Rewolucja blockchainowa – wywiad z prof. Krzysztofem Piechem

Fot. Geralt
Łańcuchy blokowe (ang. "blockchain") to nie tylko kryptowaluty. Sprawdzają się także w biznesie i administracji publicznej. E-government oparty na technologii blockchain wprowadziły już m.in. Estonia, Gruzja i Dubaj. To ostatnie miasto oszczędziło na ograniczeniu niepotrzebnej biurokracji półtora miliarda dolarów korzystając przy tym z wiedzy polskich programistów. Czy zostanie ona wykorzystana także w naszym kraju?

Jacek Tomczyk: Wiktor Romaniuk na konferencji powiedział, że blockchain będzie zastosowany właśnie ze względu na bezpieczeństwo – że transakcje nie będą mogły być cofnięte, są zapisane w rejestrze i koniec.

Krzysztof Piech: Tak, to jedna z cech. Natomiast właściwości blockchaina, żeby on był rzeczywiście dobrze skonstruowany i przez to bezpieczny, jest dużo więcej. Jeśli chodzi o zastosowanie wewnątrz firmy, trzeba odpowiedzieć na pytanie o to, jak zdecentralizować bazę danych. Być może trzymanie wszystkich danych na centralnym serwerze byłoby lepsze, bo organizacyjnie prostsze i szybsze, a także tańsze. Tak że nie wszystko trzeba blockchainizować. Ale to, co w ten sposób można zrobić, wymaga wiedzy eksperckiej i to jest to, czym zajmujemy się również w Akceleratorze, gdy zgłaszają się do nas firmy zewnętrzne i pytają o to, co mogą zrobić, bo widzą w tym jakąś szansę dla siebie, ale nie mają pewności, czy mogą iść w tym kierunku.

Na stronach Ministerstwa Cyfryzacji opublikowano „Kanon Dobrych Praktyk”, którego współautorem jest prof. Krzysztof Piech (graf. Ministerstwo Cyfryzacji)

Jacek Tomczyk: Projekt “Od papierowej do cyfrowej Polski” się nie powiódł. Sama była minister cyfryzacji przyznaje, że został w połowie drogi porzucony. Jaką funkcję miała w nim pełnić technologia blockchain?

Krzysztof Piech: Do tego programu weszliśmy stosunkowo późno. W związku z tym nie za bardzo mieliśmy wpływ na to, jak przebiegały najrozmaitsze prace w zakresie cyfryzacji polskiej gospodarki. To, co powinno być zrobione, to stworzenie nowego programu “Od papierowej do cyfrowej Polski”, ale z technologią blockchain u podstaw tego wszystkiego. To jest podejście, które przyjął Dubaj, które zaczyna być stosowane w Chinach i to od razu na olbrzymią skalę. U podstaw wszelkiego rodzaju rozliczeń, komunikacji, ładowania samochodów będzie technologia blockchain. W tym kierunku ten świat zmierza. Jeśli chcemy wyeliminować „papierologię” z urzędów, a to oznacza spore oszczędności. to potrzebujemy mieć bezpieczne zapisy cyfrowe. A nic nie jest w tej chwili bezpieczniejsze od blockchaina. Dubaj już to zrozumiał jakiś czas temu. Zresztą to eksperci z Polski doradzali Dubajowi pójście w tym kierunku. Szacowano, że wyeliminowanie papieru z administracji Dubaju i z biznesu, oznaczałoby oszczędności dla gospodarki tego malutkiego kraju rzędu 1,5 miliarda euro rocznie. To znaczy, że co roku mogliby stawiać kolejny najwyższy budynek świata. Nasz kraj jest przecież większy od Dubaju, podejrzewam, że oszczędzilibyśmy jeszcze więcej, niż oni.

Być może tyle, że wystarczyłoby na kolejne 500+ tylko dzięki temu, że zastosowalibyśmy blockchain na szerszą skalę.

Jacek Tomczyk: A co robiliby wtedy urzędnicy?

