PIERWSZE WRAŻENIA: Samsung Galaxy S9 i S9 Plus

Trzy świetne cechy i funkcja, którą lepiej od razu wyłączyć.

Zdecydowanie rzadziej wykorzystywanym, za to dużo bardziej spektakularnym zastosowaniem szybkiej pamięci wbudowanej w matrycę jest tryb filmowania super slow motion. Po jego wybraniu kamera jest w stanie nagrać 0,2 sekundy materiału wideo z szybkością 960 klatek na sekundę (co daje 196 klatek), które odtworzone z normalną szybkością daje około 6 sekund filmu pokazującego świat niemal zatrzymany w ruchu. Taka funkcja aparatu nie jest nowa – jako pierwsze wprowadziło ją rok temu Sony w modelu Xperia XZ Premium – jednak w wykonaniu Samsunga jest ona o niebo wygodniejsza w użyciu, zaraz wyjaśnię dlaczego.

Użycie Super Slow Motiom możliwe jest na jeden z trzech sposobów. Pierwszy z nich to tak zwany tryb Single Take, w którym możemy w trakcie kręcenia „zwykłego” filmu wybrać jeden moment, w którym użyjemy spowolnienia czasu. To właśnie tak działa ta funkcja w Xperiach. W drugim, Multi Take, możemy nacisnąć przycisk spowalniania do 20 razy. Oba te tryby mają jednak bardzo poważną wadę: choć świetnie sprawdzając się przy „zatrzymywaniu” ruchu odbywającego się w sposób ciągły (jak lejąca się woda czy kręcące się koło samochodu), to żeby uchwycić cokolwiek co pojawia się w kadrze i zaraz z niego znika albo trwa bardzo krótko (przelatujący ptak, wystrzeliwujący korek szampana, pękający balon) trzeba mieć refleks Jedi. Trzeba zdążyć z naciśnięciem przycisku spowalniania w to właściwe, jedyne 0,2 sekundy, a to bardzo, bardzo mało czasu. W praktyce, próby złapania takiego zjawiska na Xperii kończyły się często frustracją i złością. Samsung ma na to pomysł. Trzeci tryb, nazwany Auto Take, wykorzystuje rozpoznawanie obrazu do wykrycia pojawienia się w kadrze ruchomego obiektu i samoczynnie uruchamia superszybkie nagrywanie. Dokładnie na to czekaliśmy, brawo Samsungu! Filmy Super Slow Motion kręcone są w rozdzielczości 720p a system Galaxy S9 / S9+ pozwala wykorzystać je jako tapetę ekranu blokady, albo zapisać jako GIF i wstawić gdzie tylko nam się podoba.

Tu pojawia się różnica pomiędzy większym Galaxy S9+ a mniejszych Galaxy S9. O ile drugi z nich ma zamontowany z tyłu tylko opisany powyżej aparat, o tyle pierwszy otrzymał jeszcze jeden: wyposażony w matrycę 12 Mpix, stabilizowany optycznie, ze stałą przysłoną F2.4 i pikselami światłoczułymi wielkości 1,22 um. Oprogramowanie telefonu wykorzystuje go do zasymulowania mechanicznego zoomu x2, a także uzyskania efektów rozmycia.

Oprogramowanie: Ruchomy awatar i nowy sposób na (nie) bezpieczeństwo

Najnowsze flagowce Samsunga wyposażone są oczywiście w świeżutką wersję Androida Oreo, jednak prócz związanych z tym funkcji i możliwości pojawiają się w nich dwie nowości: jedna zabawna i jedna potencjalnie niebezpieczna.

Pierwszą z nich są ruchome, animowane awatary. Po przeprowadzeniu prostej procedury, na podstawie zrobionej fotografii oprogramowanie tworzy naszego rysunkowego awatara. Trzeba przyznać, że automat w większości przypadków całkiem trafnie oddaje charakterystyczne cechy twarzy użytkownika – nie na tyle trafnie, żeby każdy bez podpowiedzi poznał z kim ma do czynienia, ale wciąż lepiej, niż wielu ulicznych karykaturzystów. Jeśli nie jesteśmy zadowoleni z wyniku, możemy samodzielnie zmienić część cech, bardziej upodabniając awatar do siebie, lub naszego o sobie wyobrażenia. Gotowy awatar może być animowany na żywo na podstawie mimiki naszej twarzy, a efekty możemy zapisywać w postaci GIF-ów i wysyłać do znajomych czy używać w dowolnym komunikatorze – nie ma to zbyt wiele praktycznych zastosowań, ale to całkiem fajna zabawa.

Kolejną nowością jest nowy sposób biometrycznego odblokowywania telefonu. Tryb nazwany Inteligentnym Skanowaniem wykorzystuje skaner tęczówki oraz mechanizm rozpoznawania twarzy, żeby wyeliminować sytuacje, kiedy z powodu noszonych okularów przeciwsłonecznych albo niedostatecznego oświetlenia nie zadziałałaby któraś z tych metod zastosowana samodzielnie. Ostateczny wyrok na temat bezpieczeństwa tej metody wydamy po szczegółowych testach, jednak póki co jej używanie wydaje się bardzo złym pomysłem. Inteligentne skanowanie łączy metodę o wysokim poziomie bezpieczeństwa (skan tęczówki) z nie będącym w ogóle poważnym zabezpieczeniem rozpoznawaniem twarzy, które da się oszukać za pomocą zdjęcia. Problem w tym, że niestety, łączy je jako metody alternatywne: jeśli z jakiegoś powodu nie powiedzie się skanowanie tęczówki, zadziała rozpoznawanie twarzy i na odwrót. Oznacza to, że cała metoda jest tylko tak bezpieczna, jak jej najsłabsze ogniwo, a więc nie chroni praktycznie wcale. Tak jak pisałem, te wnioski opieram na zaledwie dwugodzinnym kontakcie z telefonem i mogą się one zmienić kiedy przetestujemy S9 lub S9+ naprawdę gruntownie, nie mniej jednak nie wygląda na to, żeby rozpoznawanie twarzy użyte w Inteligentnym Skanowaniu miało jakiekolwiek dodatkowe, bardziej zaawansowane mechanizmy, niż mechanizm znany z S8 / S8+.

Wnioski

Przy cenie ustalonej na poziomie 3599 zł za Galaxy S9 i 3999 zł za Galaxy S9+ kupno któregoś z flagowców Samsunga dla większości z nas nie będzie raczej działaniem pod wpływem impulsu. Dla osoby z ograniczonym budżetem, w sytuacji, kiedy nowe Galaxy różnią się od swoich poprzedników raczej szczegółami, niż ważnymi elementami wyposażenia, o sensie wydania pieniędzy zadecydują szczegółowe testy aparatu fotograficznego, który jest najważniejszą nowością tegorocznej linii S. Jeśli jakość zdjęć uzyskiwanych dzięki nowej, mechanicznej przysłonie, podwójnemu fizycznemu zoomowi oraz buforowi matrycy nie będzie wyraźnie wyższa, niż w przypadku S8 / S8+, pewnie rozsądniej będzie wybrać zeszłoroczny model za 1000 zł mniej.

Dla kogoś, kto nie musi się przejmować stanem konta, wybór jest oczywisty: S9 i S9+ na podstawie pierwszych wrażeń zapowiadają się na najlepsze smartfony na rynku. | CHIP