12 pracowników Apple trafiło w 2017 roku do aresztu

Fot. hzv_westfalen_de
W długim liście, skierowanym do pracowników, Apple ostrzega przed łamaniem tajemnicy przedsiębiorstwa. Tym, którzy dzielą się z mediami np. nieoficjalną specyfikacją powstających smartfonów, grozi nie tylko wyrzucenie z pracy, ale nawet więzienie. Obecnie w areszcie przebywa 12 osób, spośród 29 pracowników przyłapanych w zeszłym roku na przekazywaniu na zewnątrz szczegółów objętych korporacyjną tajemnicą.

Co ciekawe, oświadczenie trafiło do mediów również jako przeciek… Opublikował je portal Bloomberg. Oficjalnie Apple nie zabiera głosu w tej sprawie. Pomimo że dla amerykańskiego producenta pracuje 135 tysięcy osób, koncern bardzo sprawnie wykrywa przypadki łamania klauzuli poufności. Najczęściej informacje wyjawiają stażyści i młodzi pracownicy. Robią to zwykle zachęceni przez znajomych, pracujących w serwisach internetowych. Z tym że tylko ci pierwsi ryzykują utratą pracy a nawet więzieniem.

W wyniku wycieku przedwcześnie dowiedzieliśmy się m.in. o najnowszym iPhone’ie (fot. William Hook)

Ujawnione przez pracowników firmy z Cupertino oprogramowanie pozwoliło nam poznać między innymi szczegóły, dotyczące iPhone’a X oraz inteligentnego zegarka Apple Watch. Dla producenta to duży kłopot. Po ujawnieniu poufnych informacji o nowych urządzeniach konkurencja dostaje czas, aby przygotować odpowiedź w postaci własnego sprzętu o lepszych parametrach i funkcjach. Z tego powodu przedsiębiorstwa IT bardzo dbają o dyskrecję w trakcie spotkań roboczych zespołów.

W Apple pracuje 135 tysięcy osób (fot. Duncan Sinfield)

Jeszcze większym problemem niż pracownicy, nad którymi Apple jednak ma kontrolę, są dostawcy podzespołów. Koncernom trudno jest wpływać na procedury, obowiązujące w zewnętrznych fabrykach. Niemniej współpraca z dostawcami na wysokim szczeblu również przynosi rezultaty – w postaci zatrzymań. Według Apple, dzięki niej udało się praktycznie wyeliminować przypadki kradzieży prototypowych urządzeń, ukarano też sprawców.

W lutym pisaliśmy w CHIP-ie o wycieku kodu źródłowego programu rozruchowego iOS-a. W tamtym przypadku za sprawą stał stażysta. Udostępnił kod znajomym, którzy zajmowali się łamaniem zabezpieczeń, aby móc wgrywać do systemu nieautoryzowane aplikacje. Kod źródłowy iBoota trafił następnie do serwisu GitHub, z którego szybko został usunięty po interwencji koncernu. Mimo to, jego kopie do dziś krążą po sieci. Ponad pół roku temu opisywaliśmy też przypadek zwolnienia z pracy inżyniera, którego córka pokazała na YouTube’ie prototypowego iPhone’a X. | CHIP