Bomba, która nie wybuchła, czyli recenzja Brawl

Jakie powinny być gry imprezowe? Łatwe do opanowania w kilka sekund, przyciągające grafiką i humorem, dające radość z rywalizacji i nie nudzące się nawet po kilku godzinach gry. I słusznie się domyślacie - polski Brawl taki nie jest.

Rok temu na PS4 zadebiutowała pierwsza polska gra, jaką było Basement Crawl. Tytuł ten niechlubnie zapisał się w annałach historii platformy nowej generacji, o czym możecie sobie przypomnieć z naszej recenzji. Mimo porażki Bloober Team postanowiło zawalczyć raz jeszcze o zaufanie graczy. Studio zakasało rękawy i obiecało poprawić wszystkie niedoróbki nie w formie aktualizacji, ale zupełnie nowego produktu (bezpłatnego dla graczy, którzy kupili Basement Crawl). Tak właśnie powstał Chocapic, to znaczy Brawl.

Brawl zaliczamy do gatunku gier imprezowych – choć posiada kampanię dla pojedynczego gracza (o czym bliżej napiszę nieco dalej) to zabawa nastawiona jest na tryb multiplayer – zarówno w trybie lokalnym (hurra!) jak i po sieci. Ze względu na stylistykę horroru tytuł ten nie nadaję się jednak dla najmłodszych dzieci. Dla niewtajemniczonych przypomnę jeszcze, że tak jak i swój pierwowzór gra inspirowana jest Bombermanem – poruszamy się po planszy podkładając bomby, by wyeliminować przeciwników.

Już na pierwszy rzut oka widać, że Bloober Team nie próżnowało. Gra otrzymała przede wszystkim kampanię dla pojedynczego gracza, która jest jednocześnie samouczkiem prezentującym moce wszystkich ośmiu postaci. Ponieważ każdy bohater posiada inne umiejętności, które znacząco wpływają na rozgrywkę warto zapoznać się z nimi właśnie tutaj – inaczej poczujecie się zagubieni. Przykładowo klaun kicha przesuwając bomby, władczyni marionetek poraża wzrokiem, a zapaśniczka potrafi spuścić łomot. Do tego bohaterowie posiadają bonusowe zagrania np. podkładanie miny czy bomby ogłuszającej. Ukończenie kampanii każdej postaci odblokowuje też dodatkowe areny do trybu sieciowego.

Podczas kampanii poznajemy równocześnie historię postaci i ich miejsce w świecie Emporium. Nie ma tu żadnych przerywników filmowych, a klimat budowany jest głównie dzięki narratorowi, który prowadzi nas przez swoje groteskowe królestwo. Tu – wbrew narzekaniom innych recenzentów – chciałabym pochwalić polskiego lektora, który fajnie wbił się w rolę groteskowego, surrealistycznego, wręcz teatralnego „władcy”, który rzuca czerstwymi żartami na lewo i prawo. Gra nie jest na serio, zatem i lektor nie powinien być zbyt poważny. Jeśli chodzi o samą mechanikę w trybie dla pojedynczego gracza zwiedzamy wiele aren i korytarzy, na których nie tylko walczymy z botami ale też rozwiązujemy proste zagadki logiczne. Nie oznacza to jednak, że tryb ten jest łatwy – wprost przeciwnie. Trzeba wykazać się dużą zręcznością i cierpliwością, by poprawie wykonać zadania. Moim zdaniem twórcy trochę tu przesadzili – każdy błąd kończy się cofnięciem do checkpointa, a że inteligencja komputera jest wysoka, takich porażek jest tu mnóstwo. Powtarzanie zaś tych samych czynności po raz dwudziesty, czy trzydziesty zwyczajnie nudzi. Przynajmniej mnie.

Najlepiej prezentuje się lokalny multiplayer dla czterech graczy, w którym dostępnych jest 5 trybów. Trzy pierwsze dotyczą klasycznych odmian Bombermana – pojedynki 1v1, każdy na każdego itp. Ciekawą odmianą jest tryb sumo, w którym wybuch bomby nie zabija gracza, ale wypycha go na znaczną odległość. Celem gry jak łatwo się można domyślić jest wypchnięcie pozostałych przeciwników poza arenę. Najbardziej jednak do gustu przypadł mi tryb dominacji kolorów. Tu bomby eksplodują farbą, którą należy pokryć jak największą część planszy. Zabawa sprawia radochę, a przez efekty wizualne gra nie jest tak monotonna jak w pozostałych przypadkach.

