Siećpospolita Polska - blog geeka
Telefonie komórkowe nie wiedzą co to jest smartfon
Smartfony są już dziś jak komputery. Napędza je kawał złożonego oprogramowania, które, podobnie jak komputerowe odpowiedniki, może być łatane i rozwijane nawet po premierze urządzenia. Ale operatorzy sieci komórkowych mają to w nosie.
Jaka jest różnica pomiędzy „vanilla phone” i „branded phone”? To dwa popularne, internetowe określenia dotyczące sprzedawanych komórek. „Waniliowy” telefon to taki, który pochodzi bezpośrednio od producenta. Drugi, „brandowany", to wersja sprzedawana przez operatorów komórkowych. Różni się ona zmodyfikowanym systemem operacyjnym, dostosowanym do usług danej sieci. Przykładowo, w telefonach Ery mamy zestawy firmowych tapet, ikonkę BlueConnect, i tym podobne.
Ta praktyka miała sens za czasów „głupiofonów", kiedy to nikt nie bawił się w nowe wersje oprogramowania. Dzisiejsze smartfony to zupełnie inna bajka. Symbian, Android i inni gracze co rusz rozwijają istniejące rozwiązania na rynku i wydają nowe wersje systemów. Zmiany są często istotne: wydłużają czas pracy na baterii, poprawiają jakość zdjęć z aparatu cyfrowego, poprawiają wbudowane przeglądarki internetowe, i tak dalej. Użytkownicy „waniliowych” telefonów mogą pobrać update od razu po jego premierze. Z kolei ci, co mają brandowane urządzenia muszą czekać, aż ich telefonia łaskawie dostosuje nowy soft do swoich potrzeb i przekaże go producentowi telefonu, by ten z kolei umieścił go w usłudze aktualizacyjnej. Jak myślicie, ile czasu zajmuje operatorowi podmienienie ikonek i wklepanie predefiniowanej konfiguracji? Tydzień wydaje się długo, co?
Jestem zadowolonym posiadaczem Nokii 5800 XpressMusic. Urządzenie to napędzane jest Symbianem S60 5th Edition. Kupiłem go w Erze, przedłużając umowę. Czyli mam brandowany model. Za każdym razem, dopóki ów palmofon był na topie, aktualizacje wychodziły z bardzo małym opóźnieniem. Ale teraz komórka ma już dwa lata licząc od premiery, gorącym towarem to ona już nie jest. Więc Era nie ma żadnej motywacji finansowej, by poświęcić czas na przerabianie systemu. Pech chciał, że najprawdopodobniej najważniejsza aktualizacja dla Symbiana ukazała się w styczniu. Zmieniło się naprawdę bardzo wiele (na plus), więc update warto instalować („zrzut ekranu”, rozmazany ale nie umiem obsługiwać redakcyjnej lustrzanki, obok). Niestety, mamy koniec marca. Wciąż najnowszą wersją do pobrania jest 30.0.x. Aktualna to 40.0.x. Mam ten fart, że symbianowe telefony są identyfikowane przez usługę aktualizacyjną poprzez Product Code, który można łatwo zmienić, bez uszkodzenia systemu, ani żadnych przeróbek. Ale gwarancję oczywiście trafił szlag.
Wysłałem do Ery trzy maile z zapytaniem czy i kiedy ukaże się update. Odpowiedzi nie otrzymałem. Nie dzwoniłem – skoro oni mnie olewają, to nie będę się dobijał. Ale nie myślcie sobie, że to przypadek. Nie oczerniam tu ani Ery, ani Nokii – nie są jakimiś niechlubnymi wyjątkami. Wystarczy trochę pogoglać, aby się przekonać, że przytłaczająca większość operatorów odpuszcza sobie aktualizacje smartfonów wszystkich marek. Nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Dlatego też, jeżeli jesteście gadżeciarzami, takimi jak ja, i lubicie mieć wszystko nowe, świeże i aktualne, nie kupujcie smarfonów w promocji. Zostaniecie na lodzie.
Więcej o komórkach na: Mobileblog - blog o urządzeniach mobilnych

Kup najtaniej
A jeżeli ktoś jest taki gadżeciaż i lubi mieć wszystko nowe to jakim cudem wytrzymuje z 2 letnim telefonem? Jeżeli ja bym był kimś takim to mi by o wiele bardziej przeszkadzało używanie starego telefonu niż starego oprogramowania na nim.
Z Samsunga też nie można pobrać łatwej aktualizacji, bo ROM na komórce jest brandowany. Oczywiście standardowo - modyfikacja systemu na komórce równa się koniec gwarancji.
Jak im się nie chce dbać o telefony które brandują to niech się tym nie zajmują i dają wersję od producentów. I niech znikną te głupie obostrzenia gwarancji. To tak jakby sprzedać laptopa i w gwarancji zaznaczyć, że nie można aktualizować Windowsa na nim bo straci się gwarancje. Bzdura totalna.
Nie robi Ci różnicy to, że telefon, na przykład, starcza na pół dnia dłużej bez ładowania? Że jest wygodniejszy w obsłudze? Że działa szybciej? OK, Tobie nie robi, ale mi owszem
Pozdrawiam
coz - biedny gadzeciaz nie jest gadzeciazem
No właśnie i to mnie troche śmieszy. Zamiast wydawać 2 koła na telefon "mały komputerek" lepiej kupić netbooka za 1500zł i zwykły telefon do dzwonienia. No ale cóż, gadżeciarze to gadżeciarze