Tesla: primaaprilisowy żart, który miał wpływ na rzeczywistość

Pierwszy dzień kwietnia. Po łacinie: Prima dies Aprilis. Informacje przekazywane tego dnia należy traktować z wyjątkową dozą nieufności, a równocześnie humoru. Bo... można się naciąć ;-)

Żart Tesli był całkiem śmieszny, choć może nie szczególnie wyszukany. Firma ogłosiła bowiem wprowadzenie do sprzedaży „Modelu W”, który… okazał się zegarkiem (W od Watch). Niezwykłym zegarkiem! Jedną z jego zalet było chociażby to, że oprócz czasu wskazywał również datę. Inną – to, że działał na całym świecie, niezależnie od długości czy szerokości geograficznej. Choć komunikat o tym nie wspominał, można też – znając Teslę – przypuszczać, że był to zegarek zasilany elektrycznie. Łał!

Jeśli ktoś nie załapał jeszcze, że to dowcip, to wystarczył rzut oka na „zdjęcie” tego zegarka wraz z ostrzeżeniem, że w obecnej wersji wymaga on od użytkownika wykazania się dużą siłą nadgarstka.

A jednak… ludzie się nabrali! A konkretniej – nabrali się ekonomiści i maklerzy giełdowi. Kurs akcji Tesli wzrósł gwałtownie po ogłoszeniu sprzedaży zegarka, nawet o 1,5 dolara za akcję. Mało tego, w ciągu pierwszej minuty od ogłoszenia „Modelu W” doszło do sprzedaży i kupna niemal 400 000 akcji Tesli. Był to największy zanotowany poziom zainteresowania tymi akcjami (w tak krótkim czasie) od momentu wprowadzenia tej firmy na giełdę w lutym 2012 roku!

Jak to możliwe, że prosty primaaprilisowy żarcik wywołał aż takie poruszenie? Wytłumaczenie jest stosunkowo łatwe – pośpiech. Wielu ludzi straciło całkiem wymierne setki czy nawet tysiące dolarów (pod koniec tamtego dnia kurs akcji Tesli znowu spadł) tylko dlatego, że podejmowali decyzje wyłącznie na podstawie informacji, że „Tesla pokazała Model W”. Nie sprawdzali, co się za tą informacją kryje, bo prawdopodobnie nie mieli na to czasu. Model W, Tesla – to musi być jakiś nowy wspaniały samochód! Akcje firmy sporo na tym zyskały.

Cóż, jak widać, śmiech to zdrowie. Także w przypadku spółek notowanych na giełdzie.

Źródło: bloombergview.com
Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.