Siećpospolita Polska - blog geeka
Przykra emerytura kineskopowego telewizora
Większość z nas, entuzjastów techniki, uważa posiadanie telewizora HD za coś oczywistego. A już z całą pewnością, jeżeli podłączamy do niego konsolę lub komputer. Użytkownicy „klasycznych” telewizorów wciąż jednak istnieją. O nich zapominają jednak nawet poważne firmy, czego dowodzi wpadka konsolowego Minecrafta.
Wiecie ile osób wciąż posiada kineskopowe telewizory i używa ich do oglądania filmów z komputera i grania w gry z konsol obecnej generacji? Nie? Ja też nie. Co więcej, nikogo to już nie obchodzi, więc nie zleca się badań na ten temat. Zarówno my, pismaki, jak i twórcy sprzętu i oprogramowania, zakładamy, że już macie telewizor HD. A jeżeli nie, to znaczy, że i tak nie używacie go do konsoli i komputera. Okazuje się, że przez ten cały czas popełnialiśmy pewien błąd.
Jedną z większych premier tej wiosny na konsolę Xbox 360 była gra Minecraft. Świecący triumfy sandboxowy dziwoląg (i nie mam tu na myśli nic pejoratywnego, po prostu trudno tę grę zakwalifikować do jakiegokolwiek gatunku) to absolutny fenomen na komputerach PC. Teraz mogą się nim cieszyć również konsolowcy.
Gra została wyceniona bardzo wysoko, jak na produkcję niezależną, dostępną wyłącznie w dystrybucji cyfrowej. Za możliwość zagrania w Minecrafta musimy zapłacić 1600 Microsoft Points, czyli jakieś 80 złotych. Mimo to, koszt wyprodukowania gry zwrócił się… w godzinę po premierze.
Jedną z unikatowych funkcji wersji konsolowej jest możliwość zabawy multiplayer nie tylko za pomocą Internetu, ale również na kanapie. Nawet czterech graczy może się bawić na podzielonym ekranie. I tu powstał pewien problem.
Konsola Xbox 360 obsługuje rozdzielczość PAL/NTSC. Odpowiednio dopasowuje do niej interfejs. Również gry mają obowiązek deklarowania na pudełku, czy pracują wyłącznie w HD, czy też można je uruchomić na PAL-u, który jest standardem telewizyjnym w Europie. Jak udało mi się kiedyś przekonać, jak zabrałem konsolę na działkową imprezę, niektóre gry wyglądają koszmarnie, a niektóre, tak jak napisane jest na pudełku, po prostu się nie uruchamiają.
Minecraft od strony technicznej przewiduje pracę w PAL. Niestety, z uwagi na niską rozdzielczość, zabawa w wiele osób na podzielonym ekranie, nie jest wtedy możliwa. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że w opisie gry nie ma o tym ani słowa. Studio Mojang, odpowiedzialne za grę, najzwyczajniej w świecie o tym zapomniało. Nie pomyślało, że ktoś jeszcze taki telewizor podłącza do Xboxa. Szybko się okazało, że takich graczy wciąż jest niemała ilość.
Gra ostrzega o ograniczeniach dla rozdzielczości SD tylko i wyłącznie po jej uruchomieniu. A więc już po zakupie. Niestety, struktura Xbox Live i sklepiku z grami nie umożliwia łatwego ubiegania się o zwrot pieniędzy. Wybuchła awantura.
Microsoft, który jest wydawcą xboxowej wersji dzieła Mojang, musiał zaimplementować specjalne rozwiązania na Xbox Live tylko po to, by umożliwić wprowadzonym w błąd graczom zwrot pieniędzy. Cała ta operacja i zamieszanie raczej nie wynikały ze złej woli Mojangu czy Microsoftu. Po prostu nikt już o „kineskopach” nie myśli.
Obawiam się, że takich sytuacji będzie coraz więcej. Coraz mniej gier będzie działało w rozdzielczości niższej, niż 720p, coraz mniej komputerów będzie obsługiwało tak niskie rozdzielczości interfejsu. Pytanie tylko: czy to problem? Czy ja w ogóle znajduję odbiorcę tej notki? Czy ktokolwiek z was korzysta w ten sposób z telewizora PAL? Komentarze są do waszej dyspozycji.
Siedem lat z YouTube. Dziękuję, chcę jeszcze więcej!
Z większości usług Google’a wyprowadziłem się z bardzo wielu różnych względów. Jest jednak jedna, która nie tylko jest najlepsza, ale i absolutnie bezkonkurencyjna. I właśnie obchodzi ona swoje siódme urodziny.