Krzysztof Piech: I tutaj zaczyna się pytanie: kto nie chce blockchaina? Współpracując z Ministerstwem Cyfryzacji przez kilkanaście miesięcy, spotkaliśmy się z rożnego rodzaju oporami. Co dla mnie było bardzo dziwne i zaskakujące – nie chcą go bardzo doświadczeni informatycy. Bo jeśli ktoś przez 20, 30 lat budował swoją karierę na scentralizowanych systemach, które były bardzo drogie, to takie rozwiązanie może być dla niego niespecjalnie korzystne. Podam przykład Gruzji. Rozmawiałem z wiceministrem sprawiedliwości tamtego kraju, który odpowiadał za program e-government. Pytałem, dlaczego zdecydowali się na technologię blockchain. W odpowiedzi usłyszałem: bo jesteśmy małym krajem, zagrożonym przez naszego sąsiada, w dodatku biednym. Potrzebujemy rozwiązań, które są bezpieczne i tanie. W związku z tym nie możemy sobie pozwolić na rozwiązania gigantycznych firm IT, bo dla nas są one za drogie. I w małych krajach to działa, ale u nas najrozmaitszego rodzaju podmioty nie chciałyby technologii blockchain. Bo jeśli można koszty obciąć o kilkadziesiąt procent, to po co nam to? Jeśli można zwiększyć bezpieczeństwo systemu, to oznacza, że koszty jego funkcjonowania będą mniejsze.

W technologię blockchain zainwestował między innymi Dubaj (graf. smartdubai.ae)

Jacek Tomczyk: Sugeruje Pan, że budżet marnuje pieniądze?

Krzysztof Piech: Postęp techniczny jest taki, że jeśli nawet kiedyś trzeba było wydawać olbrzymie pieniądze na jakieś rozwiązania, np. na samochody czy elektronikę, to wraz z upływem czasu koszty jednostkowe spadały. I teraz mamy kolejną taką sytuację. Koszty budowania i utrzymania zaufanej infrastruktury opartej na blockchainie są niskie. Są jeszcze duże problemy z wejściem w tę technologię, bo płace dla informatyków, doświadczonych programistów blockchain, są horrendalne. Natomiast technologia jest dostępna, ona jest open source – brać, kopiować i używać. Nie ma tańszych rozwiązań na świecie, które jednocześnie są sprawdzone i bezpieczne, bo przez blockchainy kryptowalutowe przeszły już takie miliardy dolarów, że trudno jest je nawet policzyć i jest to technologia na tyle bezpieczna, że żaden ułamek dolara nie został sfałszowany. W związku z tym pojawia się drugi punkt oporu, tym razem ze strony różnego rodzaju służb, które całkiem słusznie widzą problem w fakcie, że blockchainem nie da się manipulować. A wiemy, że żadne służby specjalne nie lubią sytuacji, w której nie mogą w danych czegoś zmienić lub podrzucić. Estonia przyjęła następujące stanowisko: Jeśli nasze służby są w stanie cokolwiek zmanipulować w naszych rejestrach to oznacza, że służby innych krajów też mogą to zrobić. A tego byśmy nie chcieli, bo jesteśmy zbyt małym krajem, żeby wydawać olbrzymie pieniądze na zabezpieczenia. A i tak nie mielibyśmy pewności, czy na przykład kilkanaście tysięcy nowych obywateli naszego kraju nie pojawiło się w jakichś publicznych rejestrach, a później, czy nie będą oddawali głosu w wyborach na dziwnych kandydatów. Dlatego Estonia zaufała technologii blockchain.

I dlatego, żeby wprowadzić tak rewolucyjną technologię, trzeba po prostu decyzji premiera, czy wicepremiera do spraw gospodarczych, którego w aktualnym rządzie nie ma.

Tę funkcję przejął premier Morawiecki i właściwie od niego zależy, czy Polska będzie w dalszym ciągu w takim trendzie spadkowym, choć byliśmy już w światowej czołówce pod względem pierwszych zastosowań technologii blockchain, czyli technologii kryptowalut.

