Tesla kontra Top Gear. Czy auta elektryczne są do niczego?

Znacie Top Geara? Na pewno znacie. W jednym z odcinków wersji telewizyjnej, trzy lata temu, koledzy skrytykowali samochód Tesla Roadster. Autorzy "przełomowych rozwiązań" nie lubią krytyki, pozywają redakcję.

Jeremy Clarkson, recenzując Teslę Roadster, czyli nowoczesny, elektryczny samochód, krytykował jego niepraktyczność. Jego zdaniem po 55 milach trzeba go odstawić do garażu i naładować. Tesla twierdzi, że to kłamstwo. Oba samochody dostarczone do testów nigdy nie zostały rozładowane poniżej 25 procent, a zatem Top Gear, zdaniem producenta, nie miał okazji się przekonać o prawdziwym zasięgu tych aut.

Tesla jednak nie przedstawiła (jeszcze) dowodu na to, że Top Gear nie rozładował żadnych z samochodów, a także producentowi umknął fakt, że znając parametry akumulatora i tempo jego rozładowania, można oszacować (oczywiście, nie ma co ukrywać, w przybliżeniu) całkowity zasięg auta. No i czemu czekali tyle lat z pozwem? Budżet na marketing się skończył? No i wreszcie ostatnie pytanie: czy to ważne, skoro i tak auto elektryczne ma zasięg nawet (niech będzie) 70 mil a potem wymaga długiego ładowania?

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.