Hakerzy w kosmosie

Niezależne satelity, by uniknąć cenzury?

Kilku inwestorów z grubym portfelem ponoć wystarczy

Kilku inwestorów z grubym portfelem ponoć wystarczy

Pomysł sieci satelitów telekomunikacyjnych, które pozwalałyby na przeglądanie „niefiltrowanego” Internetu jest piękny w swojej prostocie. Ma też oczywistą przeszkodę: fundusze. Pasjonaci co prawda już umieszczali niewielkim kosztem obiekty w kosmosie, ale ich kontrolowanie i utrzymanie ich działania to zupełnie inna para kaloszy. „Hacktywiści” liczą jednak na wsparcie finansowe od darczyńców.

Ten ambitny plan to odpowiedź na ustawę SOPA, która pozwala na ograniczoną cenzurę, która pomogłaby w walce z internetowym piractwem. Jednak czy któryś darczyńca zaufa „hacktywistom” i przekaże im swoje pieniądze? Jest to bardzo wątpliwe. Co więcej, by sygnał internetowy był nieprzerwany dla wszystkich chętnych, owych satelitów należałoby wystrzelić w kosmos dość pokaźną ilość. Projekt naukowy jest jednak już gotowy. Kto wie, może jakiś milioner się skusi, a oznaczałoby to wtedy zniesienie wpływu jakiegokolwiek rządu na Internet.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News