Apple
Nowe MacBooki Pro z Core i7 są zbyt gorące
Procesor Core i7-620M to z pewnością jeden z najszybszych procesorów na rynku. Niestety, równie szybkim, co wydzielającym znaczne ilości ciepła. Wygląda na to, że zbyt znaczne, jak na obudowy MacBooków.
|
17-calowy MacBook Pro, którego od niedawna można wyposażyć w procesor Intel Core i7-620M, za bardzo się grzeje, jak wynika z doniesień użytkowników i testów umieszczanych w Sieci. Problemem jest piękna, ale zbudowana w całości z aluminium obudowa, która według założeń konstruktorów miała pozostawać chłodna. I w większości przypadków zdaje to rezultat. Niestety, jak wynika z testów, pod dużym obciążeniem temperatura układu Intela sięga nawet 101 stopni, co wystarczyłoby do zagotowania wody, a tym bardziej do rozgrzania obudowy MacBooka, której w takim przypadku nie da się nawet dotknąć. Na szczęście, kiedy maszyna się przegrzewa, procesor automatycznie wchodzi na "niższe obroty", jednocześnie generując znacznie mniej ciepła. Nie jest to jednak stabilne rozwiązanie. Firma z Cupertino zapewne przygląda się zaistniałemu problemowi, ale jeszcze nie poinformowała o wynikach. |



Kup Najtaniej
design, wykreowany image, a co poza tym?
Program pozwala ustawiać obroty wiatraczka. Na prawdę dobra rzecz.
i tylko mi tu nie porownywac ze inni tez takie wtopy maja
bo tyle co apple ostatnio tych wtop mialo to NIKT nie mial
I to bez watpienia jest jeden z gwozdzi do jej trumny szkoda.
Ok, może i Snow Leopard kosztuje 150zł, ale zauważ, że kupując ten system jesteś prawnie zmuszony posiadać komputer Apple, bo chcąc pozostawać w zgodzie z licencją musisz mieć komputer tejże firmy. Tak więc niska cena systemu ma na pewno odbicie w wyższej cenie sprzętu - coś jak komórka za złotówkę: operator i tak sobie odbije jej koszt w 24- lub 36-cio miesięcznym abonamencie, ale użytkownik będzie miał świadomość, że zapłacił za nią "tylko" 1zł, a koszt abonamentu gdzieś umyka w tych wyliczeniach.
Kupując Windows płacisz faktycznie za oprogramowanie i możesz je sobie zgodnie z licencją zainstalować nawet w sokowirówce (o ile oczywiście się da) i Bill wcale nie będzie miał do Ciebie o to pretensji. Ponadto Microsoft nie ma też *bezpośredniego* zysku ze sprzedaży laptopów, komputerów itp. marki Microsoft (nie mówię o znaczku Windows Certified), bo takowych po prostu nie ma (zostawmy palmtopy, MP3 itp., skupmy się tylko na "dużym" Windows), tak więc takie 400zł zysku (załóżmy, że to minimalna kwota zysku aby biznes się opłacał) musi w całości pochodzić z oprogramowania, i nie może być podzielone 150zł (płyta CD z systemem) + 250zł (jego pozostały koszt wliczony w cenę komputera).
Kupię Snow Leopard za 150zł, zainstaluję go na sokowirówce, i pochwalę się tym w internecie - mogę być niemalże pewny, że za chwilę Apple stanowczo zareaguje w tej sprawie i wytłumaczy mi, że właśnie złamałem ich postanowienia licencyjne (Snow Leopard tylko na sprzęcie Apple) i w związku z tym mam generalnie przechlapane (vide sprawa Gizmodo i policji) oraz dożywotni zakaz kupna ich komputerów (vide sprawa studenta kupującego iPady dla kolegów spoza USA). Nie daj Boże jeszcze opracuję sposób, jak zainstalować Snow Leopard na każdej sokowirówce i zacznę go sprzedawać, to wtedy czeka mnie i mojej firmy koniec (vide sprawa firmy - nie pamiętam nazwy - która sprzedawała program umożliwiający instalację MacOS na komputerach x86 nie-Apple).
Zakładamy, że sokowirówka NIE JEST firmy Apple
Chodzi mi o to, że nie można porównywać ceny systemu, który jest robiony przez producenta tylko pod jego urządzenia (i producent automatycznie rozkłada sobie koszta na wszystkie produkty, bo i tak mu nikt konkurencji prawnie nie może zrobić) do ceny produktu uniwersalnego, gdzie zysk jest tylko ze sprzedaży tego jednego produktu, bo reszta urządzeń niezbędnych do działania może pochodzić od innych producentów, którzy nie podzielą się zyskiem - bo i dlaczego?
"Był sobie człowiek, który jeździł Rolls Royce. Jeździł nim i jeździł, i wszystko było dobrze, aż do pewnego dnia, kiedy to nagle pękła mu tylna oś. Człowiek ten zaprowadził swojego Rollsa do autoryzowanego firmowego warsztatu tejże firmy, gdzie fachowcy w ciągu jednego dnia wymienili mu pękniętą oś. Następnego dnia samochód był w pełni sprawny i do odbioru. Człowiek pyta się szefa warsztatu:
- Ile płacę za naprawę?
- Nic.
- Jak to nic? Przecież to Rolls Royce, popsuła się oś, to na pewno droga część...
- Proszę pana, w Rolls Royce osie nie pękają. Życzymy miłego dnia."
Tak więc który samochód ma najtańsze części zamienne i koszty napraw? Nie Audi, nie Skoda, tylko Rolls Royce