Siećpospolita Polska - blog geeka
RAM-u do komórki kupię...
Dzięki SPB Shell odłożyłem zakup HTC Desire na później. Teraz znowu się nad tym zastanawiam. Czemu? Nowe wersje aplikacji na nową komórkę co chwila zwiększają wymagania sprzętowe. W moim telefonie… zaczyna brakować RAM-u.
Od początku istnienia komputerów ich użytkownik, zwłaszcza w Polsce, musiał szybko się nauczyć podstawowe informacje o swoim sprzęcie. Albo samodzielnie, albo za pomocą kolegi, wymieniało się procesory, RAM-y, karty graficzne. Na nowy komputer rzadko nas było stać, a w erze wyścigu szczurów o wydajność komputer potrafił się zdezaktualizować nawet po roku.
Dziś mamy nieco inne czasy. Gry wideo są tworzone przede wszystkim na konsole, a programiści znowu zaczęli optymalizować kod. Nowoczesny laptop z Windows 7 powinien starczyć na wiele lat. Ale nawet w laptopie kiedyś możliwości się kończą. I tu znowu – odkręcamy tylną obudowę, wyjmujemy stare kości RAM, wkładamy nowe, pojemniejsze. Operacja banalna, ale jednak dla bardziej wiekowych maszyn wymagana. I, oczywiście, kosztowna.
Zachwycaliśmy się już możliwościami smartfonów, że są takie jak komputery. Ale, zdaje się, odziedziczyły po komputerach również ich wady. Moja dwuletnia Nokia 5800 XM dziś w drodze autobusem do pracy, jak surfowałem po Internecie Operą Mobile a w tle działało SPB Shell i odtwarzacz muzyczny, nagle odcięła mi muzykę, poinformowała o braku pamięci operacyjnej, po czym wszystko wyłączyła.
Mój telefon ma raptem dwa lata. Praktycznie na nim nie gram (sic!). Nie używam go też ekstremalnie. Więc jak to „brak pamięci operacyjnej”?! Czy to oznacza, że za 5 lat otworzę obudowę telefonu z tyłu i zobaczę sloty na dodatkową pamięć? Ja serio rozumiem, że nowsze oznacza lepsze. Nowe telefony potrafią więcej, są szybsze, mają lepsze aplikacje. Ale skoro mnie, póki co nie stać na nową maszynę, to chcę korzystać ze swojego telefonu tak, jak dotąd. Bez dokupowania RAM-u!
Kontynuujemy nasz nowy zwyczaj – jeżeli jakieś komentarze przykują moją uwagę, będę je publikował w następnej notce. Ważna uwaga: komentarze do komentarzy (sic!) umieszczamy pod odpowiednią notką (czyli tam, skąd one pochodzą). Mam nadzieję, że dzięki temu trochę postymuluję jeszcze dyskusję, zwłaszcza, że niejednokrotnie komentujący mają więcej ciekawych rzeczy do powiedzenia, niż ja sam ;)
Z notki pt. Nie kupię nowego iPhone'a, ale na pewno mi się spodoba wybrałem komentarz ampersky'ego:
Wydaj mi się, że istnieją pewne powody dla których ludzie kupują produkty Apple. Przykład: W sklepie widzę kilka rzędów laptopów różnych marek. Żaden nie przykuwa mojej uwagi. Wszystkie są podobne, tanie i mają identyczne możliwości. Obok leży sobie mały MacBook i co? Ekran niby podobny do tamtych, ale obraz jakby lepszy. Biały nie męczy oczów. Ascetyczny i bez wodotrysków. Klawisze pracują lepiej. Przemyślany w każdym centymetrze. Podobnie jest, gdy dotyka się iPhona. Codziennie spędzam przy komputerze kilka do kilkunastu godzin. I chcę mieć kontakt z czymś co jest wygodne i nie jest "tanie" w dotyku. To pierwszy powód i dlatego też postanowiłem kupić iPhona, a teraz planuję ProBooka.
Drugi powód to filozofia. Ascetyczne i bardzo użyteczne. Robione z myślą o użytkowniku.
Trzeci powód - technologia. Przemyślane rozwiązania. Lata badań i innowacji i dopiero wypuszczanie produktu. Żadnych półśrodków. Dlatego pojawiła się decyzja o niewspieraniu Flasha, który w swej naturze był rozwiązaniem doraźnym, gdyż oferował możliwości, które ówczesny HTML nie dawał. Żadnej prowizorki nawet najlepszej. Czas na HTML5.
Czwarty powód to Steve Jobs. Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Nie znam wielu podobnych ludzi, którzy mieliby tak klarowny obraz tego co się dzieje. Ludzie szukają przywódców w wizją. Dlatego mam problem z wyborami w tym roku, bo żaden z kandydatów nie ma wizji dla tego kraju, a jeśli ma to nie podoba mi się.

Kup najtaniej

Biorąc pod uwagę ceny kości pamięci, nic nie uzasadnia oszczędności producentów w tym zakresie. Z resztą powiedzmy sobie szczerze, że i tak koszt użycia wydajniejszych komponentów bez problemu można by przerzucić na kupującego, który nie odczułby praktycznie różnicy w cenie. Ale... No właśnie - kto by kupił kolejne "jeszcze lepsze i jeszcze szybsze" modele komórek, laptopów, nawigacji, skoro poprzednie doskonale by działały nie przez dwa lata, ale cztery czy pięć?
Biznes rządzi światem, a producenci w nosie mają użytkownika - on i tak kupi wszystko, co się odpowiednio zareklamuje jako niezbędne do życia.
Tu nie mogę nie nawiązać do tak krytykowanego Apple. Cóż bowiem z tego, że za Mac Book'a trzeba zapłacić dwa razy więcej, niż za innego laptopa, skoro za to bez problemów działa na nim nie tylko obecny system, ale i kolejny, a po nim jeszcze jeden... To samo dotyczy też aplikacji, które w jabłkowym świecie w kolejnych wersjach nie żądają od użytkownika wymiany procesora (z resztą - i tak nie byłoby jak) czy kupna nowego komputera.
I tutaj dochodzimy do sedna sprawy - szacunku wobec konsumenta, a raczej braku szacunku. Bo jak inaczej nazwać sprzedawanie produktów, które na dobrą sprawę są funkcjonującymi w trochę dłuższej perspektywie czasowej... jednorazówkami?
Tak czy inaczej chodzi o kase, kase i jeszcze raz pieniadze i to duze, kto nie nadaza ten tonie. Itp, itd.