CHIP Winter Challenge: internetowy crossover Volkswagena

W Bieszczady można dotrzeć pociągiem albo autobusem. My wszystkie elektroniczne urządzenia, zabrane z redakcji, zapakowaliśmy do kompaktowego SUV-a. Możliwości T-Roc-a sprawdzaliśmy zarówno na trasie Warszawa - Strzebowiska jak i na miejscu w górach, jeżdżąc w wymagającym, mocno zaśnieżonym terenie. Czego dowiedzieliśmy się przez w sumie 24 godziny, spędzone w tym samochodzie, w 1400-kilometrowej trasie?

1400 km, Warszawa – User Interface i User eXperience na piątkę (może z małym minusem)

W Volkswagenie T-Rocu, gdyby zsumować podróż w Bieszczady, jazdę w terenie po górach i powrót do Warszawy, spędziłem około doby. To nie jest oczywiście takie doświadczenie, jak używanie auta  np. przez rok, kiedy dowiadujemy się o samochodzie zupełnie innych rzeczy. Jednak te godziny i blisko 1,5 tysiąca kilometrów mówią jednak o aucie sporo. Muszę powiedzieć, że to jeden z najciekawszych samochodów, jakimi jeździłem, i to zarówno jeśli zestawię go z autami klasy ekonomicznej jak i premium. Wspomniałem na początku testu, że do tego modelu VW przyzwyczaiłem się błyskawicznie, z jazdy T-Roc-iem miałem mnóstwo przyjemności, a w trudnych, zimowych warunkach czułem się bezpiecznie i pewnie. Elektronika niemieckiego crossovera jest intuicyjna, funkcje nie przeszkadzają i nie przytłaczają, a te, z których chce się skorzystać, są intuicyjne. Jedyną, drobną wadą (a może SUV-owi zarzutu z tego nie należy robić?) jest fakt, że w zakrętach przy większych prędkościach, auto wychylało się nieco w bok i do tyłu, co ograniczało mi poczucie stabilności. Miałem to wrażenie również w trybie sportowym i z gazem. Niemniej myślę, że T-Roc jest autem raczej stworzonym do jazdy po górach, niż szybko po łukach, a w Bieszczadach sprawował się perfekcyjnie.

Ostatnie chwile wyjazdowej części CHIP Winter Challenge – w głębi, redaktor naczelny portalu Konstanty Młynarczyk, bliżej, dyrektor artystyczny Piotr Sokołowski (fot. Damian Kwiek)

Puentując, T-Roc jest bardzo solidnym samochodem, który daje wielką frajdę z jazdy. Trudno nie być z niego zadowolonym, o ile chce się lub może wydać 125 tysięcy złotych. Tyle kosztuje wersja premium 2.0 TSI 4MOTION 190 KM DSG, którą testowaliśmy. Najtańszy wariant z 1.0-litrowym 115-konnym silnikiem koncern sprzedaje za 78 tysięcy. Z kolei najdroższy model 2.0 TDI SCR DPF 4MOTION 150 KM DSG to blisko 131 tysięcy złotych. Zatem przy wielu swoich zaletach Volswagen T-Roc na pewno nie jest autem tanim. Jednak wyższe wersje wyraźnie aspirują już do klasy premium. | CHIP


Wkrótce opublikujemy test wideo T-Roc-a. A niedawno jeździliśmy także Volkswagenem Tiguanem.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.