Teraz jesteśmy poza pierwszą 15 na świecie, mimo że informatyków przecież mamy genialnych.

Polscy informatycy są w światowej czołówce,  po Amerykanach, Niemcach i Rosjanach. Nawet Chińczycy są słabsi od nas, jeśli chodzi o informatyków z zakresu technologii blockchain. Natomiast opory na rynku są bardzo duże. W Polsce brak wiary, że w czymś możemy być najlepsi oprócz, nie wiem, literatury bądź skoków narciarskich. A tu w zakresie technologii, postępu technicznego, mamy szansę być jednymi z najlepszych. W krótkim czasie możemy dołączyć do czołówki, ale bez poparcia politycznego, i to widać po współpracy z Ministerstwem Cyfryzacji, nic się nie uda. Nawet przy dobrej współpracy z samym ministerstwem, które nie ma zaplecza politycznego, też nic nie udałoby się zrobić. W tym momencie musi być decyzja premiera – czy idziemy w to i mówimy, że świat jest w trakcie rewolucji blockchainowej. Idziemy odważnie w tym kierunku, bierzemy na klatę pewne ryzyka z tym związane, bo technologia jest nowa. Oczywiście, jak każda nowa technologia może być wykorzystywana przez przestępców, którzy są zawsze szybsi od regulatorów. Jednocześnie uczymy regulatorów, jak poradzić sobie z tym problemem nie wylewając dziecka z kąpielą, bo to może być naszą przewagą konkurencyjną na świecie. Jeśli teraz tego nie zrobimy, to przegapimy szansę i kolejna rewolucja technologiczna, która może dawać nam jakiekolwiek niezerowe szanse na bycie w światowej czołówce, będzie za 20 lat. I to jest osobista decyzja premiera, którą powinien podjąć i od niego będzie zależało, czy w kolejnych wyborach będzie słyszał, że ostatnie dwa lata niewiele zrobił w zakresie rozwoju technologii blockchain, podczas gdy cały świat szedł w tym kierunku, czy też nie.

Jacek Tomczyk: Ostatnio pisaliśmy o tym, że minister finansów Francji zgłosił propozycję, aby na szczycie G20 w grudniu tego roku poruszony został temat regulacji blockchain i wiążących się z tym zagrożeń. Pan jako jeden z wielu ostrzegał przed piramidą finansową BitConnect, która ostatnio wyssała z rynku kilkanaście miliardów dolarów. Pojawiają się też porównania – między innymi premiera Morawieckiego – do Amber Gold.

Krzysztof Piech: Tak, my już od paru miesięcy próbujemy, na początku to była krucjata, która nie była zrozumiana przez nikogo. Nikt nie rozumiał, dlaczego zajmujemy się piramidami finansowymi. Mówimy, że są piramidy finansowe w Polsce, które podszywają się pod kryptowaluty i sprzedają ludziom „nowego, lepszego bitcoina”, oferują nie wiadomo jakie zyski.

Jacek Tomczyk: Opierając się na niewiedzy.

