Śmierć w stylu Web 2.0
Prokurator generalny Mark Shurleff umieścił wpis na Twitterze, który z pewnością przejdzie do historii i stanie się przykładem na cyfryzację świata. Prawnik na mikroblogu „pochwalił się” wydaniem wyroku śmierci.
|
Oto typowe wpisy na mikroblogach: „Zjadłem zupę, była dobra”, „Gwiezdne Wojny to jednak fajny film”, „Kocham Anię”, „Właśnie wydałem zgodę na egzekucję Garndera. Niech Bóg ma litość nad nim, której on pożałował swoim ofiarom”… zaraz, zaraz, że co??? Ostatni wpis pochodzi od 53-letniego Marka Shurtleffa, prokuratora generalnego stanu Utah. Wysłany został z iPhone’a i wylądował na Twitterze. Portal społecznościowy najprawdopodobniej po raz pierwszy posłużył się do przekazania tak „ciężkiej” wiadomości. Ale nie po raz ostatni. Shirtleff od tej pory relacjonował na bieżąco przebieg egzekucji mordercy Ronnie’ego Lee Gardnera. Zastanawiamy się jakie to było uczucie śledzić na bieżąco „ćwirki” na temat stracenia człowieka. |


KUP NAJTANIEJ
Komentarz w takiej sprawie to upust wlasnych mysli w medium, ktore tylko pozornie wyglada jak kazde inne typu telewizja czy radio.
To przekraczanie pewnej granicy otwartosci. Dla mnie ten prokurator zachowal sie jak gowniaz po dwoch piwach majac technologie w kieszeni.
Gubernator a prokurator to różnica. News traktuje o prokuratorze a ten jest STRONĄ w procesie sądowym a nie sędzią od wydawania wyroku.
"Twitter jako miejsce prywatne??? BUHAHAHAHA! Czy mówisz o tym miejscu gdzie umieszczasz dowolny wpis i cały świat może go
przeczytać?"
Mylisz prywatność z miejscem prywatnym. Tu chodzi o to w tym sensie że jest to profil prywatny a nie oficjalny. Tak jak masz np dwa konta mailowe. Jeden służbowy do spraw firmowych a drugi prywatny.
I tak samo tutaj. Gdyby powiedział to przed kamerami to by nie było oburzenia. A dlaczego? Bo przed kamerami by to mówił jako prokurator generalny, jako osoba publiczna pełniąca oficjalne funkcie. Na twitterze czy innym cudactwie nie ma już prokuratora generalnego tylko jest Mark Shurleff, prywatna osoba która pisze o tym co lubi jeść, oglądać, co widział w kinie... i do czyjej śmierci doprowadził.
I to jest właśnie ta różnica.
Tekst wiadomości w żaden sposób nie był obraźliwy także co za różnica czy został napisany na tweeterze a nie na stronie New York Times'a?
2. w internecie można znaleźć takie rzeczy, że nawet relacja z egzekucji nie jest już niczym nadzwyczajnym (AFAIR egzekucja Saddama Hussaina też była w sieci). Złośliwie rzecz ujmując to powrót do korzeni - w końcu chyba jeszcze do XIX wieku egzekucje wykonywano publicznie. A więc niczego historycznego bym się w tym nie dopatrywał.