Miliony za e-booka
E-booki podbijają rynek czytelników i serca pisarzy
Pewnie jeszcze nie znacie nazwiska Amanda Hocking? Wkrótce poznacie. Ona, wraz z jej podobnymi, przeciera szlaki cyfrowej dystrybucji.
|
Amanda Hocking sprzedała ponad 450 000 kopii swoich dziewięciu książek o zjawiskach paranormalnych. I to tylko w ostatnim miesiącu. Co w tym ciekawego? Wszystkie występowały wyłącznie w formie e-booków. Hocking miała dość użerania się i płaszczenia przed wydawcami, by ci chcieli wydajć jej książkę. Postanowiła sama zostać swoim wydawcą. Książki umieściła w e-sklepach, takich jak Amazon czy Barnesandnoble.com. W maju sprzedała kilkaset kopii, w czerwcu tysiące. Rok 2010 zamknęła z wynikiem 164 000 sprzedanych książek. Wszystkie sprzedawała niedrogo (99 centów do 2,99 dolara), wyłącznie w cyfrowej formie. W styczniu sprzedała 450 000 kopi. E-booków. Jedyne, co musiała zrobić (poza, oczywiście, napisaniem książki) to umieszczenie jej ze swojego domowego komputera w wybranych przez siebie e-księgarniach. Cenę ustaliła inspirując się iTunes. Jak sama twierdzi, wie po samej sobie, że zbyt droga rzecz w Internecie zwyczajnie nie znajdzie nabywcy. Większość e-księgarni, w zamian za umieszczenie książki w swojej ofercie, oczekuje 30% zysku ze sprzedaży. A co z resztą? Tak, 70% trafia do kieszeni autora. W przypadku tradycyjnego rynku, proporcje te są zgoła odwrotne… |


KUP NAJTANIEJ
Nie wyobrażam sobie czytać ebooka jak zwykłej ksiązki. Fizycznego papieru i druku nie zastąpi wgapianie się w ekran. Książkę możesz zabrać do kibla, do pociągu, możesz czytać leżąc w szpitalu. Satysfakcja z zakupu i przeczytania normalnej ksiązki to coś czego ebook nigdy nie osiągnie.
Tak samo jak żadne mptrzyki, CD i inne cyfrowe wynalazki nigdy nie zastąpią brzmienia płyt winylowych, a ultra nowoczesne cyfrowe wzmacniacze nigdy nie zastąpią wzmacniaczy lampowych.
Jeszcze nie tak dawno Agfa i Kodak twierdziły, że fotografia cyfrowa przyjmie się tylko w segmencie amatorskim. I co Agfy już dziś nie ma.
A tak przy okazji im więcej e-booków tym więcej drzew będzie rosło dłużej.
Dzieci do szkoły zabiorą mały czytnik zamiast 7 kg książek, a juz teraz widać, że niektóre śmigają z walizkami na kółkach do szkoły.
Autor sam będzie ustalał ceny, a książki będą się same promowały. Przy rozsądnych cenach nikt nie będzie kombinował z bezsensownym kopiowaniem.
Tak btw - ebooka też da się zabrać do kibla.
PS. Nie mam nic przeciwko papierowi. Nie lubię jednak pustej gadki.
Oczywiście, że każdy może mieć swoje zdanie.
Jeśli uważasz to za czad, możesz nawet książki czytać przy świecach.
Niektórzy twierdzą, że to dopiero jest klimat.
Może malarstwo na skałach zamiast filmu w kinie :-)
Można mieć inne zdanie ale nie każdy CUDAK jak Ty powinien krytykować innych
Serca jakich pisarzy? Stephena Kinga? Nie?
Znowu żeś Gajewski zerżnął newsa z innej strony, opublikował tłumaczenie 1/3 oryginalnego artykułu jako swoje własne i w dodatku tym razem kompletnie popsułeś całość bo o innych autorach już nie pisałeś bo się tłumaczyć nie chciało.
Skończ już waść i wstydu sobie oszczędź. Nie dość że najwyraźniej mierny z Ciebie redaktor skoro sam z siebie nie umiesz nic napisać, to jeszcze tłumacz leniwy bo nawet do połowy tekstu nie dojdziesz a już dalej Ci się nie chce, machasz ręką i publikujesz co masz.
Jak Ci kiedyś kilka zagranicznych serwisów wytoczy pozew zbiorowy o kradzież własności intelektualnej to nie zapomnij swojej linii obrony przetłumaczyć tylko do połowy i przedstawić w sądzie w formie notatki
Czego Ci więc brakuje? Jaki pozew sądowy? O czym Ty mówisz?
Ostrzy też sobie zęby żeby móc puszczać między nimi swoje winyle. Nie zauważył tylko, że rozum się od tego wytrząsa, co widać na obrazku.
Czytuję e-booki w kiblu, przed dwoma tygodniami czytałem w szpitalu; fakt - w pociągu nie, ale tylko dlatego, że dzisiaj pociągiem nie łatwo pojechać.
I wiem, że żaden nośnik nie przeniesie brzmienia sali operowej czy koncertowej; ponad wszelką wątpliwość nie winyl.
Papier nostalgicznie przyjemny; czytnik cyfrowy - wyjątkowo wygodny. I tyle.
Czytam książki w telefonie od czasów SE T68. Wtedy to było wyzwanie bo ekranik mikruśny ale gdy się człek wciągnie to nie ma znaczenia. Teraz mój telefon ma ponad cztero-calowy ekran i to już w ogóle bajka. W każdych warunkach czytam bo go mam pod ręką. Czekam na kogoś, wyciągam telefon i czytam. Wiszę na drążku w tramwaju, drugą rękę mam wolną i mogę poczytać. Budzę się w nocy, nie muszę używać lampki i budzić okolicy, delikatne światło wyświetlacza nie przeszkadza a kartki nie szeleszczą. Siedzę na nudnym spotkaniu - też czytam. Lubię również szelest papieru i zapach nowej książki. Na tym się wychowałem. Jednak telefon daje mi znacznie więcej swobody i dzięki temu czytam znacznie częściej i więcej. Co ważne czytam to co akurat odpowiada mojemu nastrojowi czy potrzebom bo mam na karcie kilka pozycji zarówno zawodowych jak i swobodniejszych. W wydaniu papierowym ciężko to powtórzyć.
Miejmy nadzieję, że docelowo ta ewolucja faktycznie doprowadzi do takiego poziomu cen. Póki co w tej cenie możemy jedynie korzystać z czytelni online, co w gruncie rzeczy też jest niezłym rozwiązaniem
Znacie może jakieś podobne serwisy? Np. z literaturą fantasy?