Google Książki
Google dzieli się swoimi zasobami z konkurencją
Google zdecydował się podzielić zasobami swojej usługi Książki. Gigant najprawdopodobniej chce w ten sposób uniknąć procesu antymonopolowego.
|
Dzięki usłudze Google Książki możemy przeszukiwać miliony zeskanowanych książek z całego świata. Zyski z usługi są następnie dzielone między Google’a i właścicieli praw autorskich. To jednak nie podoba się konkurencji, takiej jak Amazon, Yahoo! czy Microsoft, którzy są zdania, że ta usługa, biorąc pod uwagę pozycję giganta na rynku, to praktyka monopolistyczna. Google nie chce jednak dopuścić do zamknięcia usługi. Koncern z Moutain View poszedł więc na ustępstwo i udostępnił wszystkie zasoby Google Książki swojej konkurencji oraz księgarniom. Dla przeciwników usługi Ksiązki to za mało. O jej losach będzie musiał zadecydować sąd. Usługa działa nieprzerwanie od 2004 roku. Zobacz też inne kontrowersje związane z usługą |


KUP NAJTANIEJ
pomijam kwestię druku, rys., fotografii itd.
Wydawnictwa naukowe, dawno zamieniłem na internet. Widzę światełko dla podręczników, lektur i ebooków ale s-f [i inne gatunki] to tylko i wyłącznie na papierze - chociaż nie jestem fanem książek [1-2 zakupione w ciągu roku]
Masz całkowitą rację. Nagłośniej krzyczą pośrednicy, których wartością dodaną jest jedynie reklama, korekta, ewentualne tłumaczenia. Pomiędzy Autorami a właścicielami praw autorskich jest duża różnica... Niech zapytają Autorów i Czytelników co o tym sądzą... Wydaje mi się, że Google dba najbadziej o te dwie grupy ludzi i to lubię :-)
Elektroniczna księgarnia ma jeszcze jeden ciekawy aspekt. Google nie będzie płacić za książkę tylko za stronę, precyzyjniej za ilość wyświetlonych/klikniętych reklam. Marna książka, którą ktoś kupił pod wpływem reklamy i rzucił do pieca po przeczytaniu 5 stron niewiele zarobi, dobra książka do której człowiek wraca wielokrotnie, żeby sobie odświeżyć jeszcze raz najlepsze fragmenty zarobi wielokroć więcej. Autorzy, którzy traktują książkę jak przemysł (gniot->reklama->zysk) też będą mieć niewesoło. Trzeba się nparawdę postarać, aby reklamą zmusić kogoś do przeczytania książki a nie tylko posiadania (zakupu).
To czemu nie przyprowadzisz swojego samochodu, nowego, zakupionego rok temu do warsztatu pana Zbysia, tylko pchasz do ASO?
Czemu nie pójdziesz do dentysty w przychodni, tylko wleczesz się do prywatnego gabinetu?