Cyrograf?

W Sieci pojawiła się poprawka do Windows Media Playera 7.1. Nie byłoby w tym nic ciekawego gdyby nie fakt, iż uaktualnieniu - oprócz samego programu - uległa również licencja jego użytkowania.

Wszystko wskazuje na to, że Microsoft przypuścił ostatni, decydujący atak na poczucie niezależności użytkowników pecetów. Otóż niedawno opublikowano kolejną poprawkę do Media Playera 7.1, łatającą dosyć poważne „dziury”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż jednocześnie z załataniem luk w programie „uszczelniono” nieco licencję jego użytkowania. Wydaje się ona kolejnym krokiem ku realizacji zapowiadanych już od jakiegoś czasu planów zaprojektowania „systemu idealnego”.

O co tu właściwie chodzi?

Okazuje się, że w momencie instalacji wspomnianej poprawki do WMP Bill G. nabywa prawo do administracji naszym komputerem. Jak bowiem inaczej zinterpretować punkt licencji, zgodnie z którym „Microsoft może dostarczać związane z ochroną aktualizacje Składników SO (Składniki oprogramowania systemu operacyjnego firmy Microsoft Corporation […], łącznie z dokumentacją w formie <> i dokumentacją elektroniczną, zwane wspólnie <>), które będą automatycznie pobierane z Sieci przez komputer Licencjobiorcy”? I czy rzeczywiście takie rozwiązanie musi wychodzić na dobre użytkownikom? Można by o tym długo dyskutować, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie „dokonania” giganta z Redmond – np. dystrybuowanie groźnych wirusów wraz z narzędziami programistycznymi.

Nie mniej interesująco brzmi dalszy ciąg wspomnianego punktu umowy licencyjnej. Automatyczne poprawki mogą mianowicie „pozbawić Licencjobiorcę możliwości kopiowania i/lub odtwarzania Treści Chronionych oraz używania innego oprogramowania na swoim komputerze”. Wyjaśnijmy, że „Treści Chronione” to pliki zabezpieczone za pomocą mechanizmu DRM (Digital Rights Management), mającego na celu umożliwienie „bezpiecznej” dystrybucji np. komercyjnych nagrań audio. Któż jednak zagwarantuje nam, że Microsoft nie zechce kiedyś zadbać o nasze sumienia – np. ostatecznie odsuwając od nas pokusę obejrzenia filmu zakodowanego DivX-em czy posłuchania „empetrójki”? Na dodatek w przypadku przygotowania poprawki firma „dołoży odpowiednich starań, aby udostępnić w witrynie sieciowej jej objaśnienia”. Pytanie tylko, jakie starania są dla Microsoftu odpowiednie i któraż to witryna posłuży do publikowania objaśnień?

Bilet w jedną stronę

Co ciekawe, twórcy opisywanego patcha nie przewidzieli możliwości jego odinstalowania. Zadziwiająco przypomina mi to cyrografy podpisywane własną krwią. A te z kolei zawsze – jak dowodzą amerykańskie filmy i polska literatura – w ostatecznym rozrachunku opłacają się tylko rogatemu „licencjodawcy”… Może jednak już czas poszukać alternatywy dla Microsoftu?

Z ostatniej chwili: W momencie zamykania numeru Microsoft zadeklarował usunięcie wszelkich niejasności i zmianę tekstu licencji.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.