Siećpospolita Polska - blog geeka
Predators - polowanie na fabułę
Na Predators poszedłem z wielką nadzieją. Bardzo fajne uniwersum, świetna obsada, świetny reżyser i czas na pokazanie prawdziwego kina o Drapieżcach, w przeciwieństwie do fatalnych AvP. Wyszedłem z kina… smutny.
Predator. Który geek go nie zna? Pojedynek Arnolda Schwarzeneggera z Drapieżcą przeszedł już do legendy, jako kino akcji na najwyższym poziomie. Druga część nie była już taka dobra, tym niemniej również to był kawał dobrego kina. Potem były Aliens vs Predator. Albo nie, nie były. Te filmy się nie stały. Zasługują tylko na zapomnienie, więc nie mówmy o nich. No i wreszcie, po latach, Predators (czyli Predator 3).
Film zapowiadał się super. Przeczytałem obsadę, przeczytałem kto reżyseruje, i skomentowałem krótkim „wow”. Pomysł jest prosty i znakomity zarazem: Predatorzy, dla rozrywki, porywają wybranych przez siebie ludzi. Ludzi wyjątkowo zdolnych w walce, czyli agentów wojskowych, wojowników Jakuzy, i tak dalej. Nieświadomych niczego, transportują na inną planetę, rezerwat bardzo podobny do Ziemi, po czym ich wypuszczają. Ofiary nie wiedzą jak tam trafiły, nie wiedzą nawet, że to nie Ziemia. A Predatorzy urządzają swoje polowanie. Super, prawda?
Też tak myślałem. Film zaczyna się bardzo dobrze. Mamy dużo mrugnięć okiem dla fanów serii, a świeże podejście do tematu bardzo orzeźwia. Predator kontra Adrien Brody? Laurence Fishburne jako szalony pustelnik? Wszystko to się jak najbardziej sprawdziło. To, co kuleje, to reżyseria i scenariusz.
Niestety, Predators chciał opowiedzieć dłuższą i ciekawszą historię, ale pocięto ten film strasznie. Nie stwierdziłem nawet jednej, świetnej sceny ze zwiastunu! Kojarzycie multum celowników na Brodym? W filmie tego nie ma. A sama historia to sieczka. Mamy polowanie, mamy wewnętrzną wojnę klanów między Predatorami, mamy dużo wątków fabularnych, które łącznie trwają po 3-5 minut, mamy specjalistów z różnych światów, którzy walczą w sumie tak samo. Po łebkach, byle szybko, byle znów można było pokazać scenę akcji. Wybaczyłbym, gdyby film mordował wizualnie. Tak niestety nie jest. Owszem, jest pewna ciekawa, surowa stylistyka, ale właśnie taka, która kojarzy się ze świetnymi scenariuszami. A tu mamy pustkę, chałę i kicz. Nie to, że Predators potrzebuje być czymś przesadnie ambitnym, ale reżyser cały czas nam to sugeruje, ale niestety nie serwuje.
Predators nie jest filmem złym. Nie jest też skierowany do fanów gier wideo, jak Aliens vs Predator. Mimo moich narzekań to całkiem solidny film akcji. Ale miało być mądrze, wyszło głupiutko. Miało być ciekawie, wyszło średnio. Miało być efektownie, wyszło skromnie. Szkoda. Fanom i tak polecam, wszak to nowy element uniwersum, ale ogólnie, to film na szkolną tróję…

Kup najtaniej
.. bedzie w wersji Director`s Cut .. na DVD lub BR
Najwyżej poczekam na wersję reżyserską, może będzie deczko lepsza.
Owe dwa nazwiska w obsadzie dostatecznie zwróciły moją uwagę. A właściwie trzy.
Pan Antal jest odpowiedzialny za genialnych Kontrolerów.
Dlaczego wątek z Fishbourne'em bez ładu i składu na siłę wklejony?
Pomysł jednak jest oryginalny i pominąłeś kilka aspektów, jak brak znajomości samych siebie, wzajemna nieufność i zdanie sobie sprawy, że jest się na obcej planecie, bez szans na powrót do domu, jako zabawki przeznaczone do wybicia.
Akcja z doktorem mi się z kolei zupełnie nie podobała.
Z resztą się zgadzamy
Cóż, uniwersum (jak ja rozumiem to pojęcie w odniesieniudo akcji filmu) oznacza całość otoczenia/akcji, powiedzmy "entourage" (rzecz ujmując najogólniej), nie moge się więc zgodzić, że "swojska" dżungla to ciekawe uniwersum (owszem - w "Predatorze" był to ciekawy koncept scenograficzny, tu - nie dodaje żadnej nowej wartości).
L.Fishburne - niewielka, nawiasem mówiąc, świetnie zagrana rólka ale... niepotrzebna. Wrzucono go aby "łopatologicznie"wyjaśnił parę aspektów (choćby dwurasowość Predatorów), sądzę, że można było to ciekawiej rozwiązać, a tak: pogadał, wyjaśnił i go zabili ;-) Faceta, który przetrwał 10 sezonów!!!
Fakt, nieufność, wzajemna nieznajomość siebie dodają nieco klimatu. Ale nieco to za szybko, zbyt pobieżnie rozegrane. Wciąż uważam, że filmowi brak "mysli przewodniej".
A wracając do uniwersum: obca planeta a doktor podaje łacińską nazwę systemową trującej rośliny! Lekkie przegięcie, czyż nie?
Predatorzy porywają super niebezpieczne osobniki z innych planet aby trenować w rezerwacie swoje umiejętności/uczestniczyć w dość ekstremalnym hobby czy co tam jeszcze, a wszystko w scenerii pokazanej na chwilę w AvPR... ooo, to by było coś! Rzeczywiście pchnięcie wątku na nowe tory, otworzenie świeżej koncepcji... no, ale zawsze najłatwiej mówić : "ja bym to zrobił lepiej" :-)))
Niemniej podtrzymuję swój pogląd, że film rozczarowuje, choć dla miłośników serii rzecz konieczna i warta obejrzenia.