Google będzie walczyć z próbami zamykania takich stron jak Pirate Bay
Google: antypirackie prawo to tragedia dla wolności słowa
Eric Schmidt, już nie dyrektor generalny, ale wciąż ważna postać w Google'u, skrytykował próby wprowadzenia przez amerykański rząd ustawy antypirackiej.
|
Schmidt ostrzega w swojej wypowiedzi, że rządowe plany blokowania dostępu do stron internetowych, na których użytkownicy dzielą się plikami, mogą być "katastrofalnym precedensem" dla wolności słowa. Były CEO firmy z Mountain View zapewniał na spotkaniu z dziennikarzami w Londynie, że Google będzie potępiać i zwalczać wszelkie próby blokowania dostępu do witryn takich jak Pirate Bay, nawet jeśli ustawa faktycznie zostanie przyjęta przez amerykański rząd i podpisana przez prezydenta Obamę. Schmidt zwrócił uwagę między innymi na fakt, że złożonych problemów nie można naprawiać "prostymi sposobami", a zamykanie protokołów DNS jest właśnie takim rozwiązaniem. |
Oferty ze sklepu CHIP


Kup Najtaniej
Google to firma prowadzona przez geeków z ideą. Całe szczęście że jest tak silna firma w świecie IT, która jest przeciwwagą dla takiego szajsu jak M$ i Apple którym takie cenzurowanie internetu jak jak najbardziej na rękę.
Google należą się ogromne brawa, nie boją się rządu tylko stają do walki w słusznej sprawie. Najpierw przyszło im walczyć z cenzurą w Chinach, a teraz już w samych Stanach... co to się porobiło.
USA jest tu zdecydowanie ważniejsze, bo to oni stanowią kontrolę globalnego netu.
Obama mógłby naprawdę zająć się poważnymi rzeczami i przestać antagonizować do siebie społeczeństwo.
http://www.chip.pl/news/wydarzenia/trendy/2011/05/google-pozycza-3-miliardy-dolarow..
ha ha ha wielcy naiwniacy są wśród nas
kiedyś na początku swojej drogi, google rzeczywiście chyba był taką firmą, teraz nie ma się co łudzić, to wielki koncern nastawiony na zysk
Przecież możesz sobie założyć firmę charytatywną. W czym problem?
Najlepszy przykład podniesienie podatku VAT, wprowadzanie kas fiskalnych - organy zamiast łapać przestępców i oszustów liczą, że wprowadzenie większej "kontroli" spowoduje, że ci co byli nieuczciwi będą teraz uczciwi - to jest śmieszne po prostu.
Człowiek jest wolny tylko wtedy, kiedy nie jest kontrolowany przez państwo bez jego wiedzy a ewentualne przyzwolenie na tę kontrolę przydziela niezawisły sąd, przeciwnym wypadku to już jest dyktat.
USA mogą sobie wprowadzić banowanie adresów IP w DNS, ci co są nieuczciwi uruchomią swoje DNSy maskowane innym protokołem wprowadzą aplikację która zintegruje to z systemowym DNSem i po temacie. Znowu ucierpią tylko ci co są uczciwi i dlatego Google broni internet przed absurdem lenistwa służb odpowiedzialnych za ściganie przestępców.
To jest jak najbardziej OK!!!
Ludzie którzy siedzą w "podziemiu" i tak obejdą problem z DNSami a, jak słusznie zauważyliście, dostanie się znowu po uszach przy okazji tym, którzy działali w świetle prawa. Kto będzie decydował? Jakiś urzędnik państwowy, czy sędzia? Na wniosek organizacji antypirackich będą zamykane całe serwisy jeśli znajdzie się w nich choćby jeden materiał objęty prawem autorskim?
Co z cytowaniem? Wszyscy pójdą w ślady Kazika Staszewskiego i jego sfory prawników i za cytowanie lub "niewygodne" treści będzie można odłączyć IP witryny od DNSa?
Takie radykalne metody mogą tylko zniechęcić i nastawić negatywnie ludzi do prawa i rządu, który poświecą czas i pieniądze na walkę z wiatrakami.
Witryna "The Pirate Bay" to skrajny przykład ale kto zagwarantuje, że oprócz nich nie posypie się lawina odłączania czego popadnie? Choćby witryn o charakterze opozycyjnym wobec rządzących.
Dają sobie narzędzie, które pozwala na manipulacje i, jak zwykle, zwiększenie władzy.