Osama wpadł, bo nie miał Internetu

Jedenasty września to moment, w którym Ameryka, ze zrozumiałych względów, postawiła na szybki rozwój śledzenia poszczególnych osób. Akcja U.S. Navy SEAL była kulminacją tych osiągnięć.
Jedna z wielu kopuł w Menwith Hill, prawdopodobnie używana przez system Echelon

Jedna z wielu kopuł w Menwith Hill, prawdopodobnie używana przez system Echelon

Na Osamę bin Ladena Amerykanie polowali dobrą dekadę. Wykorzystano do tego najnowsze zdobycze techniki, które monitorowały połączenia telefoniczne, które angażowały farmy komputerów w przeszukiwanie informacji publikowanych na świecie. Osama bin Laden o tym wiedział, więc unikał elektroniki i podróż za wszelką cenę. I tu właśnie tkwił jego błąd. Jego dom, pozbawiony jakiejkolwiek linii telefonicznej lub internetowej wyróżniał się wśród innych w okolicy i przez to wpadł w oko, czy raczej obiektyw amerykańskim latającym dronom zwiadowczym.

Schronienie przywódcy Al-Kaidy znajdowało się wśród domów zamożnych, emerytowanych oficerów pakistańskich, w miejscu, gdzie brak przyłączy komunikacyjnych był zaskakującym wyjątkiem, a nie normą. W pewnym sensie, Osamę zdradził jego własny strach przed Internetem…

1
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.