Dodatkowo mamy też dwa tryby wyzwań – hordę, w której musimy przetrwać we dwójkę kolejne fale wrogów (poziom trudności znów bardzo wysoki) oraz owcę, w której staramy się uratować tytułowe zwierzątka przed najazdem sługusów (coś w stylu tower defense). To co zaskoczyło mnie najbardziej to fakt, że bardzo słabo przedstawia się w Brawlu tryb sieciowego multiplayera. Pomijając fakt, że póki co nikt praktycznie w niego nie gra, przez co sztuką jest znalezienie partnera do gry to wszystkie najciekawsze tryby opisane powyżej są tu pominięte. Najwyraźniej siła tego tytułu ma tkwić w kanapowych zmaganiach.

Bloober Team pracowało rok nad poprawkami, a jednak dalej łatwo wyszukać w grze wady, które moim zdaniem niekorzystnie wpływają na jej odbiór. Znów interfejs w trakcie zabawy nie jest czytelny. Świeża osoba, która po raz pierwszy wchodzi do gry bez zapoznawania się z kampanią dla pojedynczego gracza, nie ma pojęcia czym są bonusowe gadżety, które zbiera po drodze na planszy, nie wspominając już o umiejętnościach. Maleńkie ikonki przy avatarach graczy mówią niewiele. Aż prosi się tu o wyróżnienie koroną czy podobnym symbolem gracza, który aktualnie prowadzi z punktacją. Zamiast bezsensownych komentarzy sieciowego komentatora („tańczcie marionetki”, „rzeźnik” , „oprawca” itp.), można było wprowadzić rodzaj głosowej informacji na temat potyczki (kto właśnie zabił kogo, kto wysunął się na prowadzenie, ile czasu zostało do końca rundy). Brakowało mi też bardzo customizacji meczy – ustawienia czasu gry lub maksymalnej punktacji, ilości żyć, włączania/wyłączania bonusów, jakiegoś trybu mistrzostw. Samo wybieranie aren to trochę mało.

Wizualnie temat podciągnięto na plus. Cel-shading sprawił, że areny i postacie są wyraźniejsze. Lokacje utrzymano w klimatach horroru – mamy wiec i szpital i fabrykę i rzeźnię – w sumie 8 tematycznych aren. Bohaterowie też są zaprojektowani z pomysłem – nie są to żadne szkarady, których można by się bać. Powiedziałabym nawet, że na swój sposób są całkiem „sympatyczni” – uśmiechnięta władczyni marionetek używająca własnego, oderwanego ramiona jako maczugi czy lalkarz wędrujący z plecakiem, z którego wystają różne części ciała. Ich historie to już jednak inna para kaloszy – mogą zmrozić krew w żyłach. Pod względem muzycznym jest poprawnie – najbardziej wpada w ucho muzyka z menu;).

Technicznie jest o niebo lepiej niż w Basement Crawl. Początkowo gra nieco klatkowała, ale po aktualizacji problem został praktycznie wyeliminowany. Bardzo sporadycznie rozjeżdża się miejscami dźwięk, ale większych nieprawidłowości nie uświadczyłam.

Bardzo chciałabym napisać Wam w podsumowaniu, że Brawl jest dynamitem, o którym długo nie zapomnimy. Ale niestety mimo licznych usprawnień ta gra dalej nudzi się bardzo szybko i mówi to Wam osoba, która mogła do oporu grać w klasycznego Bombermana na Pegasusie. Może z czasem preferencje się zmieniają, może po roku czasu spodziewałam się czegoś innego, a może zwyczajnie, po prostu „nie wyszło”. Trudno mi komukolwiek polecać Brawla – a już zwłaszcza za cenę, która dziś widnieje w PS Store (84 zł względem 42 zł – tyle kosztował Basement Crawl). Z entuzjazmem podpaliłam lont, jednak bomba nie wybuchła. Możecie jednak przekonać się na własną rękę, czy Brawl sprawdzi się w gronie Waszych znajomych – w cyfrowym sklepie Sony znajdziecie bezpłatne demo gry.

Ocena: 50/100

Plusy:

+ poprawiono niedoróbki techniczne

+ oprawa wizualna

+ tryb dominacji kolorów

+ samouczki w postaci kampanii

Minusy:

– wysoki poziom trudności w trybie kampanii

– najciekawsze tryby gry nie znalazły się w sieciowym multiplayerze

– niewykorzystany potencjał komentatora

– mało czytelny interfejs

– nudzi się po kilku meczach

Tytuł:

Brawl

Producent:

Bloober Team

Wydawca:

Bloober Team

Platforma:

PS4

Data premiery:

24.04.2015

Język:

polski

Cena:

84 zł

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.