Huawei Mate S: wszystko o wbudowanym aparacie

Nie ulega wątpliwości, że jedną z najważniejszych premier na tegorocznych targach IFA 2015 jest nowy "okręt flagowy" wśród smartfonów firmy Huawei – Mate S.

Tym razem nie będziemy jednak pisać ogólnie o tym ciekawym telefonie, ale skupimy się wyłącznie na jego możliwościach fotograficznych i wideo. Zaczniemy od teorii i stopniowo przejdziemy do praktyki.

Mobilna strona fotografii

Jeśli miałbym wybrać dwa fakty, które najlepiej pokazują miejsce i sytuację fotografii w dzisiejszym świecie, to wybrałbym jedną oczywistą oczywistość i jedną zaskakującą (przynajmniej dla niektórych) nieoczywistość.

Oczywiste jest to, że fizyka, a zwłaszcza optyka, rządzi się niezmiennymi prawami i zawsze będzie tak, że większe matryce, z większymi pikselami, a do tego większe i jaśniejsze obiektywy zawsze będą się przyczyniać do powstawania lepszej jakości zdjęć. Z tym nie ma co dyskutować, tak po prostu jest, to fakt. Pierwszy fakt.

Niewiele jest aparatów z wbudowanym modułem GPS, natomiast w smartfonach to norma. Dzięki temu możemy później przejrzeć wykonane zdjęcia (z zapisanymi geotagami) również bezpośrednio na mapie. Tu kilka zdjęć wykonanych smartfonem Huawei Mate S w trybie HDR.

Niewiele jest aparatów z wbudowanym modułem GPS, natomiast w smartfonach to norma. Dzięki temu możemy później przejrzeć wykonane zdjęcia (z zapisanymi geotagami) również bezpośrednio na mapie. Tu kilka zdjęć wykonanych przeze mnie smartfonem Huawei Mate S w trybie HDR.

Ale istnieje jeszcze drugi fakt, już nie tak oczywisty – to właśnie fotografia mobilna, czyli fotografia mniejszych matryc i mniejszych obiektywów, nadaje obecnie tempo rozwoju całej fotografii cyfrowej. Nowe fascynujące rozwiązania techniczne, takie jak matryce typu BSI czy nowe rodzaje filtrów barwnych, pojawiają się najpierw właśnie w świecie smartfonów, by dopiero później przejść do segmentu tak zwanych prawdziwych aparatów.

A wspominam o tym nie bez powodu, bo w Huawei Mate S otrzymujemy właśnie kilka nowoczesnych rozwiązań, na które warto zwrócić uwagę. Ten telefon używa matrycy o rozdzielczości 13 mln pikseli wykonanej właśnie w technologii CMOS BSI, co oznacza, że warstwa komunikacyjna matrycy (połączenia między pikselami) została przeniesiona na niższy poziom, dopuszczając tym samym więcej światła do pikseli.

Po drugie, przed matrycą umieszczony jest filtr barwny typu RGBW, czyli taki, w przypadku którego każde cztery piksele matrycy przysłonięte są odpowiednio: filtrem przepuszczającym tylko światło czerwone (R – jeden piksel), światło zielone (G – jeden piksel), światło niebieskie (B – jeden piksel) i pełne spektrum światła białego (W – jeden piksel). Dla porównania, w zdecydowanej większości aparatów wykorzystywany jest filtr barwny typu RGBG (tzw. filtr Bayera – pracownika Kodaka o tym nazwisku, który go opracował), który dubluje liczbę pikseli przysłoniętych filtrem przepuszczającym światło zielone. Przewaga filtra RGBW jest bardzo prosta – przepuszcza więcej światła do matrycy. A światło jest w przypadku fotografii, także cyfrowej, nośnikiem informacji o chrominancji (kolorystyce) i luminancji (jasności) poszczególnych punktów obrazu. Upraszczając – więcej światła dochodzącego do matrycy to lepsza jakość zdjęć!