Krzysztof Piech: Na niewiedzy tysięcy ludzi. Do Polskiego Stowarzyszenia Bitcoin dostawaliśmy zgłoszenia od poszkodowanych, którzy bali się byłych policjantów pracujących dla takich piramid finansowych. Gdy próbowaliśmy coś doradzić, okazało się, że w naszym kraju, mimo że mieliśmy Amber Gold, do nikogo nie można się zwrócić. Piramida finansowa zarejestrowana w jakimś raju podatkowym, każdy umywa ręce. Próbowaliśmy wszelkich możliwości, żeby jednak coś w tym zakresie zrobić. Rozmawiałem o tej kwestii z minister Streżyńską, obiecała wtedy, że porozmawia z wtedy jeszcze wicepremierem Morawieckim na ten temat. I udało się w końcu doprowadzić do tego, że UOKiK wydał listę ostrzeżeń przed piramidami finansowymi, co ograniczyło ich możliwości rozwoju. W listopadzie zeszłego roku szacowałem, że od polskich obywateli piramidy zebrały już 600 milionów złotych. I nikt się tym przez wiele miesięcy nie interesował i nie zajmował, a interweniowaliśmy w różnych miejscach. Ale wspólnymi siłami udało się. Trochę też siłami środowiska bitcoinowego, które zaczęło przed tym ostrzegać mówiąc, że jeśli w jakiś sposób zaczniemy współpracować z piramidami finansowymi, to jest to strzał w kolano. Powinniśmy zatem odciąć się od wszelkich aktywności tego rodzaju. I to jest to, o czym mówię – jeden z wielu przykładów. Jest tworzony nowy rynek, przestępcy zawsze starają się być przed regulatorami, przed policją, próbują wykorzystać nową technologię do złych celów, ale taka jest cena postępu technicznego.

Polski Akcelerator Technologii Blockchain powstał w ramach programu e-Pionier (graf. Polski Akcelerator Technologii Blockchain)

Jacek Tomczyk: Jak to powinno funkcjonować?

Krzysztof Piech: Regulatorzy śledzą, co się dzieje na rynku, mają kompetentne kadry, ciągły feedback z rynku o tym, co się dzieje i sprawdzają, czy wszystko jest dla nich zrozumiałe. Bo nie oszukujmy się – urzędnik publiczny nigdy nie będzie miał tak fachowej wiedzy, jak osoba na rynku, która po prostu żyje z tego typu technologii. Dlatego współpraca między dwiema stronami rynku jest bardzo ważna. Trzeba pozwolić rynkowi się rozwijać, stworzyć dla niego specjalne środowisko, gdzie pod okiem regulatora można poeksperymentować.

Jacek Tomczyk: Taką piaskownicę, “sandbox”.

Krzysztof Piech: Przecież Ministerstwo Rozwoju obiecało sandbox już w Krynicy półtora roku temu. Mieliśmy nawet zgodę minister cyfryzacji, żeby go przy Ministerstwie Cyfryzacji utworzyć, bo stwierdziliśmy że najbardziej kompetentne kadry właśnie tam uda się stworzyć. Później przejął to KNF i po roku w dalszym ciągu nie mamy żadnego miejsca, gdzie firmy mogą eksperymentować. Bez przejmowania się jak wszystko dobrze zrobić, tylko skoncentrować się na technologii, a nie na stertach papierów i sprawdzaniu, czy wszystko jest zgodne z prawem. Tylko wtedy będziemy mogli stworzyć sektor krajowy wsparty startupami z zagranicy. Sam rozmawiam chociażby z Białorusinami czy Ukraińcami. I oczywiście bardzo chcą się do nas przenieść, ale do tego potrzebne są najpierw odpowiednie warunki do rozwoju rynku. Również prawne. Prawo z reguły nie nadąża za technologią, a regulator też powinien mieć świadomość tego, że świat się zmienia. Jednocześnie tworząc te odpowiednie warunki do rozwoju rynku, trzeba eliminować wszystkie niesprawności, czyli zbyt nadmierne spekulacje. Bo jeśli ktoś jest doświadczonym inwestorem wie, co robi i zna ryzyko, to w porządku, niech sobie ryzykuje. Natomiast, jeśli ktoś jest zwykłym użytkownikiem, który nic kompletnie nie wie o kryptowalutach, ale słyszy, że to dostanie 1000 proc zwrotu inwestycji w skali roku, albo nawet i więcej, to od takich rzeczy trzeba się odcinać i eliminować. Ale tutaj trzeba większej mądrości ze strony państwa. Wiedzy, że nie cały rynek jest zły, ale że jego części są złe i staramy się je eliminować. To, co zostanie, będzie dobre, a uczciwie działająca część rynku zapewni nam możliwości rozwoju na kolejne lata.

To wszystko jest oczywiście trudne. Ale wyobraźmy sobie, co by było, gdyby 20 lat temu stwierdzono, że eliminujemy możliwość korzystania z poczty elektronicznej, ponieważ przestępcy mogą korzystać z niej do niecnych celów – porwań, wymuszeń itd. Co by było gdyby każdy e-mail musiał być kontrolowany i przechodzić przez jakiś urząd z zatwierdzoną treścią? Przecież ktoś może o bombach pisać w e-mailach. Widzimy więc że ten rynek, mówię o internecie, mógł rozwinąć się zupełnie inaczej. Jednak teraz cały świat korzysta z internetu. Myślę, że z kryptowalutami, po początkowym eksperymentalnym okresie zawirowań, również będzie podobnie. Niektóre kryptowaluty znikną, bo mają charakter oszukańczy. Natomiast pozostanie ta część rynku, która postawi sobie długofalowy cel – róbmy coś, co daje wartość ludziom, rozwiązujmy problemy ludzi i firm. I to jest przyszłość, która nas czeka.

Jacek Tomczyk: Jeszcze na koniec pytanie o kilka rad. Skąd brać wiedzę na temat kryptowalut? W internecie można znaleźć bardzo dużo informacji, które nie są prawdziwe, sam muszę się przedzierać przez wiele miejsc. Nie ma jakiejś konkretnej książki na ten temat, konkretnego portalu, wszystko jest rozsiane. W jaki sposób sprawdzać, czy dana ICO, dane przedsięwzięcie, giełda jest sprawiedliwa, uczciwa?

Krzysztof Piech: Jeśli chodzi o ICO, to może na sam koniec, bo to jest naprawdę trudne. Wyjdźmy od podstaw. Zanim się wejdzie do tematyki kryptowalut, najpierw dobrze byłoby poczytać. Na stronach Ministerstwa Cyfryzacji jest poradnik „Podstawy korzystania z walut cyfrowych”, gdzie staraliśmy się napisać w przystępny sposób i taki też feedback mamy z rynku. Jednocześnie jest to zweryfikowana wiedza, bo listę recenzentów mieliśmy naprawdę bardzo długą, autorów także, więc wielokrotnie sprawdzaliśmy te teksty. Powiedzmy, że na początek warto przeczytać tych 80 stron. Później, jeśli ktoś chce spróbować, można zacząć inwestować małe kwoty. Niektórzy myślą, że trzeba kupić od razu całego bitcoina, a wystarczy 10 złotych i można się dowiedzieć, jak się przechodzi przez weryfikację informacji na giełdzie, co to takiego ten bitcoin. Natomiast kwestia, czy wchodzić w ICO, to już jest bardziej zaawansowana i trudniejsza rzecz, bo trzeba umieć w jakiś sposób ocenić zespół tworzący dany projekt. Czy są to poważni ludzie, czy też może są to osoby z podejrzaną przeszłością, bo tacy przecież też się zdarzają. Kolejna kwestia – czy dane ICO chce rozwiązać jakiś realnie istniejący problem. Czy istnieje już jakiś produkt, white papers (biznesplan) i jakiejś idei do rozwiązania. To są trudniejsze kwestie i tutaj nikomu początkującemu nie zalecam próbowania swoich sił w ICO. Być może, po paru miesiącach obserwowania rynku – wtedy można spróbować. Natomiast owszem, zdarzają się tacy, powiedzmy, sprytni, którzy mówią “nie, nie, to co my robimy jest super, lepsze, to będzie bitcoin 2.0, ethereum 4.0, albo cokolwiek innego i to da co najmniej 1000 proc. w skali roku. Kupcie, nie musicie nic o tym wiedzieć. Kupujcie i pieniądze same będą przychodziły do was”. To tak nie działa, ale tacy są na rynku i trzeba ich eliminować.

Jacek Tomczyk: Dziękuję bardzo za rozmowę.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.