dawna korzysta z wymienionych usług, to z pewnością dostrzega wygodę jaką oferuje G+. Czy to jednak wystarczy, aby przekonać użytkowników Facebooka do masowej migracji? Żaden inny serwis społecznościowy nie osiągnął liczby 10'000'000 użytkowników w krótszym czasie niż miało to miejsce na Google+, jednak o wiele ciekawszą informacją, byłaby liczba osób, które na rzecz portalu Google'a usunęły już swoje konto z Facebooka, bądź przestały z niego korzystać.
Google+ ma potencjał, z którego oceną chciałbym poczekać do chwili, w której wyjdzie z wersji beta.
Naszym Zdaniem: Chromebook
Dzielenie się naszymi subiektywnymi opiniami postanowiliśmy zacząć od recenzji Chromebooka. Prywatnie pisząc, Chromebook to:
Konstanty Młynarczyk:
Każda klasa urządzeń ma swoje mocne i słabe strony. Sprzęt można uważać za udany, kiedy jego ograniczenia i wady są rekompensowane zaletami i unikalnymi możliwościami, jakie oferuje. Niestety, w przypadku Chromebooków choć ograniczeń i problemów nie brakuje, to zalet i specjalnych możliwości nie ma.
Chromebook nie oferuje nic więcej i nie jest w niczym lepsze od tych, które mamy już na rynku. Ograniczonej funkcjonalności i całkowitego uzależnienia od Sieci nie rekompensuje ani większa szybkość, ani niższa cena, ani żadne specjalne możliwości.
Rozumiem, że Chromebooki są w tej chwili dopiero na początku swojej drogi. Może za rok, dwa lub trzy staną się warte polecania, ale dziś zalecam omijanie ich szerokim łukiem, a wszystkim spragnionym laptopa od Google'a radzę kupić netbooka z Windows 7 albo Linuksem i przeglądarką Chrome - będzie oferował wszystko to, co Chromebook i jeszcze drugie tyle za dużo mniej pieniędzy.
Zobacz również: 5 powodów, dla których nie chcę Chromebooka
Maciej Gajewski:
500 dolarów? Serio? Za 500 dolarów kupuję "wypasionego" netbooka z Windowsemi zainstaluję sobie Chrome'a i jeszcze kupię do niego kilka gadżetów. Będę miał dużo więcej, niż to, co oferuje mi ów komputer (nawet jeśli nie będę z tego korzystał, to i tak to mam, i taniej). Samsung Series 5 z Chrome OS to cudna zabawka, bardzo udany produkt, jeżeli przebywasz w miejscach z dostępem do sieci Wi-Fi i 3G. Powinien kosztować maksymalnie 700 złotych. Wtedy rekomendowałbym bez wahania. Natomiast w cenie 500 dolarów... oceńcie sami.
Zobacz również: Samsung Series 5 Chromebook - pierwszy test!
Piotr Lisowski:
Do komputera logujesz się podając dane konta Google. Pyk – działa. Masz dostęp do spersonalizowanej przeglądarki Chrome, ze swoimi zakładkami, zapisanymi hasłami itd. Dzięki temu widzisz swoją pocztę Gmail, aplikacje webowe, dostęp do zdjęć (Picasa), więc ogólna koncepcja wydaje się całkiem rozsądna – nic na dysku, wszystko w chmurze. Kolejne pozytywne zaskoczenie - touchpad. Jak w moim ulubionym MacBooku. Tam samo działa, tak samo się scrolluje. Idealna maszyna do przeczesywania netu i sprawdzania poczty? Coś tu jednak jest nie tak.
Po pierwsze - ów touchpad, niby taki sam, ale ten w mym MacBooku, ale działa gorzej. Jest mniej czuły i robi brzydkie numery. Chcę kliknąć w "x" otwartej karty, ale nie mogę za pierwszy razem. Po drugie fakt, że masz tylko okno przeglądarki i nawet nie możesz zobaczyć tapety pod nią jest niezmiernie irytujący, ale nie do końca umiem ten stan wyjaśnić. Chrome OS to po prostu Google Chrome + kilka dodatkowych opcji w preferencjach. Kolejna rzecz z kategorii irytujące – szybkość. Wystarczy odpalenie jednej strony z Adobe Flash i nawet kursor potrafi się przyciąć. Jednak nawet flash nie jest konieczny, aby Chromebook złapał zadyszkę. Wystarczy otworzyć bardziej skomplikowaną stronę internetową i zaczyna sie lekkie skakanie. Reasumując – fajny pomysł, którego pozytywny odbiór odebrało mi wolne działanie i touchpad, z którym definitywnie jest coś nie tak.
