Pentax K-7

Sztandarową lustrzankę Pentaksa wyposażono w szokująco dużą liczbę funkcji, często niezwykłych i absolutnie nowatorskich, a przy tym – bardzo przydatnych.
Pentax K-7

W   porównaniu z gigantami, takimi jak Sony, Samsung, Panasonic czy Canon, Pentax to mała firma (nawet po połączeniu z koncernem Hoya). Dlaczego warto to wiedzieć? Bo to doskonały przykład na prawdziwość powiedzenia: “jesteśmy mniejsi, więc bardziej się staramy”. W przypadku ich nowej lustrzanki – modelu K-7 – ta staranność jest szczególnie widoczna. Nie ma chyba obecnie aparatu, który mógłby się z nią równać pod względem możliwości, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę najdroższe korpusy Canona czy Nikona. Bogactwo opcji, jakie znajdziemy w menu tego aparatu, jest powalające. Nawet drukowana instrukcja (wersja w języku polskim!) ma 364 strony. I warto ją nosić przy sobie, mimo że obsługa aparatu jest dość intuicyjna. Po prostu często zdarza się, że na początku nie wiemy, do czego jakaś funkcja służy, bo… nikt do tej pory niczego takiego nie proponował. Na przykład opcja o skromnej nazwie “Dostosowanie kompozycji”. Po jej uruchomieniu możemy przesunąć matrycę w górę, w dół, na boki lub nawet lekko ją przekręcić, uzyskując podobne efekty jak przy zastosowaniu obiektywów typu Tilt&Shift.

Przesuwanie matrycy? Toż to rewolucja! Ale takimi rozwiązaniami K-7 nafaszerowany jest po czubek obudowy pryzmatu. Słyszeliście, żeby w jakimś aparacie można było regulować kolorystykę wyświetlacza? Albo intensywność działania balansu bieli?

A słyszeliście o funkcji, która automatycznie dobierze taką przysłonę obiektywu, żeby wyszły zdjęcia najlepszej jakości? Ten aparat sam robi też zdjęcia typu HDR, sam koryguje dystorsję i aberrację obiektywu. Warto wymienić też  takie, spotykane już w innych modelach, “drobiazgi”, jak rozbudowany interwałometr, elektroniczna poziomnica (również w wizjerze) czy tzw. pułapka ostrości (aparat robi zdjęcie, gdy obiekt pojawi się w polu ostrości). Oczywiście nie zabrakło trybu Live View czy nagrywania filmów wideo – to zaledwie niewielki procent możliwości K-7. Zupełnie oddzielną sprawą jest edycja zdjęć w aparacie: nie tylko wywoływanie RAW-ów, ale mieszanie, nakładanie na siebie dziesiątków różnych filtrów i korekcji – w dowolnej ilości i kolejności, niemalże tak, jakbyśmy pracowali w Photoshopie.

Niezależnie od tego Pentax K-7 to po prostu rewelacyjny aparat. Oparty na magnezowym szkielecie korpus jest bardzo wytrzymały i w pełni uszczelniony, dzięki czemu nie straszne mu fotografowanie w deszczu czy pyle pustyni. Kształ uchwytu i rozmieszczenie przycisków sterujących są dobrze przemyślane, a tak dużego wizjera w lustrzankach klasy APS-C jeszcze nie widziałem. Jakość zdjęć – na wysokim poziomie.

Pentax pokazał, jak można i jak powinno się konstruować aparaty – wszyscy inni producenci powinni się zapisać do niego na korepetycje…