Web 2.0
Witryny społecznościowe pomagają zrujnowanemu Haiti
Awarie i przeładowania tradycyjnych środków komunikacji to poważny problem na ogarniętym kataklizmem Haiti. Z pomocą przyszły… portale społecznościowe.
|
Trzęsienie ziemi na Haiti to nie lada problem dla tego niewielkiego i niezbyt zamożnego kraju. Kraje z całego świata organizują akcje charytatywne i ratownicze, jednak nawet one stanęły przed poważnym problemem: infrastruktura telekomunikacyjna Haiti jest poważnie uszkodzona i wymiana informacji stała się poważnym problemem. Tu z pomocą przyszły, dość niespodziewanie, portale społecznościowe. Twitter stał się głównym kanałem wymiany informacji, Ushahidi zaś opracowało mapę cyfrową, która na bieżąco jest uaktualniana i obrazuje miejsca, które wymagają natychmiastowej pomocy. Google i Facebook z kolei tworzą na bieżąco listę osób zaginionych. Niektóre portale Web 2.0, które nie podały swoich danych ze względu na bezpieczeństwo przepływu informacji, otworzyły też swoje prywatne łącza satelitarne, by pomóc działającym na miejscu służbom. Skype prześle wszystkim swoim użytkownikom na Haiti 2-dolarowe vouchery na rozmowy SkypeOut. Jeden voucher wystarczy na co najmniej godzinę połączeń do USA i innych krajów objętych globalną niską stawką lub na co najmniej 15 minut na połączenia z Dominikaną. Twitter pomaga również w szukaniu znajomych – kanał #realtivesinhaiti służy teraz do wymiany informacji o losach zaginionych zaś #rescuemehaiti to miejsce, gdzie można szybko zgłosić służbom potrzebę natychmiastowej pomocy. Problemem, niestety, stali się internetowi dowcipnisie, którzy wykorzystują wolność dostępu w Internecie i sieją dezinformację. Tu jednak najwięksi konkurenci postanowili ze sobą współpracować – większość witryn Web 2.0 współpracuje ze sobą, by eliminować fałszywe informacje. |


KUP NAJTANIEJ
http://www.tvn24.pl/-1,1638819,0,1,tam-zabijaja-za-butelke-wody8221,wiadomosc.html
P.S.
Wczoraj poraziła mnie jedna wiadomość. Pewien redaktor (stację przemilczę) relacjonował, że na przeciwko jego hotelu jest obozowisko, gdzie ludzie umierają z głodu i wycieńczenia i potrzebują natychmiastowej pomocy. Rozumiecie? "Na przeciwko jego hotelu" - czyli gość siedział w hotelu, miał dostęp do internetu, transmisji satelitarnych i bieżącej wody, a na ulicy ludzie umierali. No ale on nie przyjechał ratować, tylko zbierać sensacje dla żądnych krwi i śmierci widzów/słuchaczy/czytelników*.
* - niepotrzebne skreślić
- Dlaczego polscy ratownicy musieli lądować w Dominikanie?
- Bo na lotnisku Port-au-Prince pierwszeństwo mają dziennikarze z "CNN News".