Tomasz Domański:
Jako fanboy Google’a piszę to z ciężkim sercem. Chromebook to bardzo fajna idea. W teorii. Błyskawiczny dostęp do chmury i brak lokalnie przechowywanych danych brzmi świetnie, dopóki nie zaczniecie używać tego Samsunga. Co by nie pisać o Chrome OS’ie, w gruncie rzeczy jest to przeglądarka internetowa rozszerzona o bardzo uproszczony menadżer plików i kilka innych drobiazgów.
Windows 7 postawiony na tej samej konfiguracji sprzętowej wydaje się o wiele bardziej sensownym rozwiązaniem (tak samo jak Linux). Dostęp do chmury w siódemce pozostaje niezmienny, a do tego dochodzi… no cóż, funkcjonalność systemu Microsoftu, czyli wszystkie czynności, które wykonujecie po zminimalizowaniu Chrome’a. Pomijam już kwestię tego, że bez dostępu do sieci, Chrome OS jest jeszcze bardziej ograniczonym systemem, nadającym się do… sam nie wiem.
Chromebook Samsunga jest też o wiele za wolny, żeby pracę na nim można było określić jako komfortową.
To jest ciekawa koncepcja i widzę przednią duże możliwości, no i o niebo lepsze od tabletu.
"Steve Jobs wie, co najlepsze dla ludzi." - rozreklamowane produkty i laptopy które sprzętowo nie dorównują zwykłym
"A Chromebook to padlina." - zgadzam się
Jak każda inna z Androidem czy innym WP7.

Kup najtaniej

Konstanty Młynarczyk:
Fakt faktem PANU może to nie być potrzebne, jednak za przeproszeniem czy to pański dzienniczek zwierzeń? Nic pan nie wniósł, prócz własnej autoreklamy. Ten "bilans na zero" nazbyt kipi subiektywnością.
Maciej Gajewski:
1-szy akapit powinien być podpisany "Captain Obvious". Chociaż jest to najmądrzejsza wypowiedź ze wszystkich za sprawą ostatniego zdania, że jest to BETA i nijak ma się do końcowego produktu. Kolejny plus tym razem za "facebook i twitter", w bliskiej odległości.
Piotr Lisowski:
Jedyne co można powiedzieć to to, że chociaż rzetelny skrót informacji - ciężko wymagać więcej od krótkiej wypowiedzi. 3+ możesz usiąść.
Marcin Chmielewski:
Z całym szacunkiem, ale nie wiem jak Pan dostał te robotę. Straciłem przez Pana 30 sekund życia - profanacja! "z powodu lenistwa internautów i niechęci do wszystkiego co nowe" - nie wiem w jakim świecie Pan żyje, ale na pewno nie w moim; mam tylko nadzieję, że jest Pan w nim szczęśliwy.
Tomasz Domiański:
"Sieć zmienia się od zawsze, bo taka jest jej natura" - Arystoteles może czuć się zawstydzony! Chociaż z drugiej strony on by to ujął chociaż logicznie, więc jednak 1:0 dla niego, ale był Pan blisko - to już coś.
Ode mnie:
G+ to nie facebook i jestem przekonany, że twórcy G+ NIE OGRANICZALIBY siebie tylko do takiej konkurencji. Już z samego równania facebook+twitter+skype(TAK skype też...)=G+ czyni G+ GWARANTOWANYM zwycięzcą JUŻ TERAZ. Gdybyście zrobili lepszy research i poczytali o tym jak powstawało G+ dowiedzielibyście się także o tym jak będzie wyglądać jego przyszłość i co szykuje dla nas google w najbliższych latach. Będę na tyle miły by wam podpowiedzieć magiczne nazwisko: Paul Adams. Powodzenia w DOINFORMOWANIU, przyda wam się.
Z poważaniem,
Tomasz Lewandowski