Konkrety

Główny aparat Huawei umieszczony na tylnej ściance cechuje:

  • matryca CMOS BSI
  • rozdzielczość 13 mln pikseli
  • filtr barwny RGBW
  • obiektyw o jasności f/2,0
  • stabilizacja optyczna o wydajności kątowej 1,2 stopnia
  • szafirowe szkło ochronne przed układem optycznym
  • doświetlanie podwójną diodą LED
  • jeśli schemat pokazany na premierze jest prawdziwy, 4-soczewkowa konstrukcja układu optycznego
  • specjalny, dedykowany procesor obrazowy (rzadkość w przypadku smartfonów)

Jak widać, aparat Huawei nie imponuje przesadnie rozdzielczością, zwłaszcza w kontekście 23-megapikselowych matryc wykorzystywanych przez Sony w serii Xperia Z5, ale również chociażby w porównaniu do modelu Honor 7, czyli de facto… kolegę ze stajni Huawei. Jeśli więc w „tańszej” linii Huawei wsadza matrycę ponad 20-megapikselową, a w topowym, najdroższym, ekskluzywnym Mate S „tylko” 13-megapikselową, to może coś jest na rzeczy? Cóż, pierwsza myśl jest prosta – im więcej pikseli, które muszą zostać zmieszczone na tej samej powierzchni matrycy, tym te piksele muszą być mniejsze. To zaś często przekłada się nie na polepszenie, ale na pogorszenie jakości zdjęć – wyższe szumy, mdłe zdjęcia o pozornie wyższej rozdzielczości itd. Oczywiście nie zawsze musi tak być, ale w każdym razie warto zachować zdroworozsądkowe podejście do tego tematu – mniej megapikseli na matrycy zdecydowanie nie musi oznaczać gorszej jakości zdjęć. Może nawet wręcz przeciwnie.

Dla porządku dodajmy, że przedni aparat też jest niczego sobie:

  • rozdzielczość 8 mln pikseli
  • obiektyw o jasności f/2,4
  • doświetlanie diodą LED o „miękkim świetle”
  • wygodne wyzwalanie migawki za pomocą czytnika linii papilarnych na tylnej ściance

To „miękkie światło” w praktyce oznacza światło o niższej temperaturze barwowej, potocznie określane jako „cieplejsze”. Skóra twarzy wygląda w tym świetle rzeczywiście korzystniej, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że doświetlanie często potrzebne jest właśnie w sytuacjach, w których wokół nas dominuje właśnie cieplejsze światło żarowe, a nie dość zimne słoneczne światło dzienne.

Co nam się nie podoba

OK, może na początku wyjdę na jakiegoś dziwaka, ale skoro Huawei powiedziało „A” i reklamuje aparat w modelu Mate S między innymi ze względu na jego funkcje profesjonalne, to chciałbym tylko, żeby było w tym konsekwentne i powiedziało też „B”. Myślę o jednej ważnej – przynajmniej dla mnie – kwestii, jaką jest możliwość zapisu zdjęć również w postaci plików RAW. Naturalnie można w tym momencie dyskutować, czy RAW potrzebny jest w smartfonie, są też osoby, które w ogóle nie uważają tego formatu za lepszy od plików JPEG (rzeczywiście ma też on swoje wady), ale generalnie jest tak, że ze zdjęć zapisanych w formacie RAW da się więcej „wycisnąć” i w razie czego uratować, ponieważ zawierają one znacznie więcej informacji o poziomach jasności obrazu w każdym jego punkcie. A zatem – dobrze by było, gdyby były RAW-y, od przybytku głowa nie boli.

O drugiej kwestii z serii „nie podoba mi się” pisałem już wcześniej w oddzielnym krótkim artykule – świetnie, że w Mate S pojawił się tryb rejestrowania filmów poklatkowych, ale równocześnie szkoda, że nie możemy w jego przypadku o niczym decydować. Niemniej filmy poklatkowe powstają, mają przyzwoitą jakość, o czym można przekonać się, klikając na ten link.

I jeszcze jeden drobiazg związany z terminologią fotograficzną. Huawei Mate S oferuje również dziewięć interesujących profili barwnych, dostępnych zarówno w trybie Zdjęcie, jak i Wideo, Makijaż czy Tryb poklatkowy. Aż trzy z nich to profile czarno-białe (Monochromatyczny, Moc i ND). I właśnie do tego ND (tak określa się po angielsku filtr szary) można mieć zastrzeżenia merytoryczne – filtr szary powoduje wydłużenie czasu naświetlania, natomiast nie powinien powodować zmian w kolorystyce obrazu. A już z pewnością nie zmienia obrazu kolorowego w czarno-biały…

Co nam się podoba

No, tego jest na szczęście znacznie więcej, choć niektóre kwestie trzeba będzie potraktować dość skrótowo, bo tak naprawdę zasługują na oddzielny artykuł. Tak jest chociażby w przypadku rozbudowanego trybu o nazwie „Malowanie światłem”, w którym mamy jeszcze do wyboru cztery jego odmiany.

W skrócie – Huawei Mate S (tak samo, jak wcześniej Huawei P8) jest smartfonem, który najlepiej nadaje się do tego typu fotografii. A zdjęcia wykonane w tej technice – przykład poniżej – mogą być dosyć efektowne.

Fot. Tomasz Kulas

Fot. Tomasz Kulas

Podstawowa aplikacja „Aparat” oferowana przez Huawei Mate S ma jeszcze inne tryby: Makijaż cyfrowy (można regulować jego intensywność), Zdjęcie (o tym więcej za chwilę), Wideo i wspomniany już Tryb poklatkowy. Nie ma sensu omawiać dokładniej wszystkiego, skupmy się zatem na podstawowym trybie o nazwie Zdjęcia.

Huawei oferuje w nim sporo ciekawostek, takich jak zdjęcia typu HDR (przykładowe zdjęcia w pełnej rozdzielczości tutaj), zdjęcia nocne (Super noc), seria zdjęć z możliwością późniejszego wyboru tego, które nam się najbardziej podoba (Najlepsze zdjęcie), do tego Notatka audio, Panorama i Znak wodny. Najciekawsze są jednak trzy tryby specjalne (w ramach trybu Zdjęcia): Ostrość na wszystko, Rozpoznawanie dokumentu oraz Profesjonalny aparat.

Ostrość na wszystko

W tym pierwszym trybie najpierw wykonujemy zdjęcie a dopiero później… ustawiamy ostrość. Serio. Nie jest to już może wstrząsająca nowość, bo znamy tę technikę chociażby z aparatów firmy Lytro, ale nadal robi duże wrażenie. W trybie podglądu zdjęć najpierw wybieramy obraz, który został zarejestrowany w tym trybie, a potem klikamy na umieszczony poniżej wirtualny przycisk.

I wtedy zaczyna się „magia” – klikamy na wybranych punktach kadru i właśnie tam ustawiana jest ostrość! Widać to szczególnie dobrze przy zdjęciach wykonywanych smartfonem z bliskiej odległości – wtedy głębia ostrości jest na tyle płytka, że zmiana punktu ustawiania ostrości jest wyraźnie widoczna.

Rozpoznawanie dokumentu

Jeśli używacie smartfona do wykonywania „cyfrowych notatek” czegokolwiek: cen w sklepie, slajdów w wyświetlanej prezentacji czy reklamy mijanej pizzeri (do późniejszego wykorzystania…), to spodoba się Wam ta funkcja. Jeśli nie dało się zrobić zdjęcia smartfonem trzymanym na wprost, cały dokument jest przechylony w którąś stronę, zniekształcony.

Znów – w trybie podglądu klikamy na dodatkowy, wyświetlony pod zdjęciem przycisk i zaznaczamy na zdjęciu cztery rogi obrazu, który ma zostać wyprostowany. I już – mamy w kadrze zdjęcie dokumentu wykonane w taki sposób, jakbyśmy zarejestrowali je telefonem trzymanym w idealnym miejscu, dokładnie na wprost. Jeśli korzystaliście kiedyś z projektora, przypomina to działanie funkcji o nazwie korekcja keystone’a.

Profesjonalny aparat

Jak sama nazwa wskazuje, to opcja dla ambitniejszych fotografów, choć niekoniecznie wyłącznie profesjonalistów. Mamy w niej możliwość ręcznego regulowania większości podstawowych parametrów fotograficznych: sposobu pomiaru ekspozycji, czułości ISO, czasu naświetlania, korekcji ekspozycji, sposobu działania autofokusu (ciągły, pojedynczy, ręczne ustawianie ostrości) i balansu bieli. Sterowanie odbywa się za pomocą wirtualnych „pierścieni” – wygląda to efektownie (ale Huawei ściągało tu mocno od Nokii) i jest naprawdę wygodne.

Do dyspozycji mamy też kilka trybów działania lampy LED, samowyzwalacza, doświetlania w celu ustawiania ostrości oraz mojego faworyta – różne rodzaje linii wspomagających kadrowanie. Oprócz tradycyjnej kratki (zwykłej i z uwzględnieniem złotego podziału odcinka) jest też… spiralka, również uwzględniająca złoty podział. Wielu fotografów stara się uwzględniać ten sposób kompozycji motywów w kadrze, gdyż rzeczywiście przekłada się on na piękno obrazu, ale to pierwszy znany mi przypadek, kiedy „spiralka” jest uwzględniona jako podpowiedź w samym oprogramowaniu aparatu.

W praktyce

Huawei obiecywało, że Mate S wyposażony jest w dobry aparat fotograficzny, i słowa dotrzymało. O tym, że sterująca nim aplikacja oferuje naprawdę dużo możliwości, zdążyliście się już przekonać, natomiast trzeba jeszcze powiedzieć o trzech ważnych kwestiach.

Pierwsza to ustawianie ostrości i szybkość reakcji na naciśnięcie „spustu migawki”. W tej roli funkcjonują do wyboru: okrągły wirtualny przycisk, przycisk regulacji głośności lub – po włączeniu odpowiedniej opcji – dotknięcie palcem dowolnego fragmentu ekranu. Ale najważniejsze jest to, że ostrość ustawiana jest precyzyjnie, pewnie i dosyć szybko. Przy dobrym oświetleniu w ogóle nie ma problemu z szybkością autofokusu, natomiast w gorszych warunkach oświetleniowych ustawianie ostrości trwa nieco dłużej, ale nadal jest to wydajność akceptowalna. Mogłoby być lepiej, mogłoby być dużo gorzej – jest nieźle.

Druga ważna sprawa do stabilizacja optyczna obrazu. W tym przypadku Mate S naprawdę mi zaimponował, zwłaszcza podczas nagrań wideo. Tym telefonem po prostu rzeczywiście da się zarejestrować film wyglądający naturalnie, stabilnie, profesjonalnie – po prostu taki, który ogląda się później z przyjemnością, bez zmęczenia. Nawet jeśli wykonujemy dość gwałtowne zmiany kadru, takie jak na nagranym przeze mnie filmie (poniżej), jest dobrze.

No i trzecia, najważniejsza kwestia: jakość zdjęć. Mate S wykazuje się w tym przypadku typowe „zachowanie smartfonowe”, czyli dość wcześnie włącza stosunkowo mocne algorytmy odszumiające obraz. W rezultacie naprawdę satysfakcjonuje mnie szczegółowość (realna rozdzielczość) zdjęć, ale pod warunkiem, że są one wykonane przy podstawowej czułości ISO 100 lub nawet niższej (jest to możliwe w trybie automatycznym).

Już od ISO 200 włączają się algorytmy odszumiające, które z jednej strony sprawiają, że zdjęcia aż do ISO 800 wyglądają w pełni akceptowalnie, ale z drugiej – zaczynają stopniowo „zjadać” szczegóły na obrazie. Nie jest to może na początku bardzo widoczne, ale już przy ISO 400 i przy ISO 800 może to trochę boleć. ISO 1600 to odrębny temat na zasadzie „tonący brzytwy się chwyta” – najlepiej unikać aż tak dużego wzmocnienia sygnału.

Oprócz serii przykładowych zdjęć przy różnych czułościach ISO (w pełnej rozdzielczości tutaj), załączam też fotografie wykonane „w realu” (zdjęcia w pełnej rozdzielczości tutaj). Widać na nich, że Mate S dość dobrze radzi sobie z zachowaniem szczegółów zarówno w najjaśniejszych, jak i najciemniejszych partiach obrazu. Odrębną kwestię stanowi tryb HDR – rzeczywiście działa, i to całkiem skutecznie – warto go zatem stosować.

Podsumowanie

Otóż… nie, na podsumowanie przyjdzie czas jeszcze później, kiedy przepuścimy Mate’a S przez nasz młynek laboratoryjny i otrzymamy dokładne dane liczbowe w testach kilku najważniejszych parametrów jakościowych zdjęć. A potem jeszcze zrobimy to samo z kilkoma jego najważniejszymi, topowymi konkurentami. Na razie to, co oferuje najnowszy telefon Huawei, wygląda bardzo obiecująco i zapewne nie raz chętnie wykorzystam go do fotografowania i filmowania. Ale z ostatecznym werdyktem jeszcze się chwilkę wstrzymam.

Na razie dla niecierpliwych trochę cyferek „z innej beczki” – wiedzieliście, że Mate S wydajniejszy od topowego do niedawna Samsunga Note 4? 😉

I jeszcze ciekawostka na koniec – podobnie jak w przypadku modelu P8, w Mate S mamy do dyspozycji również tzw. tryb reżyserski, w którym możemy nagrywać film wideo, korzystając równocześnie z czterech smartfonów zespolonych w jedno „studio nagraniowe”. Ciekawy pomysł, który naprawdę może przysłużyć się do stworzenia wyjątkowego filmu, np. teledysku:

Close

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.