Jeszcze inny sposób mocowania ekranu w notebookach

Muszę przyznać, że spodobał mi się ten pomysł – i dlatego postanowiłem pokazać go innym. Oczywiście do każdego notebooka możemy podłączyć klawiaturę i zewnętrzny monitor, ale w tym przypadku nie musimy tego robić – a i tak będzie się na nim pracowało wygodnie!

Tradycyjne desktopy już od paru lat znajdują się w głębokiej defensywie, wypierane przez notebooki (które z kolei wypierane są przez tablety…). Jedną z ostatnich pozycji, na których desktopy okopały się i dają niezły odpór najeźdźcy, są zastosowania wymagające dużej wydajności i mocy obliczeniowej. Wprawdzie armia notebooków już od pewnego czasu wysyła na ten odcinek frontu swoją superbroń, czyli modele typu DTR (Desktop Replacement), ale nadal mają one pewne wady. Często oferują wprawdzie niemal równorzędną wydajność, ale nadal pracuje się na nich znacznie mniej wygodnie, bo klawiatura jest płaska, a patrzenie na ekran dość szybko męczy kręgosłup. No, chyba że podłączymy zewnętrzny monitor i klawiaturę, czyli… zrobimy z nich desktopa.

Projekt Marina Myftiu jest inny! Po pierwsze ze względu na wygięty kształt notebooka, który sprawia, że pisanie na klawiaturze jest równie wygodne, co w przypadku tradycyjnej klawiatury zewnętrznej. Ale jeszcze ciekawszy jest drugi patent – umieszczenie ekranu na wysokim, rozkładanym „wysięgniku”, dzięki czemu po rozłożeniu znajduje się on na znacznie wyższej wysokości. Patrzymy na niego na wprost, a nie – jak w przypadku zwykłych notebooków – pochylając się i garbiąc.

Oczywiście nie jest to projekt, który da się zastosować w każdym typie notebooka. Ale… w sumie dlaczego nie? Przy zastosowaniu jakichś niedużych, rozkładanych stabilizatorów i oczywiście rozkładanego „wysięgnika” nawet transformersowy tablet taki jak Asus T100 można by skonstruować w podobny sposób. To chyba naprawdę ma sens, więc miejmy nadzieję, że któryś z producentów również zwróci uwagę na ten ciekawy projekt.

Źródło: Yankodesign.com
Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.