Google zawiódł mnie zbyt wiele razy, bym dalej mógł z niego korzystać. To nieprawda, że jego produkty są złe. W większości przypadków są bardzo dobre, niektóre bardzo innowacyjne. Sęk w tym, że konkurencja nie śpi i aktualnie wydaje mi się bardziej atrakcyjna. Korzystam z wyszukiwarki, bo nie ma ona realnej alternatywy. Korzystam z Google+ do autopromocji. No i korzystam z YouTube, bo… po prostu kocham ten portal.
Wszystko zaczęło się dokładnie siedem lat temu. To właśnie wtedy w Internecie, nieśmiało, pojawił się YouTube, który został stworzony jako hobbystyczny projekt byłych pracowników PayPala. Nie był on wtedy w żaden sposób powiązany z Google’em i jestem przekonany, że jego twórcom nawet nie śnił się jego gigantyczny sukces.
Pomysł na portal społecznościowy, który koncentruje się tylko i wyłącznie na klipach wideo nakręconych przez jego użytkowników, pisząc delikatnie, chwycił. YouTube w ekspresowym tempie zdobył tak gigantyczną popularność, że wkrótce zaczęła być ona problemem. Do dziś bowiem ten portal jest na tyle potężny, że… niedochodowy. Gigantyczne zyski i tak nie wystarczają, by zrównoważyć koszty jego prowadzenia. By zrozumieć o czym mówię, musisz zdać sobie sprawę z tego, że od momentu, w którym zaczęłaś lub zacząłeś czytać tę notkę, na portalu tym pojawiły się 72 godziny nowego materiału do obejrzenia (zakładam, że dotarłaś lub dotarłeś tu od początku tekstu w minutę). Teraz już rozumiesz o co mi chodzi? Na szczęście dla YouTube’a, został on przejęty przez Google’a. O płynność finansową martwić się nie musi.
Dziennie na YouTube’ie oglądanych jest cztery miliardy klipów. Osiemset milionów internautów z całego świata zagląda na wideoportal Google’a w ciągu miesiąca, oglądając trzy miliardy godzin nagrań. Do tej grupy ziemian należę ja. YouTube to wspaniałe miejsce, by zabić nudę. Oglądam tam głupie filmiki z kotkami, wspaniałe filmy dokumentalne BBC, filmy poradnikowe, nowe teledyski. Byłem na Vimeo. Byłem u konkurencji. Szybko i pokornie wracałem do YouTube’a.
Google, dzięki, że cały czas dokładasz do tego interesu. Masz zapewne w tym swój cel, ale mam to w nosie, skoro twój portal wciąż jest tak dobry. Może szkoda, że dzięki tobie odniósł sukces Justin Bieber, no ale nie wszyscy są doskonali… ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji siódmych urodzin!
YouTube to jedna z gorszych rzeczy jakie przydarzyły się internetowi!
Jakieś dziwny płacz po pierwsze to żeby oglądać YouTube nie trzeba mieć w ogóle konta! Po drugie to teraz byle każda strona aplikacja serwis żąda żeby podawać informacje o sobie (takie czasy) więc wolę podać je raz np. Google i mieć wszystkie usługi w jednej. No i jeszcze jedno nie odczuwam żeby google bombardowało mnie milinem ton dziennego spamu na mojej skrzynce co mam miejsce na wielu innych portalach ...
Jest to koronny przykład jak G wykorzystuje swoją pozycję monopolisty.
I nie jest tu tylko mowa o dokładaniu $ na utrzymaniu, gdyż podobno ostatnio przyniósł jakieś grosze. Większym problemem jest to że wycina przez do niezależną i co najważniejsze mającą zarabiać konkurencję. To nazywa się dumping i jest karalne.
Czemu nie korzystałeś z Vimeo(lepsza jakość video) czy z wrzuty(ma "mniej oficjalne" materiały)? Odpowiedź prosta, bo przez praktyki monopolistyczne nie zapewniły Ci one interesujących treści.
Zapytasz co w tym złego, przecież dostajesz produkt najwyższej jakości?
To w tym złego że nawet jeśli pominiemy to, że wypacza idee nowoczesnego wolnego rynku i jest najzwyczajniej nielegalne, google zmusza nas do założenia u siebie konta i oddania mu swoich danych. Po zmianie regulaminu G, co jak tłumaczył było dla naszego dobra i co dziwne wszyscy łyknęli nie można mieć konta tylko na YT.

Kup najtaniej

i to tylko tym wypukłym, wyblakłym
gdzie jest sens kupowania czegoś lepszego jak już autor wspomniał